Kto podjął taką decyzję?
„To w Polsce ktoś podjął decyzję, że gaz na Ukrainę nie będzie dostarczany. Jeżeli się zaczyna pewną politykę i pewne zobowiązania się zawiązuje, to trzeba się z nich wywiązywać” – wypowiedź Andrzeja Szczęśniaka, eksperta rynku paliwowego.
Sytuacja nie jest nadzwyczajna, ponieważ gazu do Polski płynie więcej, a nie mniej. Różnica jest między zamówieniami PGNiG-u (które ostatnio dość szybko wzrosły) i dostawami. Natomiast gazu płynie do Polski więcej niż tydzień temu. Dlatego nie ma sytuacji nadzwyczajnej, kryzysowej, niebezpiecznej dla odbiorców.
Problem, moim zdaniem, istnieje w komunikacji między PGNiG-em a Gazpromem, gdyż jeżeli zwiększa się gwałtownie zapotrzebowanie, to trzeba to omówić z dostawcą – w tym wypadku z Gazpromem. W tym wypadku widać, że tej komunikacji nie ma, bo jeżeli do Rosjan pisze się takie oficjalne pismo, to trzeba się spodziewać, że tydzień albo miesiąc będzie trwała odpowiedź.
W ostatnim tygodniu PGNiG bardzo gwałtownie zwiększa tzw. nominacje, czyli zamówienia na gaz, natomiast fizyczne dostawy gazu rosną dużo wolniej. Cały problem jest w tym, że Gazprom nie nadąża za bardzo szybko rosnącymi zamówieniami PGNiG.
Jeśli natomiast chodzi o Ukrainę, to dziś nie ma „gazowego” problemu między Ukrainą a Rosją, bo Rosja już dawno nie dostarcza jej gazu. Moim zdaniem dzisiaj jest problem między Polską a Ukrainą, bo bez najmniejszych przyczyn (nie ma żadnych problemów w bilansie gazowym Polski) przerwano dostawy gazu z Polski na Ukrainę – i to jest sytuacja, kiedy Polska polityka staje się po prostu niewiarygodna. Nie ma powodów, żeby gaz przestał płynąć na Ukrainę – mimo to przestał płynąć. I mamy tu do czynienia z polską polityką, nie polityką UE. To w Polsce ktoś podjął decyzję, że gaz na Ukrainę (to nie są duże ilości – 4 mln m3, kiedy importujemy z Rosji codziennie od 23 mln do 25 mln m3) nie będzie dostarczany. Jeżeli się zaczyna pewną politykę i pewne zobowiązania się zawiązuje, to trzeba się z nich wywiązywać.
Tego rodzaju informacje powodują u odbiorców, normalnych ludzi, obawy i niepokój. Dlatego media powinny podawać je z wyraźnym zastrzeżeniem, iż: nie dotyczy to normalnych odbiorców. Natomiast takiego natężenia informacji, że „gaz nie płynie”, „jest go coraz mniej” itd. ludzie odbierają jako sytuację krytyczną i zagrożenie dla nich. Nic im nie grozi. To oczywiste, ponieważ do Polski płynie gaz – w dodatku w większych ilościach, niż płynął, mamy własny, krajowy gaz i naprawdę nic odbiorcom indywidualnym jak i przemysłowi nie grozi, wszystko jest tak, jak być powinno. Nie ma powodów do obaw.
Mamy również pełne magazyny i przez ostatni okres nie sięgnęliśmy do nich ani na chwilę – nie wydobyliśmy z nich w ogóle gazu. Sytuacja może być kryzysowa tylko – ewentualnie – w zimie i przy przedłużającym się – powiedzmy miesięcznym – bardzo poważnym konflikcie między Rosją a Ukrainą. Gdyby gaz nie płynął od Europy, to my, a przede wszystkim nasi południowi sąsiedzi, bylibyśmy tego ofiarami – ale to scenariusz na ostrą zimę i prawdziwy kryzys, który sięgałby też do Europy, (gaz europejski nie płynie przez Ukrainę).
Wypowiedź Andrzeja Szczęśniaka, eksperta rynku paliwowego:
Pobierz
RIRM
