Świętość to doskonała miłość

Z o. Romanem Majewskim OSPPE, przeorem Jasnej Góry, rozmawia Mariusz
Kamieniecki

W swoim ostatnim liście z okazji 350-lecia zwycięskiej obrony Jasnej Góry
wydanym w przeddzień swojej śmierci dziś już błogosławiony Ojciec Święty Jan
Paweł II napisał: "Proszę o odwagę dla odpowiedzialnych za przyszłość Polski,
aby wpatrzeni w postać Ojca Augustyna, potrafili bronić każdego dobra, które
służy Rzeczypospolitej". Dzisiaj ten apel wydaje się szczególnie aktualny…

– Wskazując na o. Augustyna Kordeckiego, bł. Jan Paweł II podkreślał znaczenie
ludzi podobnych do niego: pasterzy, kapłanów, żołnierzy – tych wszystkich,
którzy na wzór bohaterskiego przeora Jasnej Góry w swoich czasach i w różnych
uwarunkowaniach mieli odwagę podejmować decyzje, kierując się miłością Ojczyzny.
Apel Papieża, by ludzie odpowiedzialni za przyszłość naszej Ojczyzny umieli
bronić każdego dobra, które służy Polsce, jest nadal aktualny. Obok o.
Kordeckiego, którego odwaga zmieniła bieg historii Polski XVII wieku, wzorców w
pewnym wymiarze życia, swego działania oddanych i odpowiedzialnych za Ojczyznę,
które umiały podejmować ważne decyzje, mamy w historii wiele. Chodzi o postawę
służby, umiejętność ofiary. Mam na myśli służbę, ale służbę odważną, która mimo
krytyki czy tchórzostwa innych jest konsekwentna. Konkretnym przykładem
działania dla dobra Ojczyzny, dla wszystkich odpowiedzialnych za dzisiejszą
Rzeczpospolitą jest sam bł. Jan Paweł II.

W czym przejawiała się świętość Jana Pawła II?
– Świętość to doskonała miłość. Błogosławiony Jan Paweł II osiągnął to, co my
nazywamy świętością, właśnie poprzez tę doskonałą miłość, która rodzi się z
pokory zarówno wobec Pana Boga, wobec drugiego człowieka, jak i wobec siebie
samego. W Papieżu mamy doskonałą ilustrację, przykład, kiedy pokora, miłość
osiąga taką pełnię, że Kościół oficjalnie wynosi ją na ołtarze, pokazując
ludziom.
Podstawowym obrazem, jaki często się nam kojarzy z bł. Janem Pawłem II, jest
człowiek, który się modli. Człowiek modlący się to człowiek wierzący w Boga.
Błogosławiony Jan Paweł II to dla nas wzór człowieka, który się modli mimo
zmęczenia, wieku czy choroby, który uczy nas konsekwentnej drogi do Pana Boga
poprzez przezwyciężanie własnej słabości właśnie na modlitwie. Życie Jana Pawła
II było dla nas darem, a zarazem pewną tajemnicą, która ma fundament w Bogu.
Mimo pracy, zmęczenia Papież nigdy nie zwalniał się z obowiązku osobistej
modlitwy. Tak było chociażby podczas Jego pielgrzymek na Jasną Górę, kiedy
wieczorem czy w nocy szedł do kaplicy na spotkanie sam na sam z Panem Bogiem, od
którego czerpał siły do tak intensywnej służby. Tą swoją postawą uczył nas
oddychać Bogiem, który jest tą ożywiającą siłą.

Które ze spotkań z Papieżem wspomina Ojciec najczęściej?
– Miałem to szczęście wiele razy rozmawiać z Ojcem Świętym, chociażby podczas
spotkań przed świętami Bożego Narodzenia, kiedy tradycyjnie zawoziliśmy do
Watykanu opłatki z Jasnej Góry. Te spotkania uwiecznione są na zdjęciach. Jedno
z tych zdjęć, z którego Papież patrzy na mnie, przypomina mi spotkanie, podczas
którego dziękowałem za list, jaki napisał o Różańcu. Ojciec Święty zasłuchany, a
ja do dziś nie pamiętam ani słowa z tego, co wówczas powiedziałem. Jednak
najbardziej ze spotkań z bł. Janem Pawłem II utkwiło mi to, które nie zostało
uwiecznione na żadnym zdjęciu. Jako pielgrzymka z Jasnej Góry staliśmy podczas
jednej z audiencji na placu św. Piotra w pierwszym sektorze. Jan Paweł II na
tronie, ja w pierwszym szeregu, a między nami przestrzeń. W pewnym momencie
zauważyłem, że Papież uporczywie wpatruje się w naszą grupę. Ten kontakt
wzrokowy, to spojrzenie trwało na tyle długo, że nagle zrozumiałem, że On jakby
w oczekiwaniu patrzy na mnie, że z całej tej grupy paulińskiej i tysięcy ludzi
przed bazyliką Papież w tym momencie dostrzega mnie. Mając wewnętrzne odczucie i
czując na sobie to spojrzenie, skłoniłem nisko głowę. W tym momencie Ojciec
Święty w charakterystyczny sposób podniósł prawą rękę, tak jakby dostrzegł mój
gest, i dopiero potem spojrzał gdzie indziej. Wtedy zrozumiałem, że Papież
rzeczywiście patrzył na mnie, że z tłumu wyłowił mnie. To spotkanie bez słów,
mimo że nie byłem blisko, pamiętam najbardziej.

Kim dzisiaj dla Ojca jest bł. Jan Paweł II?
– Przyznam, że niełatwo odpowiedzieć na to pytanie, bo przecież był to człowiek,
który był zawsze obecny w moim życiu kapłańskim i zakonnym. Nie da się tego
zamknąć w słowach: ojciec, nauczyciel, przewodnik, to za mało. Nie jest to też
kategoria przyjaciela, choć gestów przyjaźni ze strony Papieża doświadczyłem
wiele razy. Jest to coś więcej, niż potrafię wyrazić słowami, jest to obecność,
której nie da się jednoznacznie zinterpretować. Błogosławiony Jan Paweł II jest
we mnie obecny. Jest to obecność wyczuwalna sercem, wiarą, miłością – tymi
wszystkimi uczuciami, jakie każdy z nas potrafi tylko w sobie wskrzesić.

Uroczyście dziękujemy Bogu za dar beatyfikacji Papieża Polaka. Jaką lekcją
powinny stać się dla nas te ostatnie dni?

– Beatyfikacja to ukoronowanie czasu, kiedy Jan Paweł II był z nami, kiedy
mogliśmy Go słuchać. Jeżeli wówczas nie potrafiliśmy słuchać, odnosić do siebie
Jego słów, to beatyfikacja, która się odbyła, dla wielu z nas pozostanie tylko
kolejną decyzją Kościoła, natomiast w niewielkim stopniu wpłynie na nasze życie.
Dla tych zaś, dla których Papież ze swoją nauką był naprawdę ważny, bliski i nie
przestał być nigdy obecny w życiu jako przewodnik, niedzielna beatyfikacja
powinna przynieść owoce. Dla Narodu powinna zaowocować zgodą, jednością, w
której musi być prawda i przebaczenie, ale też przeświadczenie, że jesteśmy
tylko ludźmi, a Bóg jest źródłem naszej świętości, naszej jedności, a więc tego
wszystkiego, czego najbardziej nam brakuje. Potrzeba nam wewnętrznej odnowy
każdego z osobna i całego Narodu. Oby owocem beatyfikacji Jana Pawła II była
jedność, która popłynie przez Polskę.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj