„Ojcze, w Twoje ręce, powierzam ducha mego” (Łk 23,46)

Szóste kazanie pasyjne, Sanktuarium Relikwii Drzewa Krzyża Świętego w Wałbrzychu,

VI Niedziela Wielkiego Postu, Niedziela Palmowa, 1 kwietnia 2012 r.

Wstęp

Drodzy bracia i siostry, w ostatnią niedzielę Wielkiego Postu, w Niedziele Palmową, pochylamy się nad o ostatnim słowem Pana Jezusa wypowiedzianym na krzyżu przed swoją śmiercią. Odnotowane jest ono w Ewangelii św. Łukasza i brzmi: Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mego (Łk 23,46). Przypomnijmy najpierw ewangeliczny zapis tych słów, by następnie zastanowić się nad ich przesłaniem dla naszego życia.

1. Łukaszowy opis śmierci Jezusa

W Ewangelii św. Łukasza czytamy: Było już około godziny szóstej i mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. Słońce się zaćmiło i zasłona przybytku rozdarła się przez środek. Wtedy Jezus zawołał donośnym głosem: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mego”. Po tych słowach wyzionął ducha.

Na widok tego, co się działo, setnik oddał chwałę Bogu, mówiąc: . Wszystkie też tłumy, które zbiegły się na to widowisko, gdy zobaczyły, co się działo, powracały, bijąc się w piersi. Wszyscy Jego znajomi stali z daleka; a również niewiasty, które Mu towarzyszyły od Galilei, przypatrywały się temu (Łk 23,44-49).

W opisie śmierci Jezusa ewangeliści św. Marek i św. Mateusz zamieścili Jego słowo: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” Natomiast św. Łukasz nie wspomina o tym modlitewnym wołaniu Jezusa z krzyża, które zawiera w sobie wszystkie ludzkie wołania z nocy cierpienia, prześladowania, samotności i śmierci. W zamian za to Łukasz przytacza Jezusową modlitwę ufnego, synowskiego powierzenia się Bogu: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mego” (w.46).

W Łukaszowym opisie śmierci Jezusa ostatnie Jego słowo poprzedzają dwa znaki. Podobnie jak u św. Marka i św. Mateusza pierwszym z nich są ciemności, które przez trzy godziny, od dwunastej do piętnastej naszego czasu, ogarnęły „całą ziemię”. W ten sposób Ewangelista chce podkreślić niezwykłość wydarzenia śmierci Jezusa, która jest dla niego czasem nastania największych ciemności (por. Łk 22,53) i znakiem całkowitego zagubienia się świata.

Ze znakiem ciemności św. Łukasz łączy drugi znak, mianowicie: rozdarcie się przez środek wewnętrznej zasłony w świątyni jerozolimskiej, oddzielającej miejsce święte od najświętszego. Oznaczało to, iż z chwilą Jezusowej śmierci wejście do miejsca najświętszego raz na zawsze zostaje otwarte. To miejsce najświętsze to sam Bóg. Przez swoją śmierć Jezus otwiera drogę do Ojca dla siebie i dla wszystkich ludzi (por. Hbr 10,19-20).

Odpowiedzią Jezusa na znak ciemności i rozdarcia się zasłony w świątyni jest Jego ostatnie słowo z krzyża bezpośrednio poprzedzające Jego śmierć. Z Jezusowego serca wyrywa się do Boga głośne modlitewne wołanie: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mego”. Swoją modlitwę Jezus adresuje do Boga jako Ojca. Jest to potwierdzenie Jego synowskiej relacji z Bogiem Ojcem, która najpełniej ujawnia się w godzinie śmierci. Kiedy wszystko się kończy, Jezus otwiera się na nieskończoność, na pełną Miłość, którą jest Bóg. Z bezgranicznym zaufaniem ucieka się do Niego jako Ojca i w Jego ręce powierza swego ducha.

Wyjątkowość śmierci Jezusa podkreślają reakcje ludzi. Najpierw rzymski setnik, widząc Jezusowe umieranie daje świadectwo o Jego sprawiedliwości, w której objawia się Boża chwała. Śmiercią Jezusa poruszone są też tłumy, które oglądając całe widowisko krzyża, wchodzą na drogę nawrócenia, czego przejawem jest bicie się w piersi. Ewangelista wspomina jeszcze znajomych Jezusa oraz niewiasty. Mówi o ich uczestniczeniu w wydarzeniu krzyża, gdyż to oni będą składać świadectwo o zbawczej śmierci swego Mistrza i zapoczątkowanych przez nią nawróceń. (ks. Haręzga)

2. Przesłanie dla nas ostatniego słowa Jezusa z krzyża

Drodzy bracia i siostry, w ostatnim słowie Jezusa z krzyża możemy odnaleźć dwie ważne prawdy: prawda pierwsza – przypomnienie, że Bóg jest naszym ojcem, że w chwili śmierci przechodzimy nie w nicość ale w ręce kochającego Ojca oraz prawdę o naszej śmierci, którą wszyscy mamy przed sobą i która winna być naszym oddaniem się w ręce Boga.

A. Bóg jest Ojcem oczekującym nas

Ostatnim słowem z krzyża Jezus uczy nas synowskiej relacji do Boga, przypomina nam z mocą, że Bóg jest Ojcem, w którego ręce należy siebie powierzyć na całą wieczność. Przy okazji przypomnijmy, że Jezus bardzo często mówił o swoim i naszym Ojcu. Pierwsze słowa Jezusa zapisane w Ewangelii odnosiły się do Ojca i także do Ojca odnosiły się ostatnie Jego słowa, wypowiedziane tuż przed śmiercią. Oto, gdy dwunastoletni Jezus w czasie dorocznej pielgrzymki zagubił się w Jerozolimie, po odnalezieniu, na pytanie swojej Matki, odpowiedział: „Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca? (Łk 2,49). A potem całe nauczanie Pana Jezusa było wypełnione mówieniem o Ojcu. Jezus mówił, że Bóg jest Ojcem wszystkich ludów i narodów. Kazał nam do niego zwracać się „Ojcze nasz”. Mówił, że ten Ojciec troszczy się o wszystkich: „Przypatrzcie się ptakom podniebnym: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichlerzy, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one?… Nie martwcie się zatem i nie mówcie: co będziemy jedli? co będziemy pili? czym będziemy się przyodziewali? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane” (Mt 6,26.31-33). Kiedy indziej Jezus mówił: „Miłujcie nieprzyjaciół waszych i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście stali się synami Ojca waszego, który jest w niebie, ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” (Mt 44-45.48). Ten Ojciec wgląda w tajniki serc i wszystko widzi: „A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie” (Mt 6,4.6b.18). Ten Ojciec jest łaskawy i pełen miłosierdzia, jak głosi przypowieść i miłosiernym Ojcu i synu marnotrawnym.

W godzinie śmierci Jezus jakby zwieńczył swoje nauczanie o Ojcu. Kiedy żegna się z życiem ziemskim oddaje swego ducha w ręce Ojca.

W środę, 15 lutego br. Ojciec św. Benedykt XVI, mówiąc o końcowych chwilach życia Pana Jezusa, powiedział: „Drodzy bracia i siostry, słowa Jezusa na krzyżu w ostatnich chwilach Jego ziemskiego życia dają ważne wskazania odnośnie do naszej modlitwy, ale otwierają ją również na pogodne zaufanie i niezachwianą nadzieję. Jezus, który prosi Ojca, aby przebaczył tym, którzy Go krzyżują, zaprasza nas do trudnego gestu modlitwy również za tych, którzy wyrządzają nam zło, którzy działają na naszą szkodę, abyśmy potrafili zawsze przebaczać, żeby Boże światło mogło oświecić ich serca. Zaprasza nas tym samym do praktykowania w naszych modlitwach tej samej postawy miłosierdzia i miłości, którą Bóg żywi względem nas: „odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”, mówimy codziennie w „Ojcze nasz”. Jednocześnie Jezus, który w ostatnim momencie przed śmiercią całkowicie oddaje się w ręce Boga Ojca, daje nam pewność, że jakkolwiek ciężkie byłyby doświadczenia, niełatwe problemy, uciążliwe cierpienia, nigdy nie wypadniemy z rąk Boga. Te ręce, które nas stworzyły, podtrzymują nas i towarzyszą nam na drodze życia, bo kieruje nimi zawsze nieskończona i wierna miłość”.

B. Nasz stosunek do śmierci

Drodzy bracia i siostry, gdy dziś pochylamy się nad ostatnim słowem Jezusa na krzyżu i gdy wspominamy Jego śmierć, nie sposób nie zastanowić się nad naszym stosunkiem do śmierci. Niemal codziennie w jakimś stopniu ocieramy się o śmierć. Dochodzą do nas informacje o śmierci jednostek i całych grup ludzi: młodych i starych. Często umierają przypadkowo lub niespodziewanie, „przedwcześnie”, tragicznie i po długim cierpieniu. Może dość często przechodzimy obok cmentarzy albo obok tablic ogłoszeń, na których wywieszone są klepsydry informujące o śmierci i o pogrzebach zmarłych osób. Im więcej tych informacji, tym niekiedy bardziej uodparniamy się na to zjawisko.

Rozmyślanie nad śmiercią odkładamy zwykle na później, albo podejmujemy je przy okazji śmierci bliskiej osoby, udziale w jakimś pogrzebie lub też idąc w listopadzie na cmentarz, bo – jak mówimy – wtedy jest klimat do takiej zadumy. Najczęściej jednak nie podejmujemy tego tematu.. W dawnej tradycji zakonnej raz w miesiącu zalecano dzień, który nosił nazwę „przygotowanie na śmierć”. Polegał on na tym, że zakonnik miał ten dzień przeżyć tak, jak gdyby był to ostatni dzień jego życia. Mógł w klimacie rzetelnego rachunku sumienia pomyśleć, co chciałby jeszcze zrobić, z kim porozmawiać, co załatwić, co zmienić.

Drodzy bracia i siostry, wobec faktu śmierci trzeba zachować pokorę i nadzieję. Nie wiemy, kiedy przyjdzie nasze ostatnie tchnienie. Jedno jest pewne, że ta chwila kiedyś nadejdzie. Datę naszego odejścia z tej ziemi zna Bóg. Nie należy się śmiercią zamartwiać i się jej bać, ale traktować ją jako coś naturalnego, normalnego, coś, co kiedyś na pewno nadejdzie. Obserwujemy, że dzisiaj w obliczu starości, cierpienia i umierania pojawia się jakaś obsesja, rezygnacja. Coraz częściej ludzie przeżywając ten dramat, nie chcą o nim mówić, albo też domagają się skrócenia życia, eutanazji, żeby skrócić lęk, przerwać tę nić, żeby już było po wszystkim.

Jest nam dzisiaj potrzebne dobre przygotowanie do śmierci; jest potrzebna modlitwa o dobrą śmierć. Jest wiele ludzi, którzy codziennie modlą się o szczęśliwą śmierć. I nie chodzi tu o śmierć bez bólu, nagłą, która zaskoczy, ale o to, by być do niej przygotowanym, żeby nie żal nam było umierać.

19 marca br. minęła 19. rocznica śmierci ks. prof. Józefa Majki, wybitnego znawcy katolickiej nauki społecznej, długoletniego rektora Metropolitalnego Wyższego Seminarium Duchownego i Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu (1970-1988). W latach osiemdziesiątych poprzedniego stulecia przeżył poważny zawał serca. Gdy przeszedł na emeryturę (1988), przyplątała się do niego poważna choroba nowotworowa, rak przełyku. Ks. Profesor zdradził jednemu z księży, że modli się od wielu lat do swego Patrona, św. Józefa o dobrą śmierć, a ostatnio modli się, żeby to nie była śmierć po długiej, obłożnej chorobie, ale śmierć „z marszu”. Bóg sprawił, że ks. rektor zmarł o świcie, w uroczystość św. Józefa, swego patrona. Okazało się, że był bardzo dobrze przygotowany do śmierci i że wymodlił sobie łaskę takiej śmierci o jaką prosił.

Znalazłem w jednej z książek piękne świadectwo o dwudziestokilkuletnim młodym człowieku o nazwisku Franck, który umierał na AIDS. Człowiek ten gasnąc w szpitalu, karmił się Ewangelią. W chwilach, kiedy dotykała go rezygnacja i zwątpienie, brał do ręki także różaniec, aby wiele razy powtarzać: „Święta Maryjo, Matko Boża, módl się za nami grzesznymi, teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen”. Kiedy bliscy zobaczyli go godzinę po śmierci, miał otwarte oczy i patrzył w niebo.

Gdy odwiedziłem kiedyś we wrocławskim szpitalu ks. Franciszka Kutrowskiego, byłego proboszcza z Oławy, u którego byłem kiedyś jako kleryk dwukrotnie na praktyce duszpasterskiej, wyniosłem z tej wizyty szczególne doświadczenie. Ks. prałat leżał po wylewie, nie rozpoznawał już ludzi, ale niemal bez przerwy powtarzał modlitwę „Zdrowaś Maryjo łaski pełna”. Z tą modlitwą na ustach gasło jego życie. To także była łaska dobrej śmierci.

Drodzy bracia i siostry, umierający na krzyżu Jezus modli się: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mego” (Łk 23,46).

Jezus uczy nas być pokornym wobec śmierci, być gotowym. Uczy, jak odchodzić, jak powrócić w ramiona Ojca. Pokora rodzi pokój serca, wyrywa z rezygnacji i zwątpienia, pokazuje światło, którym jest Chrystus Ukrzyżowany i Zmartwychwstały. Pozwala Mu się przeprowadzić.

W zapowiedzi godziny sądu ostatecznego Apostoł Jan usłyszał głos, który mówił z nieba: „Napisz: „Błogosławieni już teraz, którzy w Panu umierają”. Zaiste, mówi Duch, niech odpoczną od swoich trudów, bo ich czyny idą razem z nim” (Ap 14,13). Słowa te odnoszą się do wszystkich, którzy wierzą Jezusowi, którzy są wytrwali i których Apokalipsa nazywa: „święci”. Nagrodą za ich życie jest już teraz, gdy umierają, szczęście. „Błogosławieni”, to znaczy: „szczęśliwi”. Ich odejście jest teraz czasem ich odpoczynku od trudów, których doświadczyli w ciągu swojego życia.

Drodzy bracia i siostry, są być może takie momenty w życiu, kiedy nie chce się nam żyć, kiedy droga wiedzie wciąż pod górę, kiedy zmęczenie odbiera radość życia. Słowo Boże zachęca nas do wytrwałości, nawet za cenę zmęczenia. Trzeba iść do końca, aby móc spokojnie odpocząć, wytrwać w wierze, nawet jeśli inni się śmieją, zawalczyć, aby ostatecznie zwyciężyć. Biblijny Job, będący głosem ludzkiego bólu i trudnych doświadczeń, pyta: „Czyż nie do bojowania podobny byt człowieka?” (Job 7,1). I chociaż przeżywając swe cierpienie, miał takie chwile, że prosił Pana o śmierć, to jednak wytrwał do końca, by powrócić do stanu pierwotnego szczęścia, by móc spokojnie odpocząć.

Zawsze jest czas, by się nawrócić, by zmienić swoje życie i powierzyć się Ojcu. Wyrwać się z zimnych ramion zła, aby wtulić się w ramiona kochającego Ojca. Każdy dzień jest nową szansą, a przecież może być ostatnią szansą. Pan Jezus wzywa nas do nieustannej czujności, do gotowości i modlitwy.

Każdy dzień może być moim ostatnim dniem. Nie warto zatem odkładać przygotowania na godzinę śmierci. Nie trzeba też medytować nad śmiercią w atmosferze grozy i posępności. Jeśli słowo Boże żyje we mnie, jest we mnie nadzieja. Jest światło. Nie muszę się lękać. A Dobra Nowina nie kończy się z chwilą śmierci krzyżowej Jezusa. Idzie dalej, objawiając blask poranka Zmartwychwstania. Pokazuje perspektywę radości, wiecznej radości i pokoju, perspektywę życia, które choć zmienia się, to jednak się nie kończy.

Niech nasza modlitwa będzie ciągłym dziękowaniem Bogu za życie i za tę nadzieję, którą nam daje, którą jest On sam. Niech będzie ciągłym powierzaniem się Jemu: (ks. Łukasz Kleczka SDS, Papieski Uniwersytet Gregoriański w Rzymie)

Zakończenie

Zakończmy naszą, ostatnią medytację pasyjną – modlitwą Karola de Foucauld:

 

„Ojcze,

Oddaję się Tobie.

Uczyń ze mną, co zechcesz.

Dziękuję Ci za wszystko,

cokolwiek ze mną uczynisz.

jestem gotów na wszystko,

przyjmuję wszystko.

Niech Twoja wola spełnia się we mnie

i we wszystkich Twoich stworzeniach,

nie pragnę niczego innego, mój Boże.

Składam moją duszę w Twoje ręce.

Oddaję Ci ją, Boże

z całą miłością mego serca.

Kocham Cię

i to jest potrzebą mojej miłości,

żeby się dawać,

oddawać się w Twoje ręce bez ograniczeń,

z nieskończoną ufnością,

bo Ty jesteś moim Ojcem”. Amen .

Bp Ignacy Dec


Kazania pasyjne biskupa Ignacego Deca wygłoszone w 2011 r.

drukuj