fot. Jakub Grabowski

O. J. Berus OFM: Jeśli młodzież nie ma doświadczenia relacji z drugim człowiekiem, to jak może mieć doświadczenie relacji z Bogiem? Jeśli mają wszystko tu i teraz, to po co im Bóg, który obiecuje życie wieczne?

Jest kilka powodów, przez które młodzież boi się wierzyć. Z jednej strony jest to wstyd, bo jak można być wierzącym w świecie, gdzie chrześcijanie są prześladowani. Młodzi ludzie nie potrafią wierzyć. Albert Einstein powiedział kiedyś, że w dzisiejszej nauce straciliśmy intuicyjność, bo weszliśmy w tzw. naukę związaną z doświadczeniem. Jeśli młodzież nie ma doświadczenia relacji z drugim człowiekiem, to jak może mieć doświadczenie relacji z Bogiem? Jeśli mają wszystko tu i teraz, to po co im Bóg, który obiecuje życie wieczne? Przez elektronikę zatraciliśmy w młodych wyobraźnię i intuicję. Oni po prostu nie potrafią wierzyć w Boga – mówił ojciec Justyn Berus OFM, dyrektor Franciszkańskiego Liceum Ogólnokształcącego w Toruniu, duszpasterz wspólnoty „Między Nami Kobietami” i „Nowe Pokolenie Ojców”, w rozmowie z portalem radiomaryja.pl.

Od jakiegoś momentu obserwujemy wzmożoną laicyzację społeczeństwa. Widać to doskonale na przykładzie młodych. W wielu rodzinach wiara przestaje być czymś żywym i przeżywanym na co dzień, a staje się elementem kultury czy zwyczaju. W tym kontekście pojawiają się pytania o przyczyny tego zjawiska oraz o rolę, jaką odgrywa przykład dorosłych w przekazywaniu wartości religijnych.

Papież Leon XIV jakiś czas temu powiedział, że my oduczyliśmy dzieci znajomości Boga. Coś w tym jest, bo my pewne rzeczy kultywujemy jako tradycje, chociażby chodzenie z koszyczkiem, ale odeszliśmy od przykładu mocno rodzinnego. Pokolenie rodziców nie chodzi do Kościoła, to tym bardziej dzieci nie chodzą. W tym przypadku dla mnie istotny jest przykład. Tutaj nie chodzi o to, żeby zaraz brać dzieci do ławek i uczyć starą metodą.  Chociaż osobiście wybrałbym jeszcze starszą metodę. Fascynuje się pierwotnym Kościołem i ktoś kiedyś powiedział, że woda jest najczystsza u źródła. W Dziejach Apostolskich napisane jest, że chrześcijanie byli rozpoznawani przez to, iż się miłują. Znakiem rozpoznawczym pierwszego Kościoła była wzajemna miłość. Święty Franciszek powiedział: „Głoście Ewangelię, a jeżeli będzie taka konieczność, to róbcie to słowami”. On zaznaczył bardzo wyraźnie, że chodzi o przykład życia. Co za tym idzie, jeżeli rodzice się nie modlą, nie żyją z Bogiem na co dzień, nie pokazują, że warto żyć z Bogiem, to mamy dzieci i młodzież, które zadają pytanie – po co? – powiedział o. Justyn Berus OFM.

Spadek zaangażowania religijnego wśród dzieci i młodzieży bywa konsekwencją osłabienia wiary u dorosłych oraz zmieniających się relacji w rodzinach. Tutaj dużą rolę odgrywa Kościół, wspólnoty i postawa duchownych, które mają realny wpływ na odnowę życia religijnego.

By nie było takiej laicyzacji wśród młodego pokolenia, trzeba się przede wszystkim zająć katechizacją dorosłych. Dodatkowo trzeba się zająć relacją, która jest między dziećmi a dorosłymi, zwłaszcza w rodzinach. Do tego dochodzi jeszcze gorliwość duszpasterzy. Papież Benedykt XIV powiedział kiedyś w Warszawie do polskich księży, że mają być duszpasterzami, a nie budowniczymi, remontowymi i zarządcami. Trzeba się modlić o dobrych duszpasterzy, żeby oni z pasją szli w świat jako głosiciele Ewangelii, a co za tym idzie, uruchamiali również świeckich do duszpasterstwa – wskazał duchowny.

Kryzys wiary młodych spowodowany nie tylko brakiem wiedzy, ale przede wszystkim brakiem relacji. Współczesny świat, mimo licznych możliwości komunikacji, nie zawsze sprzyja tworzeniu trwałych i autentycznych więzi międzyludzkich. To z kolei wpływa na sferę duchową, ponieważ relacja z Bogiem nie istnieje w oderwaniu od doświadczeń relacyjnych człowieka.

Ten kryzys jest spowodowany brakiem relacji na linii Bóg-człowiek, która wyraża się też relacją międzyludzką. Jeśli nie ma prawdziwych relacji międzyosobowych, to jak można wytworzyć relacje z osobą, jaką jest Bóg. To jest kryzys relacji połączony z brakiem wiedzy religijnej nie tylko młodego pokolenia, ale również rodziców – podkreślił kapłan.

Żyjemy w świecie, w którym tylko nieliczni młodzi przyznają się do tego, że są wierzący. Oni po prostu wstydzą się swojej wiary. Boją się być wyśmiani czy prześladowani. Dodatkowo promuje się niezależność i natychmiastową satysfakcję, a wiara bywa postrzegana jako coś przestarzałego i niezrozumiałego.

Jest kilka powodów, przez które młodzież boi się wierzyć. Z jednej strony jest to wstyd, bo jak można być wierzącym w świecie, gdzie chrześcijanie są prześladowani. Młodzi ludzie nie potrafią wierzyć. Albert Einstein powiedział kiedyś, że w dzisiejszej nauce straciliśmy intuicyjność, bo weszliśmy w tzw. naukę związaną z doświadczeniem. Jeśli młodzież nie ma doświadczenia relacji z drugim człowiekiem, to jak może mieć doświadczenie relacji z Bogiem? Jeśli mają wszystko tu i teraz, to po co im Bóg, który obiecuje życie wieczne? Przez elektronikę zatraciliśmy w młodych wyobraźnię i intuicję. Oni po prostu nie potrafią wierzyć w Boga –wyjaśnił dyrektor Franciszkańskiego Liceum Ogólnokształcącego w Toruniu.

Warto zauważyć, że kryzys wiary wśród młodzieży nie rodzi się wyłącznie z presji rówieśników czy wpływu współczesnej kultury. Coraz częściej jego źródłem jest brak autorytetów albo obecność takich, które nie dają młodym ludziom prawdziwego punktu odniesienia. Trudno bowiem mówić o wierze, wartościach i sensie życia, gdy brakuje osób, które swoim życiem potwierdzają to, co głoszą.

Autorytet należy budować przede wszystkim autentycznością. Jeśli rodzice nie są autentyczni, to jak mają być autorytetem? Nawet jeśli ktoś robi źle, ale jest w tym wszystkim autentyczny, to może być lepiej odbierany niż ktoś, kto ściemnia i oszukuje. To nie jest łatwe, być autorytetem. Zawsze powtarzam, że będąc dyrektorem szkoły, pracuje w żywym organizmie, w którym w każdym momencie może się coś stać, zaboleć i wtedy momentalnie trzeba zadziałać. Niestety świat pokazuje, że lepiej iść na łatwiznę. Co za tym idzie, jak ja mam mówić młodym ludziom o autorytetach? Jak mam np. powiedzieć młodym ludziom: uczcie się, róbcie doktoraty, uczelnie czekają na waszą pracę, ale co wam proponują? Najniższą krajową. Z innej strony mamy dziewczynę ze Stanów Zjednoczonych, która ma 19 lat i miesięcznie zarabia 5 milionów dolarów na tzw. niebieskiej czy pomarańczowej platformie, chodzi o pornografię. Patrząc w tej perspektywie, młodzież mówi, po co mają się uczyć 20 lat, robić szkolenia, być na bieżąco, żeby ledwo wiązać koniec z końcem. Chodząc po kolędzie, zauważyłem, że dzisiejsza perspektywa wychowania polega na tym, że ich bohaterami i autorytetami są influencerzy – zauważył duszpasterz.

Jednym z bolesnych powodów kryzysu wiary jest to, że wielu ludzi odchodzi nie tyle od Boga, ile od zgorszenia, którego doświadczają w Kościele. Patrzą na postępowanie niektórych kapłanów, tracą zaufanie, a wraz z nim często także wiarę. Choć prawda jest taka, że zdecydowana większość księży uczciwie i z oddaniem pełni swoją posługę, to niestety błędy i grzechy nielicznych rzucają cień na całą wspólnotę. Trzeba jednak jasno powiedzieć: kapłani nie biorą się znikąd, tylko wyrastają z naszego społeczeństwa. Jeśli więc przeżywamy kryzys wiary jako wspólnota, to jego skutki widoczne są również wśród duchownych, dlatego tak ważna jest formacja dorosłych, ich dojrzałość, odpowiedzialność i autentyczna relacja z Bogiem. To właśnie z takich środowisk rodzą się powołania.

Święci kapłani biorą się ze społeczeństwa. Jeśli są braki w społeczeństwie, to jest problem z kapłanami. Moim zdaniem istotna i najważniejsza jest formacja dorosłych. Bardzo spodobało mi się zdanie, które kiedyś usłyszałem, iż Jezus błogosławił dzieci, a katechizował dorosłych. My niestety trochę zmieniliśmy porządek i katechizujemy dzieci, a z dorosłymi jakoś to będzie. By byli świetni i święci kapłani, to trzeba mieć dobre społeczeństwo i starać się, by było święte. My powinniśmy starać się wszystkimi siłami, aby nasze społeczeństwo było wierzące. Można znaleźć świętych kapłanów. Warto się modlić o dobrych kapłanów, o wytrwanie dla nich, bo pokus jest wiele. Jeśli ktoś coś robi dobrze, to nie bójmy się powiedzieć prostego dziękuję, ale jeśli ktoś czyni źle, to nie możemy się bać go skrytykować i powiedzieć, że coś jest nie tak, bo wyrazem szacunku jest zwrócenie uwagi, jeśli ktoś popełnia błąd – odrzekł duchowny.

Słowa „nie bój się, tylko wierz” pozostają aktualne także dziś, szczególnie dla młodego człowieka, który mierzy się z wątpliwościami i doświadcza kryzysu wiary. Właśnie w takich momentach rodzą się najważniejsze pytania i nie należy się ich obawiać, lecz uczciwie z nimi stanąć przed Bogiem. Ewangelia pokazuje, że Jezus spotyka człowieka w różnych sytuacjach życiowych i prowadzi go do wiary na wiele sposobów. W związku z tym droga poszukiwania, nawet pełna niepewności, może stać się początkiem głębokiego spotkania z Chrystusem.

Co bym powiedział młodemu człowiekowi, który stoi nad przepaścią wiary? Powiedziałbym: nie bój się zadawać pytań, nie bój się wołać do Boga, że czegoś nie rozumiesz. Pismo Święte w wielu przypadkach pokazuje nam różne podejście Chrystusa. W tym roku w Wielkim Poście przeżywaliśmy rok A, w którym Ewangelie są bardzo mocno włączające w chrześcijaństwo. Najpierw była Ewangelia o Samarytance przy studni, następnie o niewidomym od urodzenia i o wskrzeszeniu Łazarza. To są trzy różne cuda, których Jezus dokonał. W każdej z tych trzech Ewangelii pada, iż Jezus jest Mesjaszem. Każda z tych trzech Ewangelii pokazuje, jak ludzka dynamika jest różna i jakie mogą być sytuacje – akcentował o. Justyn Berus OFM.

– Ktoś może być jak kobieta przy studni. Ona wstydziła się swojego życia i poszła po wodę w takim czasie, kiedy miała nikogo nie spotkać, a spotkała Mesjasza, który na nią czekał. Ona przez rozmowę z Jezusem zostawiła to, po co przyszła, czyli dzbany z wodą po to, żeby iść powiedzieć miastu, iż poznała Chrystusa. Oni słuchają i po dwóch dniach nauczania Jezusa wskazują, że uwierzyli jeszcze bardziej, ale już nie przez słowa kobiety, tylko przez słuchanie Chrystusa. To jest pierwszy pryzmat, a więc pytaj Boga, a On ci odpowie. Następnie mamy niewidomego od urodzenia. Tam pojawia się pytanie o to, kto bardziej zgrzeszył – on czy jego rodzice? To jest złe rozumienie wiary, a Jezus to wszystko prostuje. Ten człowiek pada na twarz i wskazuje, że Jezus jest Mesjaszem. Trzecia Ewangelia to ta o Łazarzu. Ciekawe jest to, że on nie mówi ani słowa, a jego siostry wyznają, że to Jezus jest Mesjaszem. To jest różna perspektywa, ale pokazuje także, iż Bóg jest w każdym czasie naszego życia przy nas (…). Jeśli młody człowiek rzetelnie podejdzie do Jezusa i będzie pytał, to nawet jeśli podwinie mu się noga, to tą odpowiedź wcześniej czy później znajdzie. Bóg jest przy nim i da mu taką opcję i możliwość, że człowiek może nie spodziewać się, kiedy wiara do niego wróci – dodał kapłan.

Monika Gronczakiewicz/radiomaryja.pl

drukuj