fot. arch.

[JESTEM W KOŚCIELE] Urojony „bóg”

„Też jestem katolikiem i informuję, że mojemu Bogu, niezależnie od wypowiedzi papieży i biskupów nic do tego” – w taki sposób były poseł Artur Dziambor wyraził swoje poparcie dla procedowanego w Sejmie projektu o publicznym finansowaniu in vitro, odpowiadając na wpis innego polityka, przeciwnego takiemu rozwiązaniu.

I choć Artur Dziambor mimo intensywnych starań i umizgów do liberalno-lewicowych środowisk nie ma dziś żadnego wpływu na kształtowanie prawa w Polsce, bo nie dostał się do Sejmu, to jednak zacytowane tu jego słowa doskonale obrazują paradygmat myślenia tzw. bezobjawowych katolików – współczesnych pogan.

Osoby takie, choć w pewnym zakresie przywiązane do religii i różnych form pobożności, w praktyce nie respektują zasad płynących z wiary. Nie obchodzi ich zbytnio nauka głoszona przez Kościół, który traktują niczym supermarket, wybierając z niego to, co im odpowiada. Choć mają za sobą chrzest, pierwszą komunię, bierzmowanie i małżeństwo kościelne, to jednak nie dostrzegają zbawczej łaski tych sakramentów. W zamian wyznają „dobroludzizm”, uważając, że do zbawienia wystarczy być „dobrym człowiekiem”. Uważają, że cel uświęca środki, skoro dla realizacji rzekomego prawa do posiadania dziecka, można poświęcić istnienie kilku innych istnień ludzkich.

Każdy z nich stworzył własnego boga, boga pisanego małą literą, bo urojonego, w ten sposób to samego siebie czyniąc bogiem. A skoro tak, to nie dziwi, że tacy ludzie nie mają nic przeciwko, aby można było bawić się w Stwórcę, decydując o życiu lub śmierci osób zamkniętych w probówkach, zamrożonych w ciekłym azocie i wylewanych do kanalizacji.

Jak pisał już ponad 50 lat temu młody ksiądz Joseph Ratzinger, „współczesny człowiek, w normalnym przypadku, powinien raczej zakładać niewiarę swojego bliźniego”. Dziś tym bardziej trudno się z tym nie zgodzić. Stosunek do procedury in vitro (podobnie zresztą do aborcji) jest tu modelowym punktem odniesienia. Bo choć nie trzeba być człowiekiem wierzącym, aby sprzeciwiać się in vitro, to jednak nie można pogodzić wiary i poparcia dla tej metody. Podobnie, jak nie można pogodzić wegetarianizmu i jedzenia schabowego. Niby oczywiste, a jednak nie do końca. „Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi”.

Dyskusja w Sejmie nt. finansowania in vitro powinna zatem skłonić ludzi wierzących oraz wszystkich ludzi dobrej woli do odważnego stanięcia po stronie prawdy oraz po stronie najsłabszych i bezbronnych. Nie wyobrażam sobie również, że mogłoby zabraknąć  głosu Episkopatu Polski. Niestety trudno spodziewać się stanowczych, ale w pełni uprawnionych kroków, o których mówi Kodeks Prawa Kanonicznego w kanonie 915. Nakazuje on, aby nie udzielać Komunii Świętej osobom, które z uporem trwają w jawnym grzechu ciężkim. Z pewnością podpadają pod to politycy, którzy publicznie deklarują swoje poparcie dla metody in vitro, a jednocześnie przekonują, że są katolikami, w rzeczywistości będąc współczesnymi poganami lub obłudnikami. Przypomnienie tego zapisu w prawie kanonicznym, który ma przecież na celu obronę świętości Eucharystii, a zwłaszcza jego praktyczne stosowanie, byłoby sygnałem, że Kościół na poważnie traktuje swoje prawo i dostrzega powagę sytuacji.

Wojciech Grzywacz/radiomaryja.pl

drukuj
Tagi: ,

Drogi Czytelniku naszego portalu,
każdego dnia – specjalnie dla Ciebie – publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła i naszej Ojczyzny. Odważnie stajemy w obronie naszej wiary i nauki Kościoła. Jednak bez Twojej pomocy kontynuacja naszej misji będzie coraz trudniejsza. Dlatego prosimy Cię o pomoc.
Od pewnego czasu istnieje możliwość przekazywania online darów serca na Radio Maryja i Tv Trwam – za pomocą kart kredytowych, debetowych i innych elektronicznych form płatniczych. Prosimy o Twoje wsparcie
Redakcja portalu radiomaryja.pl