[JESTEM W KOŚCIELE] Sekciarstwo wiecznie żywe
Kolejni biskupi przestrzegają przed ks. Danielem Galusem i jego szkodliwą, niekatolicką działalnością. Ten suspendowany kapłan jednak nic sobie z tego nie robi i niestety ma za sobą niemałą grupę wyznawców. To pokazuje, że mentalność sekciarska jest nieustannie poważnym zagrożeniem dla wiary, a w ostatnim czasie problem wydaje się wręcz narastać. Najgorsze jest jednak to, że nie chodzi tu o jakieś sekty otwarcie niekatolickie, lecz w mniejszym bądź większym stopniu związane z Kościołem i działające (przynajmniej w sferze deklaracji) w jego ramach.
O sprawie ks. Galusa jest głośno już od dobrych paru lat, jednak to tylko jeden z wielu przykładów wiary, która zboczyła na manowce. O popadnięcie w mentalność sekciarską łatwo zwłaszcza w środowiskach charyzmatycznych. Bardzo często królują tam emocje, a przeżywanie wiary uwarunkowane jest porywami serca. Kiedy brakuje solidnej i ortodoksyjnej podbudowy teologicznej, a także czujnego oka władzy kościelnej, nietrudno o tragiczne konsekwencje nie tylko dla wiary, ale także dla konkretnych ludzi, którzy zawsze padają ofiarami tego rodzaju sytuacji. Zrywają kontakt z rodziną i bliskimi, uzależniają całe swoje życie od ludzi z sekty, zwłaszcza jej guru i dochodzą do momentu, kiedy wyrwanie się z tej pułapki jest niezwykle trudne.
Niestety pewne znamiona sekciarskiej mentalności można odnaleźć również w kręgach tradycjonalistycznych. Mam tu na myśli nie tylko jakieś najbardziej skrajne sedewakantystyczne środowiska, ale także przynajmniej część osób skupionych wokół Bractwa św. Piusa X. Ostatnio o lefebrystach jest bardzo głośno ze względu na zapowiedziane konsekracje biskupie bez papieskiego mandatu, co oczywiście jest gestem schizmatyckim, mimo zasłaniania się stanem wyższej konieczności. Choć zarówno abp Lefebvre, jak i samo bractwo mają niekwestionowane zasługi dla Tradycji, to jednak nie można milczeć, gdy obecnie niemała część tego środowiska niczym dogmat przyjmuje hasło: „Poza bractwem nie ma zbawienia”.
Coraz częściej słychać głosy właśnie w duchu tej maksymy, np. kiedy na stronie FSSPX czytam, że lepiej w ogóle nie pójść na niedzielną Mszę, niż uczestniczyć w nowej Mszy, a nawet w liturgii trydenckiej, ale sprawowanej poza bractwem. Przekonanie, że jest się jedynym depozytariuszem prawdziwej wiary i zniechęcanie wiernych do jakichkolwiek kontaktów z oficjalnymi strukturami Kościoła muszą zapalić czerwoną lampkę. Jeszcze raz podkreślę – nie chcę tu wrzucać wszystkich do jednego worka, bo wielu lefebrystów pewnie nie podziela tych radykalnych poglądów, a zapewne większość jest szczerze przekonana o słuszności swojego postępowania. Niemniej jednak cel nie uświęca środków.
Tak więc warto mieć świadomość, że sekciarskie zapędy można odnaleźć w różnych środowiskach, nie wspominając już nawet o współczesnej polityce, gdzie określenie pewnych grup mianem sekty jest jak najbardziej adekwatne. Przede wszystkim warto jednak pamiętać, że kiedy jakikolwiek duchowy lider, nieważne czy duchowny czy też świecki, przysłania sobą Chrystusa i stawia siebie ponad autorytetem Kościoła, to zawsze jest poważny sygnał ostrzegawczy. Tym bardziej, że kult jednostki, tak charakterystyczny dla sekt, jest dziś dodatkowo napędzany przez cyfrowe algorytmy i subiektywistyczną, nastawioną na emocje mentalność. Dlatego tak ważne jest zachowanie czujności i pokory, dzięki którym nie zapomnimy, iż wierność Chrystusowi nigdy nie realizuje się w izolacji od Jego Mistycznego Ciała.
Wojciech Grzywacz



