fot. Instytut Prymasowski

Dr J. Wieliczka-Szarkowa w „Naszym Dzienniku”: Prymas uwięziony

Wobec deptania przez komunistów praw Kościoła Prymas Polski Stefan Wyszyński w 1953 roku wraz z Episkopatem wydał słynny list, który stał się jednym z powodów jego uwięzienia. „Kościół będzie bronić wolności kapłaństwa, nawet za cenę krwi. Gdy cezar siada na ołtarzu, to mówimy krótko: ’Nie wolno!’ (Non possumus)”. Przewidując, że może stracić wolność, mówił: „Gdy będę w więzieniu, a powiedzą wam, że Prymas zdradził sprawy Boże – nie wierzcie. Gdyby mówili, że Prymas ma nieczyste ręce – nie wierzcie. Gdyby mówili, że Prymas stchórzył – nie wierzcie. Gdy będą mówili, że Prymas działa przeciwko narodowi i naszej ojczyźnie – nie wierzcie. Kocham Ojczyznę więcej niż własne serce i wszystko, co czynię dla Kościoła, czynię dla niej”. Tego dowiódł w czasie swego trzyletniego uwięzienia i przez następne kilkadziesiąt lat swej prymasowskiej posługi.

Nocą z 25 na 26 września 1953 roku funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa aresztowali Prymasa Polski ks. kard. Wyszyńskiego, wywożąc go do Rywałdu, gdzie przebywał do 12 października 1953 roku. Potem do 6 października 1954 roku przetrzymywano go w Stoczku Klasztornym koło Lidzbarka Warmińskiego, następnie do 27 października 1955 roku w Prudniku Śląskim i w końcu w Komańczy, skąd został uwolniony 28 października 1956 roku. Trzy pierwsze miejsca uwięzienia Prymasa były pilnie strzeżonymi, opuszczonymi na rozkaz komunistów klasztorami. W Stoczku i Prudniku Kardynałowi narzucono towarzystwo dwóch innych więźniów, siostry zakonnej i księdza, którzy zostali zwerbowani do współpracy przez UB. Dopiero w Komańczy Prymas mieszkał w klasztorze Sióstr Nazaretanek, którym pozwolono zostać na miejscu. Tam też mógł być odwiedzany przez osoby z zewnątrz, choć tylko za zgodą władz.

W Rywałdzie i Stoczku

O swoim aresztowaniu Prymas pisał: „Przyjechaliśmy z powrotem do Rywałdu. Było to miejsce mojego przeznaczenia. Wjechaliśmy w puste podwórze gospodarcze klasztoru Ojców Kapucynów. Dość długo czekałem w wozie, zanim ’pan w ceracie’ zaprosił mnie do wnętrza brzydkiego budynku. Wprowadzono mnie do pokoju na pierwszym piętrze. Oświadczono mi, że to jest miejsce mego pobytu, że nie należy wyglądać oknem. Nadto dowiedziałem się, że za kilka dni będzie przeprowadzona ze mną rozmowa na temat mej obecnej sytuacji. Mój konwojent usłyszał raz jeszcze dokładnie sprecyzowane moje stanowisko wobec faktu dokonanego. Protestuję na jego ręce przeciwko gwałtowi, przeciwko sposobom postępowania z obywatelem, którego państwo mogło dosięgnąć w inny sposób, zgodny z konstytucją. Protestuję przeciwko uniemożliwieniu mi sprawowania rządów nad diecezjami gnieźnieńską i warszawską. Protestuję przeciwko pogwałceniu jurysdykcji Stolicy świętej, którą wykonywałem na mocy uprawnień specjalnych. Oświadczam, że czyn dokonany przez Rząd jest bardzo szkodliwy dla Rządu, gdyż spowoduje ataki radia i prasy zagranicznej. Protestuję przeciwko zakazowi spoglądania przez okno. Rozejrzałem się w swoim pokoju, który nosi ślady niedawnego zamieszkania przez któregoś z Ojców Kapucynów. Zostałem sam. Na ścianie, nad łóżkiem, wisi obraz z podpisem: ’Matko Boża Rywałdzka, pociesz strapionych’. To był pierwszy głos przyjazny, który wywołał wielką radość”.

W Rywałdzie 7 października 1953 roku ksiądz Kardynał stwierdził, że coraz wyraźniej widzi, że miejscem najwłaściwszym na obecny moment bytowania Kościoła jest dla niego więzienie. Trzy lata odosobnienia traktował jako szczególny dar Boga i przeżył w najgłębszej więzi z Nim.

W Stoczku Klasztornym, gdzie towarzyszyli Prymasowi współwięźniowie ks. Stanisław Skorodecki i s. Leonia Maria Graczyk, zapisał, że żyli w ciągłej modlitwie, która pokonywała wszystkie ich bóle, smutki i zawody. Każdy dzień toczył się według ułożonego przez Prymasa planu: od pobudki o godz. 5.00 rano aż do godz. 22.00 czas wypełniały modlitwa i praca osobista. Ksiądz kard. Wyszyński, wierny swojemu zawołaniu „Soli Deo per Mariam”, w Stoczku 8 grudnia 1953 roku złożył Akt osobistego oddania się Matce Najświętszej, do którego przez trzy tygodnie przygotowywał swoją duszę.

W „Zapiskach więziennych” w Stoczku Klasztornym 26 stycznia 1954 roku ksiądz Kardynał zanotował: „Quaeutilitas [łac.: jaka korzyść] […] Jedną przynajmniej można łatwo dostrzec korzyść, jeden grzech mniej. Ci wszyscy, którzy zazdrościli mi tzw. kariery, już nie zazdroszczą, gdyż ’kariery’ zazwyczaj chodzą hiobowymi serpentynami. Bo na pewno dziś nie chcą siedzieć ’po prawicy i po lewicy mojej’, chociaż pokoje są wolne. Kariera w Kościele wymaga gotowości, by pójść z Chrystusem i na krzyż, i do więzienia. A choćby to się nie udało, jak Piotrowi, jednak przez to doświadczenie przejść trzeba… Odpada więc wielka liczba zazdrosnych. Wprawdzie nie wszyscy, gdyż w Kościele nigdy nie brakło ludzi gotowych na cierpienie. I ci nie przestali mi zazdrościć, ale ich zazdrość nie jest grzechem”.

W Prudniku i Komańczy

W Prudniku Śląskim Prymas zaczął przygotowania do jednego z najważniejszych dzieł swojego życia. O jego genezie pisał w liście do przeora Jasnej Góry ojca Jerzego Tomzińskiego: „Myśl o odnowieniu Kazimierzowych Ślubów w ich trzechsetlecie zrodziła się w mej duszy w Prudniku. W pobliżu Głogówka, gdzie król i prymas przed 300 laty myśleli nad tym, jak uwolnić naród z podwójnej niewoli: najazdu obcych sił i niedoli społecznej. Gdy z kolei mnie przewieziono tym samym niemal szlakiem z Prudnika na południowy wschód, do czwartego miejsca mego odosobnienia, w góry, jechałem z myślą: musi powstać nowy akt ślubowań odnowionych! I powstał właśnie tam, na południowym wschodzie, wśród gór, tam został napisany i stamtąd przekazany na Jasną Górę”.

Jeszcze w Prudniku 18 grudnia 1954 roku zapisał: „Warto myśleć o ’obronie Jasnej Góry’ roku 1955. – Jest to obrona duszy, rodziny, Narodu, Kościoła – przed zalewem nowych ’czarów’. Moja ’Jasna Góra’ ściśniona zewsząd wałem udręki; walą pociskami ’zabobonu’ i ’wstecznictwa’ – w ’Kurnik’. Przed 300 laty ’Kurnik’ ocalał i trwa do dziś dnia. ’Obrona Jasnej Góry’ dziś – to obrona chrześcijańskiego ducha Narodu, to obrona kultury rodzimej, obrona jedności serc ludzkich – w Bożym Sercu, to obrona swobodnego oddechu człowieka, który chce wierzyć bardziej Bogu niż ludziom, a ludziom – po Bożemu”.

Tekst Ślubów Jasnogórskich, będących programem moralnego przygotowania Narodu do Milenium Chrztu Polski, ksiądz Prymas napisał 16 maja 1956 roku już w Komańczy, ostatnim miejscu uwięzienia. U końca pierwszego, najbardziej dramatycznego, krwawego i naznaczonego terrorem okresu zmagań z komunistycznym zniewoleniem Polacy mieli otrzymać „duchowy chleb i pochodnię – Jasnogórskie Śluby Narodu”, które miały dać im siłę na kolejne lata zmagań z ateistycznym systemem.

„Zapaliliśmy wam pochodnię: Jasnogórskie Śluby! Nie stawiamy ich pod korcem ale ’na świeczniku’ […]” – tłumaczył Prymas Tysiąclecia.

W czasie jasnogórskich uroczystości 26 sierpnia 1956 roku w klasztornej celi w Komańczy uwięziony Prymas notował: „Ufam, że Królowa Niebios i Polski dozna dziś wielkiej chwały na Jasnej Górze. Jestem już w pełni spokojny”.

W Komańczy była wtedy Maria Okońska, jedna z „ósemek”, najbliższych współpracowniczek ks. kard. Stefana Wyszyńskiego. Założycielka Instytutu Prymasowskiego wspominała: „Na drugi dzień, 27 sierpnia, musiałam wyjechać z Komańczy. Kończyła mi się przepustka. Przy pożegnaniu Ojciec powiedział mi: ’Dostałem wiadomość, że Śluby zostały złożone. Było przeszło milion ludzi. To był prawdziwy cud’. I dodał: ’Wiedziałem, że Matka Boża Jasnogórska jest najpopularniejszą Postacią w Narodzie, ale nie wiedziałem, że Jej potęga w tym Narodzie jest aż tak wielka’”.

Podczas uwięzienia Prymas zastanawiał się także nad koncepcją przygotowań do obchodów Milenium Chrztu Polski przypadających w 1966 roku.

Prymas nie poprzestał na jednorazowym akcie ślubów. Był to dopiero początek wielkiej pracy aż do Milenium. Jeszcze w Komańczy między 15 a 29 sierpnia 1956 roku przygotował plan Wielkiej Nowenny, który wręczył biskupom Klepaczowi i Choromańskiemu, kiedy 29 sierpnia przybyli do niego. Tak jak zwykle prosi się Boga o jakąś łaskę w dziewięciodniowej nowennie, tak Naród Polski miał prosić o zachowanie wiary, zwycięstwo i wolność Kościoła przez Wielką Nowennę dziewięcioletnią trwającą do 1966 roku, do tysiąclecia chrześcijaństwa.

Wraz z obejmującą Polskę odwilżą powszechnie upominano się o prawa Kościoła. 24 października 1956 roku na warszawskim wiecu po VIII Plenum KC PZPR ponad 70 tys. zebranych wznosiło okrzyki: „Wyszyński!”. Cztery dni później Prymas Polski został zwolniony i wrócił do Warszawy.

Dr Joanna Wieliczka-Szarkowa, „Nasz Dziennik”

drukuj