fot. arch

Czeski męczennik na ołtarze

W Czechach rozpoczął się proces beatyfikacyjny ks. Józefa Toufara – jednego z męczenników, dzięki któremu tamtejszy Kościół przetrwał komunistyczne represje.

Ksiądz Toufar był proboszczem w małej miejscowości Ćíhošť na Wyżynie Czesko-Morawskiej. Kapłan zmarł w 1950 roku, zakatowany przez komunistów, którzy pod koniec życia pozbawili kapłana także dobrego imienia, oskarżając go o pedofilię i kuglarstwo.

11 grudnia 1949 roku została wywołana lawina oskarżeń przeciwko kapłanowi. Podczas porannej Mszy św. głosił homilię, w której mówił o tajemnicy obecności Boga w ludzkim życiu. Gdy wypowiadał słowa: „Tutaj, w tabernakulum, jest nasz Zbawiciel”, wierni zauważyli, że półmetrowy krzyż wiszący nad ołtarzem się przechylił. Ksiądz sam tego nie zauważył. Po Mszy św. przyszli do niego parafianie, którzy opowiedzieli o tym, co widzieli. W kolejnym kazaniu ks. Toufar odniósł się do tamtych wydarzeń. Mówił, że pochylenie krzyża w czasie kazania było znakiem obecności Boga w liturgii. Wieść o wydarzeniu obiegła cały kraj. Do kościoła zaczęli przybywać ludzie z różnych miejsc. Wielu z nich niezwykłe wydarzenia w kościele odnosiło do sytuacji Kościoła w Czechosłowacji, ponieważ w lutym 1948 r. komuniści przejęli władzę w kraju. Prezydentem został lider komunistów Klement Gottwald, który za cel postawił sobie zniszczenie „wrogów klasowych”. Powstawała podporządkowana władzy organizacja księży „patriotów”, której zadaniem było rozbicie Kościoła od wewnątrz. Księża z organizacji mieli stać na straży Kościoła sterowanego przez władze.

Biuro Polityczne KC KPCz postanowiło zająć się sprawą cudu krzyża w Ćíhošť. 28 stycznia 1950 r. funkcjonariusze czechosłowackiej bezpieki (StB) aresztowali ks. Toufara, a wokół zdarzenia z krzyżem rozpętano propagandową nagonkę wymierzoną w Kościół. Osadzono go w więzieniu w Valdicach. Przesłuchanie proboszcza trwało cały miesiąc, bito go do utraty przytomności. W końcu zmaltretowany fizycznie i psychicznie kapłan podpisał 22 lutego 1950 r. protokół zeznania o rzekomym molestowaniu nieletnich chłopców, jak też, że sprowokował pochylenie krzyża nad ołtarzem, aby wzniecić antykomunistyczną histerię. Komuniści spreparowali w tym celu historię, jakoby ks. Toufar miał skonstruować specjalne urządzenie, za pomocą którego spowodował ruchy krzyża. Próbowali nawet nakręcić film z udziałem kapłana, który miałby zainscenizować sfingowanie cudu krzyża. Jednak umęczony po przesłuchaniach kapłan nie był w stanie mówić, stał tylko na ambonie. Po jego śmierci komuniści zekranizowali film „Dzieło”, użyli do tego celu aktora, a podczas nagrań nie pokazywali jego twarzy. Film miał być dowodem tumanienia ludzi przez reakcyjny kler.

25 lutego 1950 r. wyczerpanego ks. Toufara pod fałszywym nazwiskiem przewieziono do rządowej lecznicy. Na ciele miał rozlegle obrażenia, nie pomogła operacja. Zmarł tego samego dnia. Sfałszowano też dokumentację ze szpitala. Podano, że powodem jego śmierci były wrzody żołądka.

Dopiero w 1994 r. Urząd ds. Badania i Dokumentacji Zbrodni Komunistycznych powrócił do sprawy zakatowanego kapłana. Wyszło też na jaw, że rzekomo molestowani przez księdza chłopcy byli zmuszani do podpisywania fałszywych zeznań, a w kościele nie znaleziono żadnych mechanizmów służących do sfingowania cudu krzyża.

Małgorzata Jędrzejczyk

drukuj