Życie po socjalizmie?

Hiszpania cierpiała pod rządami socjalistów siedem lat – od 2004 do 2011 roku. W listopadzie ubiegłego roku Partia Ludowa wygrała wybory zdecydowaną większością, która pozwoliła jej przejąć władzę. Od tamtej pory minęło pół roku. To dobry czas na pierwsze podsumowania. Nie sposób jednak dokonać rzetelnej analizy sytuacji, jeśli nie weźmie się pod uwagę spadku po poprzednim rządzie.

 
Rząd stworzony przez Partię Socjalistyczną (PSOE) pozostawił po sobie zrujnowany kraj na krawędzi ekonomicznego bankructwa, poważnie osłabiony na gruncie moralności, rozbity i skonfliktowany wewnętrznie. Na dodatek socjaliści zerwali sieć naszych tradycyjnych sojuszów międzynarodowych. Pod koniec kadencji gabinetu José Louisa Zapatero nasza polityka zagraniczna kierowała się w stronę takich krajów, jak Wenezuela czy Kuba – obu znajdujących się pod rządami reżimów totalitarnych. Flagowym projektem socjalistycznego rządu w polityce międzynarodowej był „Sojusz Cywilizacji”. Jest to pustosłowie, czysta propaganda. Pod jej szyldem opuściliśmy serce Zachodu po to, aby zbliżyć się do innych ośrodków – takich jak Egipt czy Iran.

 

 

Dewastacja Hiszpanii

Socjaliści w czasie pierwszej kadencji swoich rządów (2004-2008) całkowicie oddali się inżynierii społecznej. Ich energia – a także energia całego kraju – ukierunkowana została na działania mające na celu zmanipulowanie społeczeństwa na gruncie ideologicznym. Dążyli do tego, aby tak poszerzyć ustawodawstwo dotyczące aborcji, by w efekcie dzieci w łonach matek nie były chronione żadnymi przepisami. Zaaprobowali układy homoseksualne, co doprowadziło do wypaczenia idei małżeństwa. Do szkół podstawowych i liceów wprowadzili jako obowiązkowe przedmioty o czysto ideologicznym zabarwieniu, w celu „reedukacji” społeczeństwa. Ponadto nadali prawa regionalnym ruchom „autonomicznym”, których program w rzeczywistości można by podsumować jako dążenie do dezintegracji narodu hiszpańskiego.

 
W tym czasie ekonomia miała się dobrze, napędzana samą siłą rozpędu, wzrost gospodarczy ułatwiał okres prosperity w gospodarce międzynarodowej. Socjaliści sądzili, że będzie to trwało wiecznie i że nie muszą nic robić, żeby kraj nadal mógł się rozwijać. I rzeczywiście – nie robili nic. Nie przeprowadzili ani jednej istotnej reformy ekonomicznej. Cała ich energia skupiła się na inżynierii społecznej. W pewnym momencie jednak, wraz z upadkiem banku Lehman Brothers i nadejściem kryzysu międzynarodowego, sytuacja zmieniła się dramatycznie. W 2008 roku socjaliści ponownie wygrali wybory. Okłamali swoich obywateli. Powiedzieli im, że nie ma żadnego kryzysu. Premier Zapatero stwierdził nawet, że hiszpański system bankowy jest najsilniejszy na całym świecie i że nie jest nam potrzebna żadna pomoc. W końcu nadszedł jednak czas, kiedy trzeba było zmierzyć się z rzeczywistością. Z tego też powodu druga kadencja rządu (2008-2011) została naznaczona właśnie międzynarodowym kryzysem oraz złymi decyzjami podejmowanymi przez hiszpański rząd, które doprowadziły nas niemal do ruiny. Złe decyzje podejmowano jednak nie tylko na szczeblu rządowym. Lekkomyślnie zapożyczały się rozmaite instytucje – od rad miejskich i samorządów regionalnych po rozmaite spółki, a nawet kluby piłkarskie. Wielu polityków wydawało więcej, niż mogło sobie pozwolić. Poważne błędy popełniło także wielu menedżerów bankowych. Ironicznym czy może poetyckim aktem sprawiedliwości stał się fakt, iż kryzys ekonomiczny wygasił nieco impet socjalistów w przeprowadzaniu operacji na gruncie inżynierii społecznej. Nie byli oni w stanie przegłosować ustaw z dziedziny eutanazji i „wolności” religijnej. Oczywiście chodziło tu o legalizację eutanazji i ograniczenie wolności religijnej. Żadna z nich nie weszła na szczęście w życie. W końcu kryzys ekonomiczny położył kres rządom socjalistów, a wyborcy oddali władzę w ręce prawicy. Tak zatem w skrócie rysuje się spadek po socjalistach.

 

 

W spirali kryzysu

Co wydarzyło się od tamtej pory? Obecny rząd Partii Ludowej skoncentrował się przede wszystkim na ekonomii. W czasie kilku pierwszych miesięcy sprawowania władzy przeprowadzono w bardzo szybkim tempie kilka reform. Jedna z nich dotyczyła głębokich zmian w sektorze pracy. Kolejna – sposobu funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości, inna wreszcie – działania administracji publicznej. Zreformowany został także system bankowy, wcześniej bliski bankructwa, i wreszcie system edukacji, mający do tej pory fatalne wyniki w raportach PISA. Polityka zagraniczna powróciła do serca Zachodu, dystansując się od dyktatur lewackich czy islamistycznych. Praktycznie co tydzień przeprowadzano nowe reformy i zatwierdzano nowe prawa. Na drodze tej frenetycznej aktywności rząd Mariano Rajoya dążył do odzyskania zaufania na arenie międzynarodowej. Mam tu na myśli zaufanie ze strony naszych politycznych sojuszników, a także rynków finansowych. Myślą przewodnią stało się przekonanie, że odbudowanie zaufania zaowocuje wzrostem inwestycji i przywróci płynność finansową. To z kolei miało doprowadzić do uzdrowienia gospodarki i zmniejszenia bezrobocia. Dzięki temu sprawy wewnętrzne miałyby znów zacząć właściwie funkcjonować, podobnie jak eksport i turystyka. Taki przynajmniej był plan.

 
W czasie pierwszych trzech miesięcy obecnej kadencji wszystko wydawało się iść właściwym torem, zgodnie z planem nakreślonym przez Rajoya. Jednak z nadejściem wiosny spirala sukcesu, której początkiem stało się odzyskanie zaufania na arenie międzynarodowej, załamała się. Rynek papierów wartościowych spadł w ciągu tego roku o 30 proc., a ryzyko (Country Risk Premium) osiągnęło alarmujący poziom. Innymi słowy – zaufania, na którego odbudowę liczył konserwatywny rząd, nie udało się przywrócić, a może udało się to, ale nie na tyle, żeby hiszpańska gospodarka ruszyła dzięki temu z kopyta. Na tę sytuację nałożył się zapewne generalny kryzys euro i niepokojąca sytuacja w Grecji. Hiszpański deficyt budżetowy w 2011 roku okazał się większy, niż przewidywano. Samorządy regionalne wydały więcej pieniędzy, niż się do tego przyznawały, a sytuacja banków okazała się gorsza, niż sądziliśmy. Wszystko to razem doprowadziło do pogorszenia naszej sytuacji ekonomicznej. Ostatnie miesiące okazały się dla Hiszpanii bardzo burzliwe. Żyliśmy obsesją poziomu ryzyka naszego kraju, wyborami w Grecji i rozwiązaniami ekonomicznymi, o których decydowały Berlin i Bruksela. Można stwierdzić, że obecny rząd nie oszacował właściwie rozmiaru problemów, z którymi przyszło mu się zmierzyć.

 

 

Ofensywa ideologiczna trwa

W mojej opinii, ekonomiczne rozwiązania przyjęte przez obecny rząd hiszpański są zasadniczo prawidłowe. Dotyczą one głównie oszczędności. Premier Rajoy zaczął odwoływać się do zasady zachowania zdrowego rozsądku: „Nie wydawaj więcej, niż możesz sobie pozwolić”. Nie jestem ekspertem w dziedzinie ekonomii, ale mam nadzieję, że ta zasada prędzej czy później zacznie działać. Jednocześnie jednak opóźnia się niezbędna rekonstrukcja społeczna. Rząd i obywatele znowu przeznaczają całą swoją energię na rozwiązywanie problemów ekonomicznych, a tymczasem reformy społeczne schodzą na dalszy plan. Kryzys ekonomiczny zahamował ekspansję inżynierii społecznej stosowanej przez socjalistów, ale teraz ten sam kryzys ekonomiczny opóźnia reformę prawa wprowadzonego przez socjalistów, spowalniając proces odbudowy naszego społeczeństwa.

 
Oszczędzanie zawsze jest dotkliwe dla większości społeczeństwa. Z tego też powodu rząd stworzony przez Partię Ludową traci poparcie i popularność. W tych warunkach konserwatyści nie mają ochoty na otwieranie kolejnych frontów – co musiałoby nastąpić podczas reformowania praw zezwalających na aborcję czy na zawieranie układów homoseksualnych, jak również w chwili podjęcia reformy edukacji. Nie znaczy to jednak, że rząd niczego w tych sprawach nie robi. Trwają prace nad zmianą przepisów zezwalających na aborcję. Prace te postępują powoli, ale jednak są w toku. Wydaje się, że nowa ustawa będzie skuteczniej chronić prawa dzieci w łonach matek i zapewniać lepszą ochronę matkom, które chcą urodzić dziecko. Te zmiany wydają się iść w dobrym kierunku. Nie ma jednak raczej złudzeń co do tego, że aborcja zostanie w Hiszpanii całkowicie zakazana. To się nie stanie. Przestanie być jednak postrzegana jako podstawowe prawo matki. Jeżeli chodzi natomiast o prawo zezwalające na zawieranie układów homoseksualnych i adopcję dzieci przez takie pary, jest prawdopodobne, że Partia Ludowa nie odważy się go tknąć. Wielu wyborców tej partii nie akceptuje tego prawa, ale mimo to jest prawdopodobne, że politycy Partii Ludowej nie zrobią niczego, aby je zmienić. Analogicznie – nie możemy się także raczej spodziewać udzielenia silnego wsparcia tradycyjnej rodzinie. Wymagałoby to między innymi przeznaczenia na to określonych funduszy, którymi rząd na razie nie dysponuje. Jeśli chodzi natomiast o edukację, na tym polu można spodziewać się zmian. Nauczanie przedmiotów bardziej nacechowanych ideologicznie jest obecnie modyfikowane. Do tej pory na błędne koło inżynierii społecznej składały się socjalistyczne prawa i zideologizowana edukacja. W konsekwencji kilku generacjom uczniów została zaszczepiona ideologia gender oraz podstawy politycznej poprawności. W efekcie dzieciom, które uczyły się w publicznych szkołach socjalistycznych, całkowicie normalne wydaje się nazywanie układów homoseksualnych „małżeństwami”. W tym praniu mózgów miało swój udział także wiele mediów. Obecnie istnieje jednak szansa może nie na zmianę prawa w tej dziedzinie, ale przynajmniej na zmniejszenie jego oparcia w systemie edukacji. W mediach publicznych natomiast nadal króluje socjalizm. Rząd stworzony przez Partię Ludową nie wymienił jeszcze kadr zarządzających mediami. Robi to właśnie teraz. Wraz ze zmianą zarządu w mediach publicznych zmienią się nieco podawane wiadomości, nie ulegnie jednak zapewne zmianie orientacja głównych programów, wliczając w to seriale i programy kulturalno-rozrywkowe. Te programy są obecnie na usługach politycznej poprawności i „ideologii postępu”. Mało prawdopodobne jest, żeby Partia Ludowa zmieniła tę orientację. Prawda wygląda tak, że prawicowi politycy nigdy nie rozumieli strategicznej roli, jaką komunikacja społeczna i rozrywka odgrywają na froncie walki ideologicznej. Sądzą oni błędnie, że kluczową sprawą są tutaj wiadomości, w których występują sami politycy. Tymczasem opinia społeczna w coraz większym stopniu kształtowana jest przez inne fora i środki przekazu niż te rozumiane tradycyjnie. Prawicowi politycy hiszpańscy nadal jednak tego nie rozumieją. W efekcie koncentrują się oni jedynie na zmianie podawanych opinii publicznej wiadomości, odpuszczając wszystko inne. W ten sposób sami przygotowują sobie porażkę w następnych wyborach.

 

 

Prawica bez wizji

W skrócie – myślę, że obecny rząd podjął kilka ważnych kroków w celu zrekonstruowania naszego społeczeństwa. Robi to jednak za wolno i zbyt nieśmiało. Spowodowane jest to w dużym stopniu warunkami ekonomicznymi, w jakich obecnie żyjemy. Nie miejmy jednak złudzeń. Ten stan rzeczy wiąże się także z brakiem wizji, przekonania i determinacji prawicowych polityków. Hiszpańska demokracja oddała pole kultury i edukacji całkowicie w ręce ideologów „postępu”. Weźmy pod uwagę, że wszystkie ważniejsze prawa w dziedzinie nauczania były na przestrzeni ostatnich trzydziestu lat wprowadzane przez socjalistów.

 
Prawicowi politycy nadal nie rozumieją podstawowego znaczenia tych spraw. Całe pole oddziaływania na polu ideologicznym, kulturowym i edukacyjnym zostało pozostawione lewicy. To cud, że mimo to konserwatystom zdarza się czasem wygrywać wybory. Ich obecna wygrana jest jednak mocno uwarunkowana sprawami ekonomii, z którą na ogół radzą sobie oni lepiej niż rządy lewicowe. A zatem w czasach kryzysów obywatele wolą oddać władzę Partii Ludowej po to, by następnie odebrać ją, kiedy tylko kryzys minie. Postulatu kierowanego do prawicowych polityków nie sformułowałbym w formie zachęty do stosowania tej samej inżynierii społecznej, tylko z przeciwnym wektorem. Nalegałbym raczej, żeby obecny rząd odważył się powrócić do społeczeństwa opartego na wolności myśli i działania, które ograniczone zostały przez rządy socjalistyczne. Podstawowym celem obecnego rządu powinno być oddanie na powrót inicjatywy społeczeństwu – zarówno na polu edukacji i kultury, jak i w obszarach z dziedziny ekonomii i mediów. Społeczeństwo hiszpańskie jest bardzo kreatywne i dynamiczne. Z pewnością będzie w stanie wydobyć się z moralnego i ekonomicznego kryzysu. Klasa polityczna powinna jedynie przywrócić mu wolność myśli i działania. Musimy jedynie wyzwolić się z niewolnictwa politycznej poprawności i ideologii lewackiej narzucanej na przestrzeni ostatnich trzydziestu lat w socjalistycznych szkołach.

 

 


tłum. Agnieszka Żurek

drukuj