Zobaczył żywy Kościół

Ksiądz arcybiskup Sławoj Leszek Głódź, ordynariusz warszawsko-praski

Wczorajsza homilia na Błoniach dopełnia i przedłuża pontyfikat Jana Pawła
II, ale także podsumowuje całą pielgrzymkę Benedykta XVI do Polski. Na wszystkie
przemówienia papieskie trzeba patrzeć w kontekście miejsc, które odwiedził
Ojciec Święty. W homilii na Błoniach Benedykt XVI postawił nam w końcowej części
ważne zadania, niemal imperatyw, rozkaz: Trwajcie w wierze, miłości i nadziei.
Ojciec Święty przemawia bardzo precyzyjnie; tam nie ma miejsca na relatywizm,
co część katolików chce uprawiać, na negowanie Kościoła, bo Chrystus i Kościół
to jedna nierozdzielna prawda, której nie można podważać i umiejscawiać w przeszłości.
Z kolei spotkanie z młodzieżą pokazało wielki dynamizm Kościoła, radość, nadzieję,
także wielki potencjał duchowy, którym Kościół w Polsce może się dzielić z
innymi. Ojciec Święty wezwał Polaków, aby dzielili się swoją wiarą i promieniowali
nią na inne kraje Europy i świata. Te dwa spotkania na Błoniach, jak też cała
pielgrzymka napełniły serce Ojca Świętego wielką radością, bo zobaczył Kościół
żywy, dynamiczny, promieniujący. To nie jest tak, jak słyszymy w niektórych
wypowiedziach publicystów, i to stojących z dala od Kościoła, że to zaścianek,
ludowość, tradycja, polski katolicyzm. Takie obraźliwe epitety wobec polskich
katolików mówił kilka dni temu pan Wojewódzki w Polsacie. A to nie jest wyjątek.
Dzisiaj powinni wyciągnąć wnioski szczególnie publicyści, politycy, którzy
Kościoła nie znają. Przy komentowaniu przemówień papieskich zwróćmy uwagę na
to, co Papież mówił, a nie na komentarze i tworzenie nowej apologii w relacji
do papieskich wypowiedzi. Bo ludzie często zabierają głos – owszem, mają prawo
oceniać Kościół i przemówienia papieskie – ale tworzą własne myśli, a nie przekazują
myśli papieskiej. Tak robią też środowiska zbliżone do Kościoła. A przecież
nie może być tak, że ateista uczy modlitwy, antyklerykał – miłości do Kościoła,
a próżniak – etosu pracy.
Ojciec Święty mówił w sposób wręcz katechizmowy, ale w wymiarze postaw duszpasterskich
i oczekiwań. Mówił jak pasterz do swoich wiernych, w sposób bardzo czytelny.
Jeżeli wskazywał na powinności duchownych, to nie po to, żeby potępić tych,
którzy zajmują się ekonomią, budownictwem czy polityką, ale żeby podkreślić,
że pierwszeństwo ma życie duchowe, religijne, a potem dopiero wszystko inne,
ale nie w formie zaprzeczenia. Pojawiły się więc wielkie nadinterpretacje wystąpienia
w katedrze w Warszawie. To już jest właściwie tworzenie przemówień publicystów
i redaktorów na bazie wypowiedzi Ojca Świętego. Benedykt XVI przekazał nam
treści, które trzeba przybliżyć w oryginale, a nie w egzegezie tych, którzy
nawet pojęć teologicznych nie znają. Obawiam się, że dla wielu stojących z
dala od Kościoła bądź nierozumiejących Kościoła przemówienia papieskie nie
były czytelne, bo oczekiwania były inne, a Benedykt XVI mówił językiem teologicznym
i pastoralnym, bardzo konkretnym, także w odniesieniu do takich publikacji
jak tzw. ewangelia Judasza czy "Kod Leonarda da Vinci".

not. MR

drukuj