Ziemia odsłania bohaterów

Odnaleźliśmy kolejne szczątki człowieka zastrzelonego metodą katyńską – informuje dr hab. Krzysztof Szwagrzyk, kierujący pracami ekshumacyjnymi na warszawskich Powązkach Wojskowych

 

W kwaterze „Ł” najprawdopodobniej spoczywają szczątki żołnierzy zamordowanych w okresie stalinowskim. – Udało się odnaleźć szczątki drugiego człowieka, także zastrzelonego metodą katyńską, pod szczątkami człowieka, którego znaleźliśmy wcześniej – relacjonuje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Krzysztof Szwagrzyk, pełnomocnik prezesa IPN ds. poszukiwań miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego i szef wrocławskiego oddziału IPN. – Wrzucono go do dołu twarzą do ziemi – dodaje. Każdego dnia zespół odnajduje nowe ofiary. – W kolejnym sondażowym wykopie udało się odnaleźć grób zbiorowy co najmniej trzech mężczyzn – informuje wrocławski historyk. – Jeden z nich ma postrzał od kuli, a w nogach innego leży głowa drugiego, czyli te szczątki były chowane byle jak. Podobny układ co najmniej dwóch szczątków mamy w następnym grobie – zaznacza nasz rozmówca, dodając, że prace trwają nieprzerwanie. – Przed nami zarysy kolejnych jam grobowych – mówi.

Strzałem w potylicę
Wczoraj, piątego dnia prac, wydobywano odnalezione szczątki. W przypadku jednej z czaszek stwierdzono ślady po odcięciu górnej części. Prawdopodobnie świadczy to o sekcji zwłok. – Z całą pewnością mamy do czynienia z pochówkami więźniów okresu stalinowskiego zamordowanych strzałem w potylicę i wrzucaniem po kilka ciał do jednego z dołów, bez trumien. Układ szkieletów jednoznacznie wskazuje na to, że zrzucano ich z pewnej wysokości do jam grobowych – podsumowuje dotychczasowe znaleziska Szwagrzyk. Podchodzimy do jednej z jam grobowych. – Więzień ten był pochowany w ubraniu, miał na sobie buty, udało nam się odnaleźć fragment łańcuszka, prawdopodobnie od zegarka, świadczący o tym, że był to ktoś w ubraniu cywilnym, a nie wojskowym – mówi o pierwszym z wydobytych szkieletów historyk. – Zniszczenia jego czaszki są bardzo duże. Nie mamy już wątpliwości, że został zamordowany metodą katyńską, czyli strzałem w tył głowy – podkreśla Szwagrzyk. – Metodę katyńską stosowano w całym kraju, a przywieźli ją tutaj instruktorzy sowieccy, którzy szkolili bezpieczniaków w naszym kraju – dodaje. „Naszym oczywistym obowiązkiem jest podjęcie próby zapewnienia godnego pochówku każdej osobie represjonowanej i zamordowanej przez reżim komunistyczny za wierność przysiędze Rzeczypospolitej, obronę honoru i niepodległości Ojczyzny, dochowanie wiary i wartości patriotycznych” – podkreślają we wspólnym oświadczeniu prezes IPN Łukasz Kamiński i sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzej Krzysztof Kunert. Wydali je w związku z rozpoczęciem prac na powązkowskiej „Łączce”. Obaj stwierdzają, że godny pochówek ofiar komunizmu jest obowiązkiem nie tylko wobec nich, ale także wobec ich krewnych. „Jesteśmy to (…) winni rodzinom ofiar, ich dzieciom oraz żyjącym jeszcze siostrom i braciom, którzy przez dziesiątki lat pozbawieni byli możliwości zapalenia świeczki na grobie ojca czy brata” – podkreślają.

Pomóż zbadać DNA
Znalezione szczątki będą identyfikowane m.in. za pomocą badań DNA. – Przy tej okazji chciałbym zaapelować do wszystkich, którzy są zainteresowani naszymi badaniami i utracili kogoś w Warszawie w latach 40. lub 50., aby zgłosili się do nas, byśmy ten materiał genetyczny mogli pobrać i zabezpieczyć. A w przyszłości dzięki temu potwierdzić czyjąś tożsamość – mówi dr hab. Krzysztof Szwagrzyk. – Już przekazałem swoje DNA, Instytut Pamięci Narodowej odebrał również próbki od rodzin komandorów Jerzego Staniewicza i Zbigniewa Przybyszewskiego – przyznaje dr Witold Mieszkowski, syn Stanisława Mieszkowskiego, komandora zamordowanego w okresie stalinowskim. – Liczymy na to, że się uda odnaleźć szczątki naszych bliskich i dojdzie w końcu do pogrzebu na Oksywiu razem ze zwłokami adm. Józefa Unruga sprowadzonymi z Francji – podkreśla. – Do tego zmierzałem bardzo usilnie i nadal mam nadzieję, że to się uda, aby zwłoki trzech komandorów były pochowane tak, jak sobie adm. Unrug zażyczył. Bo bohaterowie Marynarki powinni leżeć na Wybrzeżu – mówi Witold Mieszkowski. Również inne rodziny pragną odnaleźć szczątki swoich bliskich. – Chciałbym znać miejsce, co do którego wiedziałbym, że tu są jego szczątki – mówi Andrzej Pilecki, syn rotmistrza Witolda Pileckiego.

drukuj