fot. PAP/EPA

Zatrzymania na Białorusi

Protesty na Białorusi nie gasną. Służby Aleksandra Łukaszenki zatrzymały dziennikarzy, Amerykanie nakładają sankcje, a Cichanouska zapowiada, że nie wystartuje w nowych wyborach, jeśli takie zostaną rozpisane.

Na białoruskie ulice wyszli studenci. Protestowali przeciwko władzy Aleksandra Łukaszenki. Chcą zmian. Zmian, na które czeka cała Białoruś.

– Przyjechaliśmy, aby wesprzeć naród, pokazać nasze stanowisko polityczne i pokazać, że nie ma potrzeby siedzieć w domu, bać się – jesteś tutaj, wszyscy tu jesteśmy – powiedziała jedna z protestujących studentek.

Mimo to przywódca nie daje za wygraną. W nocy doszło do zatrzymania sześciu białoruskich dziennikarzy. Na komisariacie czekają na proces za udział w nielegalnej akcji, a ich koledzy z redakcji spędzili noc pod aresztem w ramach protestu. Wsparcie dla Białorusinów okazują też Amerykanie. Departament Stanu wraz z ministrem finansów USA pracują nad nałożeniem sankcji na siedmiu obywateli Białorusi. To reakcje na podejrzenie o ich udziale w fałszowaniu wyborów.

– Zawsze będziemy stać po stronie wolności i demokracji. Nadal uważnie śledzimy rozwój wydarzeń na Białorusi i wspieramy międzynarodowe starania w celu niezależnego przyjrzenia się nieprawidłowościom wyborczym, naruszeniom praw człowieka i represjom rządu – poinformowała Kayleigh McEnany, rzecznik prasowy Białego Domu.

W kraju nadal nie stojącej na czele opozycji Swiatłany Cichanouskiej. Wczoraj zadeklarowała, że jest gotowa być prezydentem przejściowym. Jednak gdy dojdzie do wolnych wyborów, Cichanouska w nich nie wystartuje.

„Nie jesteśmy już opozycją. To my jesteśmy większością. Większość ludzi chce zmian. Chce, żeby prezydent ustąpił i chce zorganizować nowe wybory” – napisała Swiatłana Cichanouska, była kandydatka na prezydenta w wyborach na Białorusi.

Cichanouska dodaje, że celem opozycjonistów jest właśnie doprowadzenie do nowych wyborów. Wtedy nowy prezydent zajmie się przeprowadzaniem reform i rozwiązywaniem problemów.

TV Trwam News

drukuj