fot. Tomasz Gzell/PAP

Zamiast pomocy propaganda

Propaganda zamiast kontroli i informacji – tak działania ministerstwa edukacji narodowej ws. sześciolatków podsumowuje jeden z dzienników.

Ministerstwo uruchomiło specjalną infolinię, która miała pomagać rozwiązywać problemy z dostosowaniem szkół do przyjęcia sześciolatków; jednak rodzice szybko przekonali się, że na niewiele mogą liczyć.

Na jedną z interwencji i naświetlenie konkretnych problemów przez rodziców, ministerstwo odpowiedziało ogólnymi danymi statystycznymi i zawarło prośbę, by rodzice skorzystali z innego formularza, a wtedy sprawą zajmie się kurator, który przeprowadzi kontrolę – opisał dziennik.

Karolina Elbanowska ze Stowarzyszenia Rzecznik Praw Rodziców informuje, że dokładnie takie same problemy zgłaszają codziennie inni rodzice. Wielu z nich wysyła ministerstwu różne skargi, związane ze szkołami – a resort je ignoruje.

– W tej chwili mamy bardzo niskie standardy jeśli chodzi o edukację. Klasy są przeładowane, mamy naukę zmianową, dzieci ćwiczą na korytarzach. Nawet tak podstawowe rzeczy, jak kwestie żywienia – dzieci nie mają odpowiednio dużo czasu, żeby zjeść posiłek. Rodzice zgłaszają się z naprawdę konkretnymi problemami do ministerstwa na specjalny adres, i wtedy odpowiedzi są naprawdę zaskakujące. Rodzice otrzymują informację, że statystyki mówią o tym, że jest dobrze, ale skoro rodzice zgłaszają się z konkretnym problemem, w konkretnej szkole, to nie interesuje ich w tej chwili statystyka. Interesuje ich konkretne dziecko, w konkretnej szkole i konkretne problemy. Ministerstwo odpowiada w taki sposób, że zaczynamy się zastanawiać po co właściwie powstała ta infolinia, skoro w żaden sposób nie poprawia sytuacji rodziców – powiedziała Karolina Elbanowska.

Próby ministerstwa, takiego „malowania trawy na zielono” – mówienia, że szkoły są przygotowane na przyjęcie sześciolatków, nie przekona rodziców do reformy – dodaje Karolina Elbanowska. Mamy do czynienie nie tylko z oporem społecznym, ale oporem rzeczywistości– propagandą nie da się zagłaskać tego co widać, że szkoły nie są przygotowane do reformy. Obrazują to przypadki, o których dowiaduje się Stowarzyszenie.

– Do nas regularnie zgłaszają się rodzice, kilka osób dziennie, których dzieci sześcioletnie nie dały sobie rady w szkole. Te dzieci reagują nerwicami, fobiami szkolnymi. Są tak skrajne przypadki, jak sytuacje, kiedy dzieci wyrywają sobie włosy z głowy, nie śpią w nocy, budzą się w środku nocy i mówią, że chcą się bawić, bo w szkole nie ma na to czasu. Dzieci mają bóle brzucha, bóle głowy, panicznie boją się szkoły. To są oczywiście sytuacje skrajne. Natomiast inni rodzice mówią nam, że kolejnego roku, w którym wieczorami odrabiają z dzieckiem lekcje i widzą, że ono już po prostu fizycznie nie jest w stanie dłużej pracować- wypełniają za nie ćwiczenia. To jest po prostu absurd, ale w takiej rzeczywistości dzisiaj żyjemy – informuje Karolina Elbanowska.

 

RIRM

drukuj