fot. Robert Sobkowicz/Nasz Dziennik

Zalegasz z czynszem? Mogą zabrać ci mieszkanie

Niedawno Sąd Najwyższy potwierdził, że spółdzielnie mają prawo do wzywania komornika nawet w przypadku najmniejszych długów. Okazuje się więc, że wystarczy niewielki dług, aby spółdzielnia mieszkaniowa – w majestacie prawa – mogła pozbawić nas mieszkania.

500 złotych długu i tracisz mieszkanie – brzmi niepoważnie, ale to jest możliwe. Obecnie funkcjonujące prawo zezwala spółdzielniom mieszkaniowym na egzekucje komornicze, jeśli lokator zalega z czynszem – wskazuje Lidia Dudziak i dodaje, że mieszkanie jest podstawowym czynnikiem, który potrzebny jest do życia człowieka. Jeżeli człowiek nie ma dachu nad głową, to jest to wegetacja.

Niestety, na tę wegetację w majestacie prawa posyłać mogą spółdzielnie mieszkaniowe, jeśli zalegamy z czynszem. Za kilka niezapłaconych rachunków możemy stracić dorobek całego życia.

Trudnych sytuacji życiowych wokół nie brakuje. Brak pracy, pobyt w szpitalu czy sanatorium, wyjazd za granicę. To tylko kilka z wielu przykładów, które zdarzają się codziennie. Z przepisów wynika jednak, że jeśli lokator długo nie płaci rachunków, to spółdzielnia mieszkaniowa ma prawo pójść do sądu i zażądać sprzedaży mieszkania poprzez licytację.

Zdaniem ekonomisty Tomasza Bojkowskiego, w całej sytuacji trzeba odróżnić tych, którzy nie płacą za czynsz okazjonalnie od tych, którzy nie płacą regularnie.

– Jeżeli ktoś non stop nie płaci, tak naprawdę zaczyna się finansowanie jego niepłacenia przez innych członków spółdzielni – zwraca uwagę Tomasz Bojkowski.

Takie zachowanie oczywiście jest naganne. Co innego licytacja mieszkania z powodu kilkuset złotych. Taka praktyka jest sprzeczna z zasadami współżycia społecznego – mówi Michał Grześ, były przewodniczący Komisji Gospodarki Komunalnej i dodaje, że nie można za kilka czynszów pozbawiać mieszkańców swoich mieszkań.

Taki tok rozumowania przyjął również Trybunał Konstytucyjny. W jednym z wyroków stwierdził, że egzekucja komornicza powinna mieć miejsce tylko w nadzwyczajnych okolicznościach, a więc wtedy, kiedy doszło do rzeczywistego zagrożenia sytuacji finansowej spółdzielni.

– Trzeba robić wszystko, żeby ludzie, którzy mają długi związane z mieszkaniami (to powinien być jakiś mechanizm) byli w stanie za te mieszkania zapłacić – zaznacza Lidia Dudziak.

Tymczasem praktyka wygląda inaczej. Zdarza się, że spółdzielnie idą na skróty. Występują o nakaz zapłaty, a po jego otrzymaniu zwracają się do komornika z wnioskiem o licytację nieruchomości. Dzieje się tak, ponieważ obecne prawo jest korzystne dla spółdzielni, a krzywdzące dla tych, którzy mają nawet najmniejsze długi. Niedawno w obronę spółdzielnie mieszkaniowe wziął Sąd Najwyższy. Z jednym z wyroków stwierdził, że nie można pozbawić ich prawa do wystawianiu nakazu zapłaty.


TV Trwam News/RIRM

drukuj