Wysoki deficyt, wysokie koszty: Polacy odczuwają skutki zadłużenia państwa
Polacy coraz mocniej odczuwają skutki wysokiego deficytu: na stacjach paliw, gdzie rząd zwlekał z obniżką cen, w rolnictwie, gdzie potrzebne są dodatkowe dopłaty i w szpitalach, gdzie pacjenci mogą nie doczekać pilnych badań.
Deficyt planowany na koniec roku ma wynieść blisko 272 mld zł i ma to swoje konsekwencje – zauważa dr Andrzej Skiba z Uniwersytetu Gdańskiego.
– W sytuacji, w której mamy wysoki deficyt budżetowy, to pole do działania polskiego państwa znacząco się zawęża – mówi.
Rosnący dług hamował interwencję rządu na rynku paliw, gdy ceny zaczęły gwałtownie rosnąć po ataku Stanów Zjednoczonych na Iran. Skutki wysokiego deficytu są odczuwalne w rolnictwie, gdzie wystrzeliły ceny nawozów. Rolnicy oczekują dodatkowych dopłat, by produkcja była opłacalna. Za deficyt płacą pacjenci, bo brak pieniędzy w państwowej kasie rzutuje na dostępność do świadczeń zdrowotnych.
– Na odkładane, na nie wiadomo kiedy planowane zabiegi, na nierobione już badania diagnostyczne: krótko mówić przekłada się na coraz gorszy stan zdrowia Polaka – mówi kandydat PiS na premiera prof. Przemysław Czarnek.
Dziura w NFZ sięga 23 mld zł, a cięcia dotykają diagnostyki. Fundusz zapowiedział, że za dodatkowe, wykonane ponad kontrakt kolonoskopie, gastroskopie, rezonanse magnetyczne i tomografie komputerowe zapłaci tylko 40 proc., a nie jak do tej pory całość. To prowadzi do oczywistego wniosku: rząd tnie wydatki, ale w taki sposób, by mówiło się o tym jak najmniej.
– Jedyna odpowiedź, która idzie ze strony Donalda Tuska i jego gabinetu, to odpowiedź: skorzystajmy z mitycznych środków unijnych – dodaje dr Andrzej Skiba.
Stąd – jak mówi dr Andrzej Skiba – tak duża presja na środki z unijnego programu SAFE. „Mityczne środki”, bo nie są one darowizną, ale pożyczką. A według europosła Daniela Obajtka pożyczać też trzeba umieć, by nie skończyć jak Włosi, finansowo uzależnieni od Brukseli.
– We Włoszech rządzą konserwatyści, ale są tak mocno zadłużeni, że realizują politykę Ursuli von der Leyen – mówi poseł do PE, PiS, b. prezes Orlenu Daniel Obajtek.
Dlatego opozycja konsekwentnie żąda, by premier wytłumaczył opinii publicznej, co dzieje się z finansami państwa.
– Wszystko idzie w górę, ceny idą w górę, a VAT nie wpływa do budżetu – dodaje prof. Przemysław Czarnek.
Pytania o finanse publiczne od początku swojej prezydentury mnoży Karol Nawrocki. Poświęcił temu Radę Gabinetową w sierpniu, chwilę po objęciu urzędu.
– Tak po męsku, po ludzku, chciałbym wiedzieć, co przez ostatnich 18 miesięcy udało się zrobić polskiemu rządowi, abyśmy nie mieli tak dużych problemów z finansami publicznymi – mówi prezydent Karol Nawrocki.
To pytanie o strategię rządu, pytanie kluczowe dla prof. Wojciecha Piontka.
– Jeżeli dzisiaj popatrzymy na działania rządu, to raczej idziemy dalej tą ścieżką zadłużania – mówi.
Dr Piotr Paszko przewiduje, że poprawy nie będzie z dnia na dzień/
– Tutaj takiego planu na cięcia, na radykalną reformę deficytu budżetowego nie ma jest raczej plan na konsolidację – zaznacza.
Powolne obniżanie deficytu. Obniżanie, które może być tylko pozorne. Prof. Wojciech Piontek podaje przykład SAFE. Na papierze pożyczka unijna może zredukować nasze krajowe wydatki na obronę.
– Matematycznie obniżymy przyrost zadłużenia, chociaż w istocie będziemy ten dług zaciągali – dodaje prof. Wojciech Piontek.
Dlatego opozycja opowiada się za alternatywą w postaci polskiego SAFE, do której realizacji gotowy jest Narodowy Bank Polski. Prawo i Sprawiedliwość proponuje też, by za deficyt nie płacili pacjenci i rolnicy, ale banki. Podatek od ich nadzwyczajnych zysków, według byłego premiera Mateusza Morawieckiego, mógłby przynieść budżetowi 25 mld zł, a to więcej niż dziura w NFZ.
TV Trwam News



