fot. PAP/EPA

Wojna nerwów

Na Krymie jest już 30 tys. rosyjskich żołnierzy. Ukraina liczy się z możliwością wojny w regionie

– Na Krymie znajduje się 30 tys. żołnierzy Federacji Rosyjskiej – poinformował generał Mychajło Kowal z Państwowej Służby Granicznej Ukrainy. Kowal nie uściślił, ilu ukraińskich wojskowych stacjonuje w bazach na półwyspie, zapewniając, że pozostają tam wszystkie stacjonujące na Krymie jednostki ochrony pogranicza i regularnych sił zbrojnych.

Coraz więcej Ukraińców liczy się z tym, że może dojść do wybuchu wojny. Oficjalnie takie obawy wyrazili politycy nacjonalistycznego Prawego Sektora, zapowiadając przygotowania do udziału w konflikcie. – Ruch nie wyklucza udziału w konflikcie na Krymie, jeśli Rosja będzie kontynuowała eskalację konfrontacji w Autonomicznej Republice Krymu – oświadczył szef kijowskiej organizacji tego ugrupowania Andrij Tarasenko.

Tymczasem w nocy z czwartku na piątek nie doszło jednak do ataku sił rosyjskich na ukraińskie bazy na Krymie. Wcześniej ambasada USA ostrzegała, że Rosjanie mogą próbować przejąć kontrolę nad jednostkami wojskowymi, które, choć otoczone przez uzbrojonych żołnierzy rosyjskich, pozostają wierne władzom w Kijowie.

Sytuacja na Krymie jest napięta, ale ludzie starają się w miarę normalnie żyć. W dwóch największych miastach, Symferopolu i Sewastopolu, działa komunikacja miejska, sklepy i bankomaty. Obawy przed atakiem na ukraińskie bazy nasiliły się, gdy krymski parlament opowiedział się za wejściem półwyspu w skład Federacji Rosyjskiej, a referendum w tej sprawie wyznaczył na 16 marca.

W tym samym czasie rosyjski parlament zaakceptował decyzję władz Krymu o przyłączeniu tego regionu do Rosji. Przewodniczący rosyjskiej Dumy Państwowej Siergiej Naryszkin oświadczył, że niższa izba parlamentu uszanuje decyzję mieszkańców Krymu o statusie republiki. Naryszkin, jeden z najbliższych współpracowników Władimira Putina, powiedział to, przyjmując w Moskwie delegację Rady Najwyższej Krymu z jej przewodniczącym Wołodymyrem Konstantinowem.

Rosja twierdzi, że próby odłączenia się Krymu od Ukrainy to „wolny i demokratyczny wybór” tamtejszych mieszkańców. Konstantinow oznajmił, że bez względu na rozwój wydarzeń referendum w sprawie statusu Krymu zostanie przeprowadzone. Parlament Krymu, należącej do Ukrainy autonomicznej republiki, opowiedział się za wejściem półwyspu w skład Federacji Rosyjskiej. Zwrócił się też do prezydenta i parlamentu w Rosji z propozycją rozpoczęcia procedury wejścia w skład Rosji.

Samozwańczy wicepremier republiki Rustam Temirgalijew oświadczył, że decyzja o wejściu Krymu w skład FR obowiązuje od chwili jej przyjęcia, a referendum potrzebne jest jedynie do jej potwierdzenia. Wyższa izba rosyjskiego parlamentu, Rada Federacji, zapowiedziała, że poprze decyzję o przyłączeniu Krymu, jeśli taki będzie wynik referendum.

Z kolei przewodnicząca Rady Federacji Walentina Matwijenko wyraziła opinię, że na Ukrainie nie ma warunków do przeprowadzenia uczciwych, równoprawnych, przejrzystych i otwartych wyborów prezydenckich. Nowe władze ukraińskie rozpisały na 25 maja przedterminowe wybory prezydenckie po odsunięciu od władzy Wiktora Janukowycza. Matwijenko uważa, że decyzja o wyborach była pochopna i „rodzi wiele pytań”. Jej zdaniem, planowanemu głosowaniu nie sprzyjają też „prześladowania przez władze w Kijowie ich oponentów z powodów politycznych, a także prześladowania niewygodnych dziennikarzy”.

Jaceniuk chce rozmów

Premier Ukrainy Arsenij Jaceniuk oświadczył wczoraj, że nikt w cywilizowanym świecie nie uzna wyników tak zwanego referendum. Określił te plany jako nielegalne i niekonstytucyjne. Jednocześnie wyraził gotowość do rozmów z Moskwą, stawiając następujące warunki: wycofanie wojsk z Krymu, wywiązanie się z podpisanych umów i zaprzestanie wspierania separatystów.

Jaceniuk powiedział, że zabiegał o drugą rozmowę telefoniczną z rosyjskim premierem. Wcześniej Dmitrij Miedwiediew zapewnił go, że decyzja o wprowadzeniu wojsk na terytorium Ukrainy na razie nie zapadła, podjęto tylko decyzję o takiej opcji. Jaceniuk podkreślił, że Ukraina nigdy nie będzie ani podwładną, ani filią Rosji. Zapowiedział też, że polityczna część umowy stowarzyszeniowej z UE zostanie podpisana już w najbliższych tygodniach. – Kanclerz Niemiec Angela Merkel, z którą spotkałem się wczoraj, właśnie oświadczyła, że podpisanie będzie miało miejsce w najbliższym czasie, dosłownie w ciągu kilku tygodni –oświadczył.

Blokada misji OBWE

Wczoraj po raz kolejny wojskowi obserwatorzy Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie nie zostali wpuszczeni na terytorium Autonomicznej Republiki Krymu. Według rzecznika ukraińskiego MSZ Jewhena Perebyjnisa, misja OBWE ponownie próbowała wjechać na Krym, ale nie przepuszczono jej przez punkty kontrolne, których pilnują uzbrojeni ludzie. Tak jak i dzień wcześniej, wysłanników zatrzymali nieznani uzbrojeni ludzie, którzy oznajmili, że do przemieszczania się na terytorium Krymu niezbędne jest zezwolenie jego nowych władz, którego obserwatorzy nie mają. Misja OBWE przybyła na Ukrainę jeszcze we wtorek. Liczy 40 obserwatorów wojskowych z 21 państw, w tym z Polski.

Obecność militarną w Europie wzmacniają Stany Zjednoczone. Z bazy Souda na Krecie wyruszył w rejs na Morze Czarne amerykański niszczyciel USS „Truxtun”. Ankara wydała zgodę na przepłynięcie przez Bosfor. Amerykanie zapewniają, że rejs niszczyciela był planowany. Ma wziąć udział w ćwiczeniach i odwiedzić kilka portów. Niszczyciel jest częścią zespołu okrętów skupionego wokół lotniskowca atomowego USS „George H.W. Bush”.

USS „George H.W. Bush” kotwiczy akurat na redzie w Pireusie, gdzie dotarł prosto z USA. Gigantyczny lotniskowiec o napędzie atomowym pozostanie tam prawdopodobnie jeszcze przez kilka dni. Załoga wymaga odpoczynku, a zapasy uzupełnienia.

Z kolei Interpol poinformował o otrzymaniu od władz ukraińskich wniosku o wydanie listu gończego kategorii Red Notice (poszukiwanie w celu aresztowania i ekstradycji) za byłym prezydentem Ukrainy Wiktorem Janukowyczem. Nowe władze ukraińskie zarzucają mu nadużycie władzy i odpowiedzialność za śmierć ludzi. Interpol wydał oświadczenie, w którym powiadomił, że sprawdza wniosek pod kątem zgodności ze swoimi procedurami. Janukowycz uciekł do Rosji po starciach demonstrantów z milicją, w których zginęło ponad sto osób, ale twierdzi, że nadal jest prawowitym prezydentem Ukrainy. Parlament ukraiński pozbawił go władzy i 23 lutego powołał Ołeksandra Turczynowa na p.o. prezydenta.

Szum informacyjny

Szokującymi i nieprawdziwymi nazywa rosyjskie MSZ informacje o rzekomym zerwaniu stosunków dyplomatycznych z Ukrainą. W komunikacie resortu dano do zrozumienia, że autorzy podobnych informacji „przekręcili słowa rosyjskiego ambasadora przy ONZ”. Wcześniej wiadomość o zerwaniu podały ukraińskie media.

Informację o tym, że Rosja zrywa stosunki dyplomatyczne z Ukrainą, podały ukraińskie portale internetowe. Witryny powoływały się na słowa rosyjskiego ambasadora przy ONZ Witalija Czurkina. Według niego, Moskwa zdecydowała się na taki krok, bo nie uznaje obecnych władz na Ukrainie.

Mur niezrozumienia?

W sprawie relacji z Ukrainą wypowiedział się też rzecznik Władimira Putina. Dmitrij Pieskow uważa, że starania Moskwy o deeskalację konfliktu na Ukrainie nie spotkały się ze zrozumieniem. – Bez względu na wysiłki naszego prezydenta, na jego gotowość do wyjaśniania stanowiska Rosji praktycznie codziennie, wciąż natrafiamy na mur niezrozumienia –oświadczył Pieskow. Jego wypowiedź ma być nadana w niedzielę w państwowej telewizji Rossija 24 – informuje Agencja Reutera. –Jest to dość smutne, a co gorsza, bardzo złe z punktu widzenia możliwych reperkusji –powiedział Pieskow i zapewnił, że Moskwa nie organizuje wydarzeń na Krymie, a jedynie odpowiada na prośby o pomoc mieszkańców półwyspu.

„Sytuacja na Ukrainie jest krytyczna, rosyjskie siły wojskowe dokonały aktu agresji wobec tego kraju” – oświadczyli szefowie MSZ Grupy Wyszehradzkiej, krajów nordyckich i państw bałtyckich. Wezwali Rosję do odwołania decyzji zezwalającej na użycie siły na Ukrainie. Ministrowie – wśród nich szef polskiego MSZ Radosław Sikorski –obradowali w estońskiej Narwie od czwartku. Spotkanie było poświęcone omówieniu sytuacji na Ukrainie oraz współpracy regionalnej m.in. w zakresie bezpieczeństwa i energetyki. Dyplomaci zadeklarowali pomoc Ukrainie w przeprowadzeniu demokratycznych reform i wezwali do poszanowania praw człowieka, w tym praw mniejszości.

Szef Gazpromu Aleksiej Miller oświadczył w piątek, że rosnące zadłużenie Ukrainy zalegającej z płatnościami za rosyjski gaz, wynoszące już 1 mld 890 mln dolarów, grozi pojawieniem się nowego kryzysu, jeśli chodzi o tranzyt tego surowca. – 7 marca przypadał ostateczny termin opłaty za lutowe dostawy gazu na Ukrainę. Płatności tytułem spłaty długu Gazprom nie otrzymał. Z uwzględnieniem zniżki, która obowiązuje w pierwszym kwartale, przeterminowane zadłużenie znacznie wzrosło i wynosi 1 mld 890 mln dolarów – poinformował szef Gazpromu.

Łukasz Sianożęcki

drukuj