Wicemin. P. Wawrzyk: W 2014 r. rząd polski nie zrobił nic, żeby pomóc Ukrainie. Brak działania służył Rosji
Rząd polski wykazał aktywność – to, czego zabrakło w 2014 r., kiedy była agresja na Krym i na Donbas. Wtedy rząd nie zrobił nic, żeby pomóc Ukrainie i Donald Tusk też nie zrobił nic, żeby Unia Europejska pomogła Ukrainie. Brak działania w tym okresie de facto służył Rosji, wspierał działania rosyjskie – mówił we wtorkowych „Rozmowach niedokończonych” na antenie TV Trwam wiceminister spraw zagranicznych, Piotr Wawrzyk, porównując politykę zagraniczną Zjednoczonej Prawicy z tą prowadzoną przez rząd PO-PSL.
Czas pandemii, a później wojny na Ukrainie rozpoczął okres wyzwań dla polskiej dyplomacji. Kiedy na świecie szalał COVID-19 i nie było wiadomo, czego można się spodziewać po tej chorobie, państwo polskie i organy dyplomatyczne czyniły starania, by Polacy za granicą mogli wrócić do domu. Czyniono też wysiłki, by sprowadzić z innych krajów jak najwięcej medykamentów i środków ochrony osobistej. Z kolei od zbrodniczej inwazji Rosji na Ukrainę 24 lutego 2022 r. dominującym tematem polskiej dyplomacji jest wojna tocząca się za naszą wschodnią granicą.
– Pierwszym sukcesem naszej dyplomacji w tym zakresie było to, że przekonaliśmy Unię Europejską do przygotowania sankcji, które mogły być wdrożone, w momencie kiedy doszło do tej agresji. Jeszcze w styczniu, kiedy przedstawiliśmy propozycję pierwszego pakietu sankcyjnego, to zostało zaakceptowane przez państwa unijne – mówił Piotr Wawrzyk.
Zaznaczył, że kolejne pakiety sankcyjne też bazowały na propozycjach, które wyszły z Polski. Przypomniał też polską ofensywę dyplomatyczną przeprowadzoną kilka miesięcy przed rosyjskim najazdem na Ukrainę. Pozwoliła ona przygotować Europę na pełnoskalowy konflikt zbrojny na Starym Kontynencie.
– Na początku tego roku bardzo dużym osiągnięciem naszej dyplomacji było stworzenie tzw. koalicji czołgowej. To był projekt prezydenta Andrzeja Dudy na prośbę prezydenta Zełenskiego. Nasza dyplomacja przystąpiła do formowania grupy państw, które zgodziły się wesprzeć Ukrainę przekazaniem najnowszych czołgów – oznajmił wiceszef MSZ.
Wskazał, że koalicja mogłaby powstać dużo wcześniej, gdyby nie postawa Niemiec.
– Gdyby Niemcy od razu zgodziły się na polską propozycję stworzenia koalicji czołgowej, a nie zwlekały kilka miesięcy, to ofensywa ukraińska by szybciej postępowała, bo Rosjanie nie mieliby tyle czasu na przygotowanie. Niemcy swoim uporem przeciwko przekazaniu czołgów Ukrainie dali Rosjanom czas na zabudowanie fortyfikacji, z którymi Ukraińcy sobie ciężko radzą. To przedłuża siłą rzeczy wojnę – ocenił gość „Rozmów niedokończonych”.
Podobnie niebezpieczna jak opieszałość Niemiec, niegdyś była nieodpowiedzialna polityka zagraniczna rządu PO-PSL. Wówczas to nie dbano o sojusz ze Stanami Zjednoczonymi, a także nie nałożono na Rosję sankcji po nielegalnej aneksji Krymu. Utrzymywano też kontakty z Rosją, choć wiadomym było, że ta dokonuje zbrodni na terenie Ukrainy. Teraz Moskwa ponownie liczyła na podobne podejście i chciała stawiać coraz śmielsze żądania, takie jak wycofanie obecności NATO z Europy Środkowej, czyli de facto oddanie Polski na pastwę Rosji.
– Dlaczego to się nie udało? Dlatego, że rząd polski wykazał aktywność – to, czego zabrakło w 2014 r., kiedy była agresja na Krym i na Donbas. Wtedy rząd nie zrobił nic, żeby pomóc Ukrainie i szef Rady Europejskiej, Donald Tusk, też nie zrobił nic, żeby Unia pomogła Ukrainie. Teraz było odwrotnie – podkreślał Piotr Wawrzyk.
Stwierdził, że gdyby nie polska i unijna tolerancja dla zaboru części Ukrainy w 2014 r., to nie byłoby obecnej wojny. Nazwał kurs rządu PO-PSL prorosyjskim.
– Brak działania w tym okresie de facto służył Rosji, wspierał działania rosyjskie – zaznaczył wiceminister.
Odnosząc się do zaangażowania Polski w działania na arenie międzynarodowej w czasie wojny na Ukrainie i okresie ją poprzedzającym, zagraniczni komentatorzy uważają, że znaczenie Polski w Europie wzrosło. Wpływ na to miała także skala pomocy udzielonej Ukraińcom.
– Politycy wszystkich krajów bardzo ogromnie nam dziękują (…) za to, co robimy dla Ukrainy. Dla nich zrobiliśmy coś, co wydawało się niemożliwe, nierealizowalne. Polacy przyjęli do swoich domów miliony rzeczywistych uchodźców ukraińskich (…). Bez żadnego tworzenia obozów, bez żadnych reguł, które sprawiały, że obudowuje się to administracyjnie – mówił Piotr Wawrzyk.
Zwrócił uwagę, że nie można dopuścić do tego, żeby Rosja wygrała rozpoczętą przez siebie wojnę. Zauważają to rządy Polski i innych krajów Europy Środkowej.
– To kraje naszego regionu będą najbardziej poszkodowane na potencjalnym zwycięstwie Rosji, bo one się staną obiektem kolejnych działań destrukcyjnych czy nawet agresji ze strony Rosji. Działania destrukcyjne już są wobec Polski prowadzone przez Białoruś, a nie wierzę, żeby to się odbywało bez scenariusza napisanego na Kremlu. Dobrze wiemy jako region, jaki będzie kolejny krok, dlatego wszyscy starają się wspierać Ukrainę, każdy w zakresie swoich możliwości – zwrócił uwagę wiceminister.
To – zdaniem gościa „Rozmów niedokończonych” – pozwala mieć nadzieję, że Rosja nie wygra wojny na Ukrainie.
Wspomniane działania destrukcyjne ze strony Białorusi, które miały miejsce w 2021 r. stanowiły swoisty prolog do inwazji na Ukrainę i miały sparaliżować Polskę, by nie mogła pomóc walczącemu z agresorem sąsiadowi i nakłaniać do tego Zachodu.
– Nic, co się dzieje na polskiej wschodniej granicy, nie jest prowadzone samodzielnie, wszystko jest realizowane według scenariusza napisanego na Kremlu i służy interesom Kremla – podkreślił Piotr Wawrzyk.
Polska broni swojego interesu m.in. poprzez takie inwestycje, jak zapora na granicy polsko-białoruskiej czy przekop Mierzei Wiślanej. Jest też bardzo aktywna w kwestiach bezpieczeństwa na forum NATO, czego przykładem może być niedawny szczyt Sojuszu w Wilnie.
– Wypracowane tam decyzje sprawiają, że gdyby doszło do najgorszego, to pomoc dla krajów wschodniej flanki będzie niemalże natychmiast udzielona ze strony Sojuszu Północnoatlantyckiego, ale nie odbyłoby się to bez bardzo czynnego, ogromnego udziału ze strony polskiej dyplomacji, bo braliśmy udział we wszystkich rozmowach, inicjowaliśmy różne aspekty tych rozmów. (…) Dzięki temu mamy tak dobre decyzje Sojuszu w tej sprawie – mówił wiceszef MSZ.
Nieco gorzej idzie Polsce na arenie Unii Europejskiej. Argumenty naszej dyplomacji napotykają tam na biurokratyczno-ideologiczną ścianę. Bruksela usiłuje narzucić Polsce kolejne szkodliwe rozwiązania.
radiomaryja.pl



