fot. M. Borawski/Nasz Dziennik

W środę do Sejmu trafi raport końcowy z prac komisji śledczej ds. Amber Gold

W środę do Sejmu trafi raport końcowy z prac komisji śledczej ds. Amber Gold – zapowiada jej przewodnicząca Małgorzata Wassermann. Dokument liczy ponad 630 stron. Tylko dwie instytucje komisja śledcza oceniła pozytywnie.

Blisko trzy lata pracy, ponad stu świadków i głośne przesłuchania, w tym byłego premiera Donalda Tuska, byłego szefa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Jacka Cichockiego oraz byłego ministra finansów Jacka Rostowskiego.

– Państwo teoretyczne wyłania się nam z obrazu, jaki widzimy w aferze Amber Gold – mówi ekonomista Conrad Gadomski.

W najbliższą środę raport z prac komisji śledczej ds. Amber Gold trafi do Sejmu – zapowiada przewodnicząca Małgorzata Wassermann.

– Raport na ten moment liczy ok. 650 stron – wskazuje poseł PiS.

W raporcie tylko dwie instytucje zostały ocenione pozytywnie.

– Na pewno możemy ocenić pozytywnie działania Ministerstwa Gospodarki oraz w dużej części działania Komisji Nadzoru Finansowego – wskazuje Małgorzata Wassermann.

W dużej części – bo jak tłumaczy przewodnicząca komisji śledczej ds. Amber Gold – KNF mogła sięgnąć po jeszcze inne instrumenty, które być może byłyby skuteczne. Nie zrobiła tego. Skrajnie złą ocenę komisja śledcza wystawiła prokuraturze.

– W zasadzie w większości nic nie ustaliły. Wszystkie – z wyjątkiem tej prokuratury, która postawiła zarzuty Marcinowi i Katarzynie P. – swoje postępowania bez wyczerpania materiału dowodowego umorzyły – akcentuje pos. Małgorzata Wassermann.

28-letni Marcin P. z 9 wyrokami przez trzy lata był w stanie oszukać tysiące Polaków, uzyskał przy tym mniej lub bardziej oficjalne poparcie polityków – mówi Małgorzata Wassermann. Do służb docierały sprzeczne sygnały.

– Tym funkcjonariuszom, którzy chcieli się zająć sprawą, ktoś, a nawet nie ktoś, bo my wiemy, kto z imienia i nazwiska, celowo przekazał informację nieprawdziwą – podkreśla poseł PiS.

W tym wypadku do ABW trafiła informacja, że sprawą zajmuje się policja. Dlatego kolejne teczki z dokumentami trafiały na półkę. W błąd wprowadzano także funkcjonariuszy w Gdańsku i Warszawie. Otrzymali komunikat, że nie wolno im badać wątku lotniczego afery.

– Nigdy żadna instytucja nie podjęła się wyjaśniania, po co powstało OLT, kto za tym stał, czemu to miało służyć, i gdzie przeszły te pieniądze, które zostały przelane na te konta – mówi przewodnicząca komisji śledczej ds. Amber Gold.

Małgorzata Wassermann przypomina, że wyjaśnienie afery zapowiadał b. premier Donald Tusk. Wskazuje, że z mównicy sejmowej szef MSW Jacek Cichocki okłamywał Polaków.

– Informacja ministra Cichockiego, że ABW powzięła wiedzę o tym na przełomie marca i kwietnia jest absolutnie nieprawdziwa – wskazuje poseł Wassermann.

Chodzi o 2012 rok, ale jak pokazały działania sejmowych śledczych, ta informacja do ABW dotarła już wcześniej.

– Miażdżącą ocenę działalności otrzyma m.in. Ministerstwo Sprawiedliwości, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, Ministerstwo Finansów, i wszystkie służby im podległe – podkreśla prawnik Marcin Jakóbczyk.

Raport komisji śledczej otrzyma także prokuratura – mówi ekonomista Conrad Gadomski.

– Spodziewać się należy kolejnych zatrzymań, które będą następowały z ramienia prokuratury – akcentuje.

Komisja nie ma takich uprawnień. Jej zadaniem była i jest ocena działań podjętych przez instytucje podlegające kontroli Sejmu.

TV Trwam News/RIRM

drukuj