W. Gadowski: PiS zorientował się, że M. Banaś będzie niezależnym prezesem NIK, więc może wdrożyć kontrole bardzo newralgicznych miejsc, takich jak telewizja publiczna

PiS zorientował się, że Marian Banaś będzie niezależnym prezesem NIK, a więc może wdrożyć kontrole bardzo newralgicznych miejsc, na których władzy zależy i o których władza wolałaby milczeć. Takim miejscem jest telewizja publiczna i kontrola finansów publicznych, przekazywanych trochę „prawem kaduka” do telewizji publicznej. To są ogromne pieniądze – mówił w swoim „Komentarzu Tygodnia” opublikowanym na serwisie YouTube red. Witold Gadowski.  

Witold Gadowski zwrócił uwagę, że stał się celem ataków ze strony dziennikarzy telewizji publicznej, ponieważ wezwał do zachowania podstaw praworządności w sprawie Mariana Banasia.

– Oczywiście te wszystkie szczurze piski nie robią na mnie żadnego wrażenia. Ci ludzie przeminą jak piana, która powstaje na brzegu morza (…), popękają te bąbelki, nikt nie będzie za chwilę pamiętał, że istnieli (…) w przestrzeni publicznej, a nawet wślizgnęli się do zawodu dziennikarskiego, którego oczywiście nie uprawiają, bo nie potrafią tego czynić. Dlaczego o tym mówię? Zwykle nie mówię o takich rzeczach, ale tym razem widzę działanie zadaniowane i grupowe. Tym razem to obszczekiwanie jest na rozkaz. Dlaczego na rozkaz? Ponieważ Marian Banaś nie uległ… czemu właściwie? Jak to nazwać? Manipulacji? Naciskowi? Decyzjom politycznym? – zastanawiał się dziennikarz.

Publicysta zwrócił uwagę, że początkowo kwestią osoby Mariana Banasia zainteresowały się jedynie media typu TVN czy „Gazeta Wyborcza”. Zmieniło się to w momencie, gdy wybrano dwóch zastępców prezesa NIK.

– Wtedy rozpoczyna się gra pt. natychmiastowe odejście Banasia, przejęcie władzy przez pana Dziubę, czyli zastępcę. Banaś pisze, już pod naciskiem, na fali tej całej atmosfery, do pani marszałek Witek pismo o mniej więcej takiej treści, że świadomy odpowiedzialności za Ojczyznę i w imię dobra Polski rezygnuje z pełnienia funkcji prezesa NIK. Kierowca zawozi tę deklarację do pani marszałek Sejmu. Pani marszałek tę deklarację odrzuca, dyktując w zamian zupełnie nową deklarację, że w nawiązaniu paragrafu takiego i takiego, ustęp taki a taki, z dniem dzisiejszym rezygnuje z pełnienia funkcji prezesa NIK, a na swojego zastępcę wyznacza pana Dziubę. Pan prezes NIK nie podpisuje tej deklaracji i poniekąd słusznie moim zdaniem, bo każdy ma swoją godność – ocenił redaktor.

Autor „Komentarza Tygodnia” przypomniał, że Marian Banaś został wybrany prezesem NIK bez żadnej wady prawnej, od kilku lat otrzymywał poświadczenia dostępu do informacji tajnych, niejawnych i przez te kilka lat nie zgłaszano zastrzeżeń do jego oświadczeń majątkowych.

– Naraz to wszystko pojawia się w momencie, gdy nie chce zrezygnować. Tu jest głębsza gra, ponieważ PiS zorientował się, że Marian Banaś będzie niezależnym prezesem NIK, a więc może wdrożyć kontrole bardzo newralgicznych miejsc, na których władzy zależy i o których władza wolałaby milczeć. Takim miejscem jest telewizja publiczna i kontrola finansów publicznych, przekazywanych trochę „prawem kaduka” do telewizji publicznej. To są ogromne pieniądze. Jest kilka innych miejsc, które należy skontrolować. Należy wrócić do sprawy sprzedaży kanadyjskiej spółki Quadra, którą kupił koncern KGHM. To stało się w końcówce władzy PO, ale przez 4 lata PiS milczał na ten temat. Dlaczego nigdy nie skontrolowano, jak wypłynęły miliardy złotych z Polski? Nikt tego nie skontrolował, a właśnie NIK może to skontrolować – tłumaczył Witold Gadowski.

W momencie, gdy PiS zrozumiał, że Banaś nie będzie „grał z nimi”, na partię padł blady strach – zauważył dziennikarz.

– A widząc jego skuteczność jako szefa Krajowej Administracji Skarbowej mogą się spodziewać, że kontrole będą dotkliwe, ponieważ będą odkrywały prawdę. A prawda może być dotkliwa, zarówno dla obecnej opozycji, jak i dla obecnej władzy. Trudno wyobrazić sobie w tym momencie lepszą sytuację – niezależny prezes NIK, który z żelazną konsekwencją realizuje plan kontroli dla dobra państwa i jego obywateli. Cóż za obrazoburcza myśl, że można działać dla państwa i dla jego obywateli, a nie dla jakieś kilki, partii, kręgu towarzyskiego czy gangu. To rzeczywiście może zastanawiać – zaznaczył.

Odnosząc się do kwestii oświadczeń majątkowych prezesa NIK, publicysta poinformował, że pod tezami o nieprawidłowościach kryje się kwota 200 tys. złotych, która była wpisywana do oświadczeń majątkowych Mariana Banasia co rok. Okazało się, że deklaracje majątkowe za poprzednie lata przyjmowano bez zastrzeżeń, a teraz pojawił się wniosek o śledztwo prokuratorskie.

Autor „Komentarza Tygodnia” nawiązał również do stawianych Marianowi Banasiowi zarzutów, że wokół niego pojawili się Arkadiusz B., Krzysztof B. oraz prof. S.

– Rzeczywiście, szefem Krajowej Szkoły Administracji Skarbowej był Arkadiusz B., były wojskowy, były wiceszef ochrony ambasady w Moskwie. Ale jednocześnie ten sam człowiek organizował kampanię wyborczą PiS w okręgu otwockim. Jednocześnie ten sam człowiek był bliskim zaufanym kilku znanych polityków, którzy dziś pełnią funkcje rządowe. Czy tym politykom także należy postawić zarzut współdziałania z Arkadiuszem B.? Arkadiusz B. na pewno brał udział w zorganizowanej grupie przestępczej, ale jednak w 2015 roku w jednej firmie znaleźli się: pan Konrad Raczkowski, były wiceminister finansów, który odszedł w wyniku konfliktu z panem Pawłem Szałamachą, obecny szef ABW pan Piotr Pogonowski i Arkadiusz B. Znaleźli się w jednej firmie w 2015 roku. Oczywiście to jest bagatelizowane przez służby, w tym nie ma nic złego. Skoro w takich sprawach nie ma nic złego, to z czego czynić zarzut Marianowi Banasiowi? – pytał redaktor.

Na prezesa NIK zaczęto wywierać presję. Jego syn został zwolniony z pracy w banku Pekao S.A.. Rozpoczęły się również kontrole we wszystkich instytucjach i firmach związanych z synem Mariana Banasia.

– Banaś jednak jest człowiekiem upartym, by nie powiedzieć dzielnym. W tej sytuacji nie daje się złamać i hardo patrzy w oczy prezesa Kaczyńskiego, mówiąc: nie podam się do dymisji, bo nie pozwolę na to, żeby moja ludzka godność została tak zeświniona, jak chcą to zrobić politycy. (…) Jeżeli Marianowi Banasiowi coś się stanie, jeżeli odwiedzi go ten sam gość, który odwiedził pana Petelickiego, pana Leppera i parę innych osób, to informacje wrażliwe dotyczące osób z kręgów władzy bardzo szybko przedostaną się do opinii publicznej (…). Tak, jak się dowiedziałem o zarzutach, tak również dowiedziałem się, że istnieje mechanizm wyjawienia pewnych spraw, które dopiero mają być przedmiotem kontroli w NIK i potem mają być na ten temat raporty, ale jeżeli nie uda się tego zrobić, te sprawy wyjdą na jaw za pomocą pewnych kanałów prawnych. To jest informacja dla tego gościa, który lubi odwiedzać w piątki ludzi typu Lepper, Petelicki i jeszcze kilku innych – podkreślił Witold Gadowski.

radiomaryja.pl 

drukuj