fot. PAP/Roman Jocher

[TYLKO U NAS] Red. P. Szubarczyk: Znak Polski Walczącej to nasz międzypokoleniowy znak nadziei, który nabrał nowych znaczeń w obecnych niepewnych czasach

Znak Polski Walczącej to symbol nadziei i oporu. Przede wszystkim oporu, bo miał to być widomy znak, że się nie poddajemy. Znak nadziei nabrał nowych znaczeń w naszych bardzo niespokojnych, zagadkowych i niepewnych czasach. Jest to nasz wspólny międzypokoleniowy znak nadziei. Uchwała sejmowa wyraźnie mówi o ochronie godnego kontekstu, w jakim znak jest przedstawiany, ale w żadnym wypadku nie zabrania nam jego eksponowania – zauważył red. Piotr Szubarczyk, publicysta i historyk, w „Rozmowach niedokończonych” na antenie TV Trwam.

20 marca 1942 roku na rogu ulic Mokotowskiej i Polnej w Warszawie po raz pierwszy na murach stolicy pojawiła się tzw. kotwica – Znak Polski Walczącej. Wykonać ją miał Maciej Aleksy Dawidowski, członek Szarych Szeregów, na werandzie cukierni Lardellego. Znak miał symbolizować nadzieję na odzyskanie przez Polskę niepodległości, a także manifestować opór wobec okupanta.

– 20 marca to dzień, kiedy po raz pierwszy na murze w stolicy okupowanej Polski pojawił się Znak Polski Walczącej. Jeśli chodzi o głębszą symbolikę, jest to niewątpliwie znak nadziei wywiedziony z tradycji chrześcijańskiej, a jeszcze wcześniej – z tradycji starożytnego Rzymu. Bardzo byśmy chcieli, żeby data ta trafiła do polskich serc. Znak nadziei nabrał nowych znaczeń w naszych bardzo niespokojnych, zagadkowych i niepewnych czasach. Tak jak był tarczą dla pokolenia czasów wojny, dla pokolenia obrońców ojczyzny, Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych i innych formacji walczących o niepodległy byt państwa polskiego, tak bardzo byśmy pragnęli, żeby 20 marca był w pamięci Polaków. (…) Był to symbol nadziei i oporu. Przede wszystkim oporu, bo miał to być widomy znak, że się nie poddajemy – podkreślał red. Piotr Szubarczyk.

Gość „Rozmów niedokończonych” zwrócił uwagę na jeszcze jedno wydarzenie, które miało miejsce 20 marca kilkadziesiąt lat wcześniej. Jego zdaniem ma ono dodatkowe symboliczne znaczenie dla okoliczności pojawienia się Znaku Polski Walczącej na murach Warszawy.

– 20 marca 1895 roku urodził się August Emil Fieldorf, znany w naszej historii jako generał „Nil”, szef Kedywu – Komendy Głównej Armii Krajowej. Myślę, że Alek Dawidowski nie mógł znać daty urodzin pana generała, swojego najwyższego zwierzchnika, szefa Kedywu. Młodzież też podlegała Kedywowi. Można powiedzieć, że zdarzył się przypadek, że pierwszy znak był na urodziny generała „Nila”. Ale był pewien kapłan w Warszawie, który zwykł mawiać, że nie ma zbiegów okoliczności, tylko znaki – wskazał publicysta.

Znak tzw. kotwicy został wybrany w konspiracyjnym konkursie ogłoszonym przez Biuro Informacji i Propagandy Armii Krajowej. Najprawdopodobniej jego autorką była Anna Smoleńska, ps. „Hania”, która studiowała historię sztuki na tajnym Uniwersytecie Warszawskim. Jej nazwisko widnieje na pamiątkowej tablicy przy ulicy Koszykowej 75 w Warszawie, tuż nad nazwiskiem Tadeusza Zawadzkiego, ps. „Zośka”, który zasłynął z największej ilości malowanych przez niego Znaków Polski Walczącej.

– W warunkach okupacji, w warunkach ekstremalnych Biuro Informacji i Propagandy Komendy Głównej Armii Krajowej jak gdyby nigdy nic ogłosiło konkurs na znak oporu. (…) Tadeusz Zawadzki, pseudonim „Zośka”, otrzymał honorowy i dodatkowy pseudonim „Kotwicki” za to, że namalował najwięcej znaków nadziei na murach Warszawy. (…) Bardzo chciałbym, aby Anna Smoleńska, pseudonim „Hania”, która ułożyła, narysowała znak nadziei, stała się w Polsce powszechnie znana. Jest film dokumentalny, w którym występuje Emma – to pseudonim młodej polonistki w czasie okupacji, pani Straszewskiej. Po latach pani profesor wyraźnie mówi, że autorką znaku nadziei, Znaku Polski Walczącej, była Hania Smoleńska – opowiadał historyk.

W czerwcu 2014 roku Sejm uchwalił ustawę o ochronie Znaku Polski Walczącej. Otaczanie go czcią i szacunkiem stało się prawem i obowiązkiem każdego obywatela RP.

– Znak Polski Walczącej jest znakiem chronionym. Powinien być pokazywany w sposób piękny i godny, ale jednocześnie są pewne środowiska, które próbują nam powiedzieć, że ten znak nie należy do nas, tylko do żołnierzy Armii Krajowej albo tylko do powstańców warszawskich. Są ludzie, którzy próbują nas oddzielić od tego znaku. Ja stanowczo przeciwko temu protestuję, a także stanowczo protestuję przeciwko temu, aby – broń Boże – używali go kibice piłki nożnej nazywani „kibolami”. Jest to nasz wspólny międzypokoleniowy znak nadziei. Wtedy był bardziej znakiem oporu i nadziei, ale teraz jest przede wszystkim znakiem nadziei. Uchwała sejmowa wyraźnie mówi o ochronie godnego kontekstu, w jakim znak jest przedstawiany, ale w żadnym wypadku nie zabrania nam jego eksponowania – akcentował red. Piotr Szubarczyk.

radiomaryja.pl

drukuj