fot. PAP/Jacek Bednarczyk

[TYLKO U NAS] R. Kluska: W „Dzienniczku” św. Faustyna daje wykład, co jest dobre, a co złe i nie ma tam żadnej sprzeczności. Ona pisze, co podyktował jej Pan Jezus i to zaczęło być dla mnie bezdyskusyjnym faktem

„Święta Faustyna i Boże Miłosierdzie” akurat mi nie bardzo pasowało, odłożyłem, ale nie było nic innego i zacząłem czytać. To były fragmenty „Dzienniczka” św. Faustyny, które w kościele rozdawali za darmo. Proszę Państwa, ja – wielki prezes, chodzący intelekt (miałem pod sobą 100 prezesów), a dziewczynka, która pisała, że ma 4 klasy szkoły podstawowej, daje wykład, co jest dobre, a co złe i nie ma tam żadnej sprzeczności, nie ma tam żadnej niekonsekwencji. To jest tak logiczne, że 4-klasistka rozkłada wielkiego prezesa. Ona pisze, co podyktował jej Pan Jezus i to zaczęło być dla mnie bezdyskusyjnym faktem. Wykład na 500 stron o dobru i złu, gdzie nie ma najmniejszej niekonsekwencji, najmniejszej nielogiczności, jest perfekcyjny – mówił Roman Kluska, biznesmen, podczas spotkania w Akademii Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu zorganizowanego przez studentów i absolwentów studiów podyplomowych kierunku „Master of Business Administration”.

W auli Akademii Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu odbyło się w sobotę „Spotkanie z praktykami”, które zostało przygotowane dla studentów i absolwentów kierunku „Master of Business Administration”. W wydarzeniu uczestniczyli wicepremier Jacek Sasin oraz biznesmen Roman Kluska. [czytaj więcej] 

Gość Akademii Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu zwrócił uwagę, że kapitał w każdym państwie ma swoją narodowość.

– Biznes to przeogromna różnorodność niewyobrażalna dla nikogo. Im więcej doświadczenia, tym więcej różnic, relacji, związków, możliwości i jest to nie do wyobrażenia przez jakiegokolwiek teoretyka i praktyka, żeby objąć całość możliwości biznesowych jednym rozumem, jednym aktem prawnym i jednym wspólnym działaniem. Dlatego jest miejsce dla firm państwowych i z mojego doświadczenia wynika, że są one konieczne. Nie można oddać kluczowych dla państwa odcinków w ręce prywatne, dlatego że prywatną firmę zawsze można kupić i może być przejęcie w zupełnie inną stronę. Na rynku jest miejsce dla bardzo różnych firm prywatnych – powiedział Roman Kluska.

Zdaniem biznesmena rząd polski nie ma odpowiedniego podejścia względem różnorodności w biznesie, w odróżnieniu od np. rządu brytyjskiego.

W biznesie bardzo ważna jest etyka. Można powiedzieć, że etyka jest warunkiem koniecznym, by być wolnym, a wolność jest konieczna, by być w życiu szczęśliwym – dodał gość toruńskiej uczelni.

– Etyka jest przepustką do wolności i przepustką do szczęścia. Moje podejście do etycznego postępowania zostało ukształtowane na samym początku kariery zawodowej w biznesie. Jestem praktykiem. Jeśli mam mówić o etyce w biznesie, to z całego mojego doświadczenia wynika, że najbardziej oddziałującym czynnikiem na to, jaki w danym kraju jest biznes, jest ustawodawca. Przedsiębiorca zawsze dopasowuje się do warunków. Nie ma on innego wyjścia i wykorzystuje warunki, które się da, na jakie ustawodawca pozwala. Zawsze jest to dopasowywanie się do warunków. Czy mamy kraj o biznesie mniej lub bardziej etycznym, z mojego punktu widzenia wygląda to tak, jakie warunki stworzyła władza do działania, by być etycznym – podkreślił biznesmen.

Roman Kluska nawiązał do swoich pierwszych kroków w biznesie i tego, co tak naprawdę jest „murem” działalności.

– Dla mnie stało się jasne, że aby osiągnąć sukces, muszę dać lepszą ofertę na rynku. Nie ma innego sposobu. To mój komputer musi być lepszy, tańszy, lepiej serwisowany, z większą kulturą dostarczony klientowi i z pełną odpowiedzialnością za wszystko. Zdałem sobie sprawę (ponieważ nie jestem elektronikiem), że sam tego nie zrobię, więc musiałem zatrudnić pierwszych ludzi. Szybko musiałem zarobić, żeby zapłacić pierwszą wypłatę, a nie miałem nic. Zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę, to ludzie, których zatrudniłem, są dla mnie największym skarbem. To nie ja, tylko oni muszą być najlepsi dla klienta. To oni muszą go najlepiej obsłużyć, to oni muszą najgrzeczniej z nim rozmawiać, to oni muszą wyszukać mi najlepsze na świecie podzespoły, żeby zrobić najlepszy komputer. To jest ich wiedza. Bez nich nie istniałem, bo byłem tylko informatykiem, a nie elektronikiem. Jeżeli jedynym czynnikiem oceniającym jest klient, a jedynym narzędziem są pracownicy, to zdałem sobie sprawę, że musiałem zrobić tak, żeby mieć partnerów, a nie pracowników (robotników) – zaznaczył gość Akademii Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.

Biznesmen podkreślił, że firma oparta na kulturze poszanowania pracownika oraz pracy jest perpetuum mobile, tzw. drogą do sukcesu.

– Firma oparta na kulturze i etyce jest silna. Kiedyś moją firmę chciała kupić największa niemiecka firma (nieporównywalnie silniejsza w każdym względzie), ale dzięki etyce nie miała na to szans. (…) W Optimusie SA nigdy nie było związków zawodowych. Dlaczego? Jak kto chciał założyć związek zawodowy, to inni się śmiali i mówili: Szef jest najlepszym związkiem zawodowym. Nigdy w żadnej z moich wielkich firm nie było nawet próby utworzenia związku zawodowego. Wszyscy się z tego śmiali – wskazał Roman Kluska.

– Byłem przyjmowany w Ameryce prawie jak prezydent Polski. Byliśmy jedną z dwóch firm na świecie, która na swój rynek nie wpuściła amerykańskich firm komputerowych. Inne kraje świata należały do Amerykanów i dlatego mnie cenili – dodał.

Po zmianach w przepisach prawnych (dokonanych przez polski rząd) okazało się, że już „nie od jakości produktów zależy sukces, tylko od decyzji urzędników, od relacji z władzą”.

– Już nie efekt pracy, wysiłek, innowacyjność jest czynnikiem sukcesu, tylko relacja z władzą. (…) Rynek zaczęła ogarniać przeogromna korupcja do tego stopnia (i nikt nie zareagował), że było czasopismo komputerowe pt. „Enter” i na okładce był znak drogowy Stop, a poniżej: STOP KORUPCJI. WSZYSTKIE PRZETARGI INFORMATYCZNE W POLSCE SĄ SKORUMPOWANE. Żadna władza nie reagowała, bo wszyscy wiedzieli, że to jest bardzo bliskie prawdy. Ilość byle jakiego prawa, która wtedy została wyprodukowana, dającego ogromne uprawnienia władzy, była porażająca i rynek robił się zgnity – powiedział gość toruńskiej uczelni.

– Praktycznie wszystkie zarobione pieniądze wydałem na cele społeczne i charytatywne, bo po co mi tyle pieniędzy. Układ postanowił tego nie wybaczyć. Pewnego dnia, kiedy wróciłem z Mazur (jestem żeglarzem i bardzo lubię pożeglować), pod moim domem pojawiło się pełno wozów policyjnych. Otworzyłem, wszedł jeden funkcjonariusz i powiedział, że jestem groźnym przestępcą i mają mnie w konwoju odprowadzić do Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie do Wydziału Przestępczości Zorganizowanej, bo jestem przestępcą. (…) Pozostali policjanci, którzy zostali w domu, poinformowali mnie, że zajmują cały mój majątek, aby naprawić szkody, które wyrządziłem Polsce. (…) Wszedłem do aresztu i złe myśli rozwalały mi głowę. Co będzie? To, że nie dostałem wylewu, paraliżu, tak jak inni w takich sytuacjach, co mnie uratowało? – mówił Roman Kluska.

Biznesmen podkreślił, jak wielkie znacznie i mądrość ma wiara oraz naśladowanie świętych.

– Kilka lat wcześniej, kiedy byłem chory i zarządzałem swoim imperium, o 21.00, kiedy nie miałem co robić, szukałem czegoś w domu i natknąłem się na jakąś książeczkę. „Święta Faustyna i Boże Miłosierdzie” akurat mi nie bardzo pasowało, odłożyłem, ale nie było nic innego i zacząłem czytać. To były fragmenty „Dzienniczka św. Faustyny”, które w kościele rozdawali za darmo. Proszę Państwa, ja – wielki prezes, chodzący intelekt (miałem pod sobą 100 prezesów), a dziewczynka, która pisała, że ma 4 klasy szkoły podstawowej, daje wykład, co jest dobre, a co złe i nie ma tam żadnej sprzeczności, nie ma tam żadnej niekonsekwencji. To jest tak logiczne, że 4-klasistka rozkłada wielkiego prezesa. Ona pisze, co podyktował jej Pan Jezus i to zaczęło być dla mnie bezdyskusyjnym faktem. Wykład na 500 stron o dobru i złu, gdzie nie ma najmniejszej niekonsekwencji, najmniejszej nielogiczności, jest perfekcyjny – powiedział Roman Kluska.

Gość Akademii Kultury Społecznej i Medialnej dodał, że przychodząc z pracy, każdego dnia czytał fragment „Dzienniczka św. Faustyny”.

– W dniu, kiedy moja żona potrafiła powiedzieć Panu Jezusowi: „Jezu, ufam Tobie”, nagle zebrał się Naczelny Sąd Administracyjny w tzw. pełnym składzie 7 sędziów i orzekł, że nie naruszyłem w najmniejszym stopniu prawa, a wszystkie naruszenia były po stronie Urzędu Skarbowego. Proszę Państwa, jestem człowiekiem. Jak wszystkich Was spotykają mnie choroby, nieszczęścia, sukcesy… Coraz szybciej wiem, jak to się załatwia – podsumował biznesmen.

radiomaryja.pl

drukuj