fot. Tomasz Strąg

[TYLKO U NAS] Prof. W. Osadczy o braku reakcji polskich władz na odradzający się Ukrainie banderyzm: Dzieją się rzeczy, które z perspektywy polskiego honoru i wrażliwości są niedopuszczalne. To, że na szczeblu najwyższych władz RP nie ma reakcji, jest czymś zatrważającym  

Dzieją się rzeczy, które z perspektywy polskiego honoru i wrażliwości są niedopuszczalne. Ostatnią reakcją polskich władz w sprawie banderyzmu była reakcja ministra Witolda Waszczykowskiego we Lwowie. Wyraził on wówczas sprzeciw wobec wybitnie antypolskiej narracji. (…) To, że na szczeblu najwyższych władz Rzeczypospolitej Polskiej nie ma reakcji, jest czymś zatrważającym i zdumiewającym (…). Jesteśmy w tej chwili w sytuacji surrealistycznej do potęgi, wobec której krytyczne słowa nie mają żadnego sensu, bo widzimy zupełny brak honoru i refleksji nad tym, co się dzieje. To, że oprawca Polaków, który jest jednym z największych zbrodniarzy mającym na sumienie straszne rzezie, jest czczony na tak mocnym szczeblu, świadczy o głębokim kryzysie państwa polskiego, braku jakiejkolwiek polityki pamięci i totalnym braku honoru – powiedział prof. Włodzimierz Osadczy, historyk, w rozmowie z portalem Radia Maryja.

Lwowska rada obwodowa podjęła decyzję, aby rok 2022 ogłosić rokiem Ukraińskiej Powstańczej Armii. Deputowani domagają się jednocześnie, aby ukraiński parlament rozszerzył ich decyzję na cały kraj. Do sytuacji odniósł się prof. Włodzimierz Osadczy.

– Takie decyzje nie powinny już nas dziwić, dlatego że banderyzacja Ukrainy stała się faktem dokonanym. To są elementy, które nie zmieniają oblicza kraju. Banderyzacja ma miejsce na najwyższym szczeblu. Ulice imienia Bandery czy Szuchewycza nadawane są już nie tylko w zachodnich częściach Ukrainy, ale także w Kijowie. Banderyzm jest oficjalną ideologią, która jest realizowana w ukraińskim wojsku. Wzór ludobójczych formacji banderowskich jest wzorem, według którego kształtowany jest ceremoniał armii ukraińskiej. Także w tym roku Rada Najwyższa Ukraina podjęła decyzję o uczczeniu szeregu postaci historycznych, wśród których znalazło się wielu oprawców i czołowych postaci z krwawych ukraińskich formacji – wskazał historyk.

– Rada lwowskiej rady obwodowej najprawdopodobniej znajdzie poparcie w ukraińskim parlamencie, który jest zdominowany przez partię prezydenta Wołodymyra Zełenskiego „Sługa narodu”. To partia, która wykonuje wszystkie polecenia prezydenta, a Wołodymyr Zełenski jest osobą popierającą banderyzację z uwagi na oligarchiczne układy, które panują na Ukrainie. W owych układach uznano, że banderyzm jest opłacalnym elementem polityki wewnętrznej. To element szerokiej polityki banderyzacji, która osiągnęła już szczyt i będzie przybierała kolejne mutacje – dodał.

Kilka miesięcy temu opinią publiczną w Polsce wstrząsnęły decyzje o nadaniu stadionom we Lwowie i Tarnopolu imion Stepana Bandery i Romana Szuchewycza. Pozostaje pytanie o sensowność dalszego utrzymywania stosunków dyplomatycznych z Ukrainą.

– To jest zasadnicze pytanie, które należało zadać dawno temu. Dzieją się rzeczy, które z perspektywy polskiego honoru i wrażliwości są niedopuszczalne. Ostatnią reakcją polskich władz w sprawie banderyzmu była reakcja ministra Witolda Waszczykowskiego we Lwowie. Wyraził on wówczas sprzeciw wobec wybitnie antypolskiej narracji. Ostatnią reakcją, bo listy ambasadora Bartosza Cichockiego, który 1 stycznia podpisał je wraz z ambasadorem Izraela, nie były współmierne do skali ładunku antypolskiego na Ukrainie. To, że na szczeblu najwyższych władz Rzeczypospolitej Polskiej nie ma reakcji, jest czymś zatrważającym i zdumiewającym – mówił prof. Włodzimierz Osadczy.

Reakcją polskich władz na banderowską ideologię był wyjazd prezydenta Andrzeja Dudy do Kijowa na obchody 30-lecia niepodległości Ukrainy.

– Były to obchody nasiąknięte duchem banderyzmu. Marsz ukraińskiej armii jest marszem Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Symbolika banderowska weszła na stałe do ich armii. W tym czasie my w Lublinie świętujemy rocznicę batalionu polsko-ukraińsko-litewskiego, w którym przynajmniej część Ukraińców pozdrawia się na terenie Rzeczypospolitej Polskiej pozdrowieniem banderowskim. Jesteśmy w tej chwili w sytuacji surrealistycznej do potęgi, wobec której krytyczne słowa nie mają żadnego sensu, bo widzimy zupełny brak honoru i refleksji nad tym, co się dzieje. To, że oprawca Polaków, który jest jednym z największych zbrodniarzy mającym na sumienie straszne rzezie, jest czczony na tak mocnym szczeblu, świadczy o głębokim kryzysie państwa polskiego, braku jakiejkolwiek polityki pamięci i totalnym braku honoru – powiedział nasz rozmówca.

Historyk podkreślił, że obecny rząd od samego początku stosuje politykę ustępstw wobec Ukrainy.

– Proukraińska polityka polski jest powszechnie znana. Od kilku lat Ukraina jest państwem zbanderyzowanym i podmiotem wrogim Polsce pod względem narracji historycznej. Mamy do czynienia z bezprecedensowym aktem wrogości, czego wyrazem jest zakaz ekshumacji szczątków Polaków pomordowanych na Wołyniu. Wyobraźmy sobie, że pojawia się promil tej wrogości, ale w wymiarze polsko-rosyjskim. Wtedy cała prasa by o tym mówiła. Temat Ukrainy jest wyciszany. Pytanie jest o to, czy fakt banderyzacji, który od 2014 roku jest wciąż obecny w życiu politycznym Ukrainy, nie był i nie jest znany władzom najwyższym RP? Trzeba zwrócić uwagę także na bezprecedensowe oraz jednostronne poparcie dla Ukrainy, która jest państwem hołdującym ideologii ludobójstwa. Ponadto różnego rodzaju prorządowi „eksperci” próbują nas oszukać, mówiąc, że banderyzm jest mitem, propagandą i częścią wojny hybrydowej – stwierdził profesor.

– Raz mi się zdarzyło pojawić w Telewizji Publicznej. Po tym, jak przedstawiłem fakty dot. postępu banderyzacji na Ukrainie, zostałem tam zakneblowany, a już następnego dnia nastąpiło dementi. Jest to temat, który próbuje się ukrywać. Musi być coś, co paraliżuje politykę państwa polskiego w tej sprawie – dodał.

Ostatnie mocne stanowisko w sprawie Ukrainy wygłosił Jarosław Kaczyński, który jasno stwierdził, że Ukraina z Banderą do Europy nie wejdzie.

– To było już kilka lat temu. Teraz tego rodzaju deklaracje się nie pojawiają. Reakcji nie ma żadnej, a banderyzm o wybitnie antypolskim wydźwięku święci swoje triumfy – zaakcentował prof. Włodzimierz Osadczy.

Jak wskazał historyk, swoją rolę w pobłażliwości wobec Ukrainy odegrał Trybunał Konstytucyjny, który obalił część nowelizacji ustawy o IPN. Chodzi o część mówiącej o chronieniu państwa polskiego przed ideologią banderyzmu.

– Surowa ustawa została bardzo szybko przyjęta. Równie szybko – przy użyciu Trybunału Konstytucyjnego – została obalona. W tej chwili nie dość, że nie reaguje się na to, co dzieje się na Ukrainie, a są to rzeczy zatrważające, to na dodatek ten temat jest cenzurowany. Poza Państwem nikt tego tematu nie porusza. On się nie pojawia, bo wszyscy wolą dyskutować o tematach mainstreamowych. To temat nieobecny w świadomości Polaków. W Polsce znajduje się milionowa rzesza Ukraińców. To nie są ludzie neutralni światopoglądowo albo propolscy. To są ludzie wychowywani w duchu banderyzmu – mówił nasz rozmówca.

W nocy z 12 na 13 września bieżącego roku zmarła Janina Kalinowska, przewodnicząca Stowarzyszenia Upamiętniania Polaków Pomordowanych na Wołyniu.

– Ocalała pod ciałami rodziców, których banderowcy rąbali siekierami. Obserwując, co dzieje się w obecnej Polsce, zawsze do mnie dzwoniła i pytała: „Panie profesorze czy my jeszcze żyjemy w Polsce? Czy to jeszcze jest ta Polska?”. W wielkim smutku odeszła z tego świata. Z takim żalem odchodzą ludzie, którzy uratowali się przed Ukraińcami – podsumował prof. Włodzimierz Osadczy.

Jakub Gronczakiewicz/radiomaryja.pl

drukuj