fot. Tomasz Strąg

[TYLKO U NAS] Prof. W. Osadczy: Milczenie polskiej dyplomacji wobec działań Ukrainy świadczy o tym, że pozostajemy państwem teoretycznym na poziomie dyplomacji

To, że milczy dyplomacja polska, jest to strasznie niepokojący sygnał. Niepokojący sygnał, świadczący o tym, że państwo polskie pozostaje państwem teoretycznym na poziomie całej dyplomacji, w szczególności dyplomacji wschodniej. Jest to pięta achillesowa – powiedział w rozmowie z portalem Radia Maryja prof. Włodzimierz Osadczy, odnosząc się do działań Lwowskiej Rady Obwodowej, która domaga się ogłoszenia ministra Adama Kwiatkowskiego oraz posła Roberta Winnickiego „personą non grata” na Ukrainie.

Lwowska Rada Obwodowa zaapelowała do ukraińskiego MSZ o ogłoszenie „personą non grata” Roberta Winnickiego w związku z demonstracją środowisk narodowych, do której doszło przez ukraińską ambasadą w Warszawie. Rada przyjęła również uchwałę w sprawie uznania prezydenckiego ministra Adama Kwiatkowskiego „personą non grata” po uroczystościach w Hucie Pieniackiej, podczas których padły słowa o „ukraińskich nacjonalistach”.

Takie działania ze strony ukraińskiej to standardowe postępowanie – ocenił prof. Włodzimierz Osadczy.

– Wiemy że Ukraina, władze Ukrainy w tej chwili wszystkie osoby, które w sposób krytyczny się wypowiadają na temat banderyzmu, postrzega w kategoriach postawy nieprzyjaznej wobec Ukrainy. Jest to coś, co wpisane jest do pewnych standardów, dyktowanych przez stronę ukraińską – tłumaczył.

W środowisku związanym z Radą Miasta Lwowa dominują nastroje ultranacjonalistyczne – zwrócił uwagę dyrektor Ośrodka Badań Wschodnioeuropejskich Centrum Ucrainicum na KUL.

– Mamy do czynienia z dość ekscentryczną postawą Rady Miasta Lwowa, która niejednokrotnie wykazuje się dość nietypowym zachowaniem. Jest to środowisko tradycyjnie zdominowane przez nastroje ultranacjonalistyczne. (…) Wiemy, że te radykalne posunięcia, które zdominowały w tej chwili relacje polsko-ukraińskie (mam na uwadze antypolski marsz, który odbył się we Lwowie oraz antypolską manifestację, która odbyła się w Hucie Pieniackiej) weszły do polityki międzynarodowej. Narracja banderowska stała się oficjalną narracją strony ukraińskiej. (…) Nic nie wskazuje na to, że postawa Ukrainy wobec ideologii banderyzmu się zmieni  – zaznaczył rozmówca Radia Maryja.

Historyk wskazał, jakie działania wobec postawy Ukrainy powinna podjąć polska dyplomacja.

– Musi być reakcja po stronie placówek dyplomatycznych. Musi być reakcja po stronie ambasadora Rzeczpospolitej. Takiej reakcji nigdy nie było i nie będzie, dopóty dopóki pan Piekło będzie wykonywał zlecenia jakiś ośrodków geopolitycznych, które na pewno znajdują się poza granicami państwa polskiego. Tak dalece urągające posunięcia, których doświadcza Polska na Ukrainie, pozostają bez reakcji. Świadczy o tym, że kryje się za tym daleko posunięta geopolityka, która poświęca polskie interesy dla jakiś „wyższych celów”. Prowadzi to jednak do kompromitacji państwa polskiego – akcentował profesor.

Prof. Włodzmierz Osadczy odniósł się również do treści, którą na swojej stronie internetowej zamieściła ambasada Ukrainy w Polsce. Ambasada stwierdziła, że podczas demonstracji środowisk narodowych głoszono „antyukraińską propagandę”.

– Slogan „antyukraińskiej propagandy” jest sloganem bardzo mocno nadużywanym. (…) Pod ambasadą Ukrainy (…) z całą pewnością były treści dotyczące dezaprobaty przez środowiska narodowe polityki historycznej, prowadzonej przez Ukrainę, polityki sprowadzającej się do bezwzględnej gloryfikacji zbrodniczych formacji, które są na terenie Rzeczpospolitej nie do zaakceptowania. Dość często dochodzi do manipulacji, zastąpienia pojęć czy haseł „antybanderowski” pojęciem „antyukraiński”. Jest to nieuczciwa gra. (…)   Nie wolno mylić treści antybanderowskich z treściami antyukraińskimi – podkreślił historyk.

Ukraina, najprawdopodobniej za przyzwoleniem Stanów Zjednoczonych, może w pełnym zakresie realizować politykę banderowską. Ignoruje się fakt dyskryminacji mniejszości narodowych – zauważył dyrektor Ośrodka Badań Wschodnioeuropejskich Centrum Ucrainicum na KUL.

– Ukraina, mając przyzwolenie geopolityczne, można domniemać, że bezwzględne przyzwolenie USA na realizację polityki banderowskiej, realizuje tę politykę w pełnym zakresie, z nikim i niczym się nie licząc. Podejmuje ustawy, które nie mieszczą się w standardach pewnych norm europejskich, oczywiście z racji na to, że stoi za tym „Wielki Brat”, wielki sojusznik, wielki sternik, z którym siłą rzeczy muszą się liczyć i politycy europejscy, Unia Europejska. Przymyka się oczy na fakt dyskryminacji mniejszości narodowych – powiedział rozmówca Radia Maryja.

Komentując postawę Węgier, która domaga się od Ukrainy zawieszenia na pięć lat ustawy oświatowej z powodu obawy o ukrainizację szkół, historyk zwrócił uwagę na istotną różnicę pomiędzy Węgrami a Polską w kwestii dla swoich mniejszości narodowych na terytorium Ukrainy.

– Wiemy, jak dyplomacja polska niczym Piłat „umyła ręce” i powiedziała swoją dawną śpiewkę „Polacy, nic się nie stało”. Bezmyślna polityka, prowadzona przez polską dyplomację, doprowadziła do niszczenia polskiego szkolnictwa na Ukrainie i wynarodowienia polskiej mniejszości jako takiej. Polska mniejszość na Ukrainie nigdy nie doświadczała należytego wsparcia ze strony państwa polskiego. (… ) Zupełnie inną politykę prowadzą Węgry. (…) Wiemy, że znaczna część populacji Węgrów mieszka poza granicami obecnego państwa węgierskiego. Sprawa diaspory węgierskiej jest nader ważna dla państwa węgierskiego – podsumował prof. Włodzimierz Osadczy.

RIRM

drukuj