fot. tv trwam

[TYLKO U NAS] Prof. T. Grosse: Gdyby nastąpił twardy brexit, Wielka Brytania miałaby lepszą pozycję negocjacyjną niż dzisiaj

Nawet jeśli brexit będzie bez umowy, nie będzie on jakąś wielką tragedią choćby dlatego, że obie strony automatycznie przejdą do negocjowania kolejnej umowy. (…) Obie strony będą się musiały zająć umową o docelowych relacjach Wielkiej Brytanii z UE. Tutaj tak naprawdę nie są związane żadnymi terminami. (…) Dlatego pozycja negocjacyjna Wielkiej Brytanii będzie lepsza – mówił w piątkowym programie „Polski punkt widzenia” na antenie TV Trwam prof. Tomasz Grosse z Instytutu Europeistyki Uniwersytetu Warszawskiego.

Prof. Tomasz Grosse ocenił, że najbardziej prawdopodobną datą opuszczenia Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię jest 12 kwietnia, choć – jak dodał – niewykluczone, że może jeszcze dojść do nagłych zwrotów akcji, które w przypadku brexitu kilkakrotnie miały już miejsce.

– Na ostatnim szczycie Unii Europejskiej, który miał miejsce dosłownie kilka dni temu, UE przyjęła dwa scenariusze bazowe: pierwszy, że 30 marca zostanie ratyfikowana umowa, ta umowa „rozwodowa” między obu stronami. Jeżeli tak by się stało, to data wyjścia była przewidziana na 22 maja. Ponieważ ta umowa nie została przyjęta – co było zresztą bardzo prawdopodobne – to UE wyznaczyła datę 12 kwietnia, czyli mniej więcej za 2 tygodnie. Problem polega na tym, że już komisarz Barnier i Unia otworzyła furtkę do kolejnej gry wokół brexitu, bo pan komisarz powiedział, że oczekuje na stanowisko Wielkiej Brytanii przed 12 kwietnia – wskazał europeista.

W ostatnim czasie można zauważyć zmiękczenie stanowiska Unii Europejskiej w kwestii brexitu. Jak wyjaśnił gość „Polskiego punktu widzenia” może to wynikać z dwóch przesłanek.

– Jeżeli nastąpiłby twardy brexit, to UE, gospodarka unijna, która jest w bardzo kiepskim stanie, odczułaby ten wstrząs. To nie jest już teraz tylko kwestia kto kogo bardziej przestraszy w trakcie negocjacji twardym brexitem, tylko to już jest rzeczywistość, która się bardzo szybko zbliża. Przede wszystkim politycy niemieccy są bardzo zmartwieni, że to może wyrządzić krzywdę ich gospodarce. Druga przesłanka jest taka, że gdyby nastąpił twardy brexit, to paradoksalnie Wielka Brytania miałaby lepszą pozycję negocjacyjną niż dzisiaj. W związku z tym to jest też dla Unii ważne, żeby grać wokół tej umowy, żeby próbować coś dalej zrobić, póki jeszcze „piłka w grze” – tłumaczył.

Od wielu miesięcy jestem zdania, że bezumowny brexit wcale nie będzie katastrofą, szczególnie dla Wielkiej Brytanii – podkreślił ekspert.

– Oczywiście, mogą być na początku jakieś problemy, bo wiadomo, że jeżeli następuje tak poważna zmiana, która wymaga zupełnie nowego sposobu działania całej administracji, służb celnych i wielu innych rzeczy, to przynajmniej na początku można się spodziewać pewnych negatywnych zdarzeń. Myślę, że politycy będą robić wszystko, żeby – przynajmniej na początku – było wszystko po staremu, czyli Wielka Brytania będzie się powstrzymywać od wprowadzenia np. ceł, choćby dlatego, że nie ma odpowiednio wyszkolonych celników. To samo robi Unia Europejska. Jeśli chodzi o biznes, też się przygotowuje – zaznaczył.

Brexit może negatywnie odbić się również na polskiej gospodarce, jednak nie w aż tak dużym stopniu, jak chociażby na gospodarce np. niemieckiej – akcentował prof. Tomasz Grosse.   

– Istnieje prawdopodobieństwo, że nasza gospodarka również ucierpi, tylko że my mamy ten zapas jeszcze większy niż Brytyjczycy, czyli te wstrząsy będą się rozkładały w zależności od tego, która gospodarka jak jest rozpędzona. My jesteśmy bardziej rozpędzeni niż Brytyjczycy, a Brytyjczycy bardziej od Niemców. To powoduje, że te wstrząsy mogą być różne dla różnych podmiotów – powiedział europeista.

Bezumowny brexit da lepszą pozycję negocjacyjną Wielkiej Brytanii – ocenił gość „Polskiego punktu widzenia”.

– Nawet jeśli brexit będzie bez umowy, nie będzie on jakąś wielką tragedią choćby dlatego, że obie strony automatycznie przejdą do negocjowania kolejnej umowy. Odłożą na bok tę umowę „rozwodową”, która trzy razy była odrzucona przez Brytyjczyków (…) Obie strony będą się musiały zająć umową o docelowych relacjach Wielkiej Brytanii z UE. Tutaj tak naprawdę nie są związane żadnymi terminami. Właśnie dlatego mówiłem, że pozycja negocjacyjna Wielkiej Brytanii będzie lepsza. Po pierwsze, ona nie będzie związana umową „rozwodową”, bo jej nie ma, a po drugie nie będzie związana terminami, więc ten szantaż ze strony UE, który wcześniej był wywierany na Londyn, będzie nieco mniejszy – wyjaśnił ekspert.

RIRM

drukuj