[TYLKO U NAS] Prof. M. Ryba: Okazuje się, że kogokolwiek z totalnej opozycji byśmy nie ustawili w II turze wyborów przeciwko A. Dudzie – proporcja oddanych głosów jest podobna

Ciekawe są sondaże dotyczące ewentualnej drugiej tury wyborów. Okazuje się, że kogokolwiek z totalnej opozycji byśmy nie ustawili w II turze wyborów przeciwko A. Dudzie – proporcja oddanych głosów jest mniej więcej podobna. Być może pójdą i rozstrzygną te wybory ludzie o słabym rozeznaniu politycznym. Argumenty emocjonalne mogą wpłynąć na nich w sposób zasadniczy, stąd bardzo ważne, aby prawica nie popełniała znaczących błędów – akcentował prof. Mieczysław Ryba w felietonie „Myśląc Ojczyzna” na antenie TV Trwam.

Prof. Mieczysław Ryba zauważył, iż wiele wskazuje na to, że majowe wybory prezydenckie nie rozstrzygną się w pierwszej turze.

– Jest tyle opozycyjnych kandydatów, że wyborcy w pierwszej turze zawsze mogą znaleźć coś dla siebie, bardziej przystającego kandydata, niż ci z głównego nurtu, a rozproszone głosy nie dają ponad 50-ciu proc. – wyjaśnił.

Politolog zwrócił przy tym uwagę na „ciekawe sondaże” dotyczące ewentualnej drugiej tury wyborów. Co się okazuje po ich analizie?

– Kogokolwiek z totalnej opozycji byśmy nie ustawili w drugiej turze wyborów przeciwko Andrzejowi Dudzie – to mniej więcej proporcja oddanych głosów jest podobna. To jest jakieś 8-10 proc. różnicy, czyli Andrzej Duda ma 55 proc., a kontrkandydat 45 proc. Dlaczego tak jest? Przecież wcale nie można powiedzieć, że Robert Biedroń to to samo co Kosiniak-Kamysz, a Hołownia to samo co Kidawa-Błońska. Dlaczego głosy totalnej opozycji w drugiej turze w jakiś sposób się sumują? Otóż dlatego, że media liberalne i cały ten świat, który stoi w sensie finansowym i wizerunkowym za różnymi ugrupowaniami pookrągłostołowymi, ten cały świat jest zbudowany na tzw. ideologii antyPiS. A więc każdy, byleby nie prezydent Duda, każdy, byleby nie kandydat prawicy – wskazał wykładowca KUL i WSKSiM.  

Prof. Mieczysław Ryba podkreślił, że ta sytuacja jest na tyle poważna, że rzeczywiście nie ma pewnego wyniku w drugiej turze. Dodał, że o wyniku wyborów zadecydują emocje ludzi, którzy rzadko chodzą na wybory.

– Na wybory prezydenckie idzie najwięcej wyborców – takie mamy doświadczenie ostatnich 30 lat. Idą ci, którzy nie mają rozeznania w polityce, którzy mało kierują się argumentami czysto merytorycznymi, a którzy w dużym stopniu kierują się emocjami. To właśnie z tego powodu pojawił się cały strumień hejtu, ataków, takich jak w Pucku [czytaj więcej] , kiedy prezydent czcił rocznicę 100-lecia powrotu Polski nad Bałtyk. Te okrzyki, wulgaryzmy mówią właśnie o próbie wywołania takich emocji. Takie emocje są związane z hasłami mówiącymi o tym, że telewizja publiczna zyskując dotacje państwowe za brak wpłaconego abonamentu przez widzów, że telewizja odbiera te pieniądze dzieciom chorym na raka. Oczywiście jedno z drugim niewiele, albo nic, nie ma wspólnego, ale ta cynicznie zbudowana zbitka ma wywołać emocje: jeżeli prezydent Duda podpisze taką ustawę „to przecież występuje przeciwko ludziom chorym na raka”. Takich zagrywek będzie wiele – zaznaczył.

Pamiętajmy, być może pójdą i rozstrzygną te wybory ludzie o słabym rozeznaniu politycznym. Argumenty emocjonalne mogą wpłynąć na nich w sposób zasadniczy, stąd bardzo ważne, aby prawica nie popełniała znaczących błędów – kontynuował politolog.

– Konfrontacje, jakie pojawiły się między służbami CBA a NIK (…), takie wewnętrzne spory w sensie wizerunkowym w toku kampanii wyborczej na pewno wywołują negatywne emocje w elektoracie. Na takie rzeczy trzeba zwracać uwagę, trzeba być bacznym na to wszystko. Pamiętajmy, że nie tylko merytoryka, ale również wizerunek te wybory rozstrzyga. Żyjemy w świecie obrazków, żyjemy w świecie, gdzie media kreują emocje, a więc tak to trzeba wszystko prowadzić, ażeby te emocje były jak najbardziej pozytywne, nie zakłócały racjonalnego wyboru, bo przecież o racjonalny, rozumny i wolny wybór Polaków chodzi w wyborach prezydenckich – podsumował wykładowca KUL i WSKSiM.  

radiomaryja.pl

drukuj