[TYLKO U NAS] Prof. A. Nalaskowski: Mam prawo walczyć o takie wartości, jakie uważam za słuszne; nie przyjmuję żadnej kary i swojej winy

Rektor bez konsultacji ze mną przypieczętował to oskarżenie. Ja nie przyjmuję żadnej kary i swojej winy. Mam prawo walczyć o takie wartości, jakie uważam za słuszne. Nie nawołuję do przemocy, do gwałtów. Jeśli ktoś nie potrafi odebrać prostej metafory, to już nie moja wina – powiedział w rozmowie z reporterem TV Trwam prof. Aleksander Nalaskowski.

Wykładowca UMK prof. Aleksander Nalaskowski został zawieszony przez władze UMK na okres trzech miesięcy za felieton, jaki napisał w tygodniku „Sieci”. Tekst dotyczył odczuć towarzyszących Profesorowi podczas obserwowania marszu środowisk LGBT.

– Napisałem to, co widziałem. Dokonałem opisu. Krótko mówiąc, użyłem słów adekwatnych do sytuacji, napisałem: „Grube, obleśne, wytatuowane baby”. O to mają pretensje! Otóż, gdybym zobaczył rude, apetyczne anorektyczki, to napisałbym o rudych apetycznych anorektyczkach, a ja widziałem takie baby, a nie inne. Całowały się jak mężczyzna z kobietą w najodważniejszych filmach francuskich – podkreślił prof. Aleksander Nalaskowski.

– Mówi się, że nadużyłem słowa „gwałt”. Przecież mówią, że „to był gwałt na <<Weselu>> Wyspiańskiego” albo „gwałt na moich uszach”. Nie jest więc tak, że użyłem jakichś niecenzuralnych słów. Mam też wrażenie, że większość tych, którzy to krytykują, nie znają całego tekstu. Ja mówiłem o gwałcie i w ostatnim akapicie wyjaśniam, że chodziło o gwałt na wartościach. Bo jak inaczej to nazwać po tym, co widziałem w Białymstoku? Ludzie, którzy tam maszerowali pokazują język i grają na nosie tym, którzy stoją obok, bo są zepchnięci na trawniki i nie mogą normalnie funkcjonować. Przecież ja o to nie prosiłem. Zostałem przemocą wypchnięty z centrum miasta tylko dlatego, że geje czy jakaś orientacja LGBT chce paradować – wskazał.

Jak zatem bronić swoich wartości i jakich słów używać w publicznej debacie o środowiskach LGBT.

– Słowacki pisał: „Odpowiednie dać rzeczy słowo” i ja dałem odpowiednie słowo. Przez wiele lat w felietonach opisuję to zjawisko i robiłem to kulturalnie, po profesorsku. Tym razem oddałem to adekwatnie, bez eufemizmów. Ja nie napisałem, że ktoś jest kurduplem, a napisałem, że ktoś ma 1 metr 40 centymetrów wzrostu. Oddałem adekwatnie to, co widziałem – podkreślił wykładowca akademicki.

– Musimy wszyscy głośno mówić o tym, że się z tym nie zgadzamy, zrzec się poprawności politycznej, nie milczeć, nie udawać tolerancji tam, gdzie nie może jej być. Mogę tolerować istnienie tych ludzi. Nie muszę ich akceptować. Mogę tolerować ich orientację, ale nie to, że środkiem miasta idą związani łańcuchem albo z kagańcami na twarzy mężczyźni – dodał.

Za swój tekst profesor Aleksander Nalaskowski został zawieszony przez władze UMK. Sam nie widzi jednak winy w swoich słowach.

Profesor od środy zostaje zawieszony w obowiązkach na trzy miesiące. Wyjaśnieniem sprawy zajmie się też rzecznik dyscyplinarny uczelni. Postępowanie powinno zakończyć się w czasie, kiedy prof. Nalaskowski będzie zawieszony” – zapowiedział Marcin Czyżniewski, rzecznik prasowy UMK.

– Rektor bez konsultacji ze mną przypieczętował to oskarżenie. Ja nie przyjmuję żadnej kary i swojej winy. Mam prawo walczyć o takie wartości, jakie uważam za słuszne. Nie nawołuję do przemocy, do gwałtów. Jeśli ktoś nie potrafi odebrać prostej metafory, to już nie moja wina – odpowiedział profesor Nalaskowski.

Radiomaryja.pl

drukuj