[TYLKO U NAS] Dr L. Kulińska: W tej chwili Polska znajduje się w bardzo krytycznym momencie swojego istnienia

W tej chwili Polska znajduje się w bardzo krytycznym momencie swojego istnienia. Trzeba tutaj kogoś, kto to wszystko będzie w stanie naprowadzić na właściwą ścieżkę, ochronić przed trendami, na które płyną ogromne kwoty, żeby nas zdeprawować. Podam przykład Irlandii. Akurat tak się zdarzyło, że w rodzinie mam rodowitego Irlandczyka. Obserwowałam, co się u nich dzieje i rozmawiałam z nimi. Tam w krótkim czasie udało się – wydawałoby się – bardzo silny tożsamościowo i związany z Kościołem kraj rozłożyć na łopatki. W tej chwili przodujące tam trendy są tak zdeprawowane, że aż strach o tym myśleć. Mamy przykład, że można to w bardzo krótkim czasie zrobić. Taka ofensywa idzie na Polskę i trzeba dać odpór – powiedziała w rozmowie z redakcją portalu radiomaryja.pl historyk, politolog dr Lucyna Kulińska. Odniosła się również do zbliżających się wyborów prezydenckich.

***

Czego Pani się spodziewa w przyszłorocznych wyborach prezydenckich?

Niczego się nie spodziewam. Czy wśród kandydatów pojawiła się jakaś osoba, która w 100 proc. byłaby nam w stanie zapewnić ochronę przed wpływami zewnętrznymi? Obawiam się, że nie do końca. Występuje tu wybór większego lub mniejszego zła, ponieważ z jednej strony wiemy, że aktualny prezydent w sferze werbalnej deklaruje się po stronie tradycji, wartości, patriotyzmu. W wielu swoich posunięciach nie jest jednak wystarczającym wsparciem do tego, aby to realizować. Natomiast w przypadku Koalicji Obywatelskiej sprawa jest jasna. Ostatnie protesty pokazują nam, że to są ludzie, którzy bronią czegoś, co było w Polsce przez wiele lat bezprawiem. Wiążą się oni z lewicą, żądającą uprawnień dla byłych ubeków czy tworzenie kraju gender. Jest to przerażające i zdrowa część społeczeństwa powinna to odrzucić. Jednak musimy pogodzić się z tym, że społeczeństwo jest dzisiaj spolaryzowane. Z kolei po stronie młodzieży, która zagłosowała na Konfederacje, byłaby szansa. Ale jedna, jak i druga strona (PiS i KO – red.) swoje obawy ma na tyle silne, że nie dopuści do tego, żeby ktoś nowy wszedł w te wybory. Odczucia moje są wielce ambiwalentne. Wiem przeciwko czemu mam głosować, ale niekoniecznie mam sprecyzowane, na kogo głosować.

Kto w takim razie byłby najlepszym kandydatem?

Kandydatem, który byłby najlepszy w tej grupie, jest pan Grzegorz Braun, który prawdopodobnie nie ma szans na udział. Wydaje mi się, że na gwałt potrzeba nowych twarzy, nowych autorytetów i ludzi, którzy się sprawdzają jako ci, którzy w każdej sytuacji staną po stronie polskiej, a nie sił zewnętrznych. KO jest nawet nazywane stronnictwem poniemieckim, a pokrzykiwania Tuska dokładnie uświadamiają, jaka polityka jest tu prowadzona. Nie mamy jednak pewności, co do tego, czy polityka prowadzona przez pana Andrzeja Dudę – uzależniająca nas jeszcze bardziej od USA i Izraela – będzie też dla Polski korzystna. Obawy są ogromne.

W takim razie, jak Pani ocenia prezydenta Andrzeja Dudę?

Weźmy kwestię reformy wymiaru sprawiedliwości. To trzeba było zrobić wcześniej, ale zablokował to prezydent Andrzej Duda. Nie mielibyśmy takiej sytuacji, gdyby on wykazał się odrobiną przewidywania. W związku z powyższym, mam ogromny żal, że przed świętami oglądamy tak żenujące obrazki. Są one następstwem jednej, nieprzemyślanej decyzji. Mamy tutaj szereg działań, które w okresie ośmioletnich rządów PO doprowadziły Polaków do takiego stanu, że byli w stanie zaakceptować bardzo wiele z tego, co PiS oferował. Nie wykorzystano tego momentu. Wtedy trzeba było działać z sądownictwem. Powinno się też wtedy rozliczyć wszystkich, którzy dzisiaj najwięcej „zgarniają” i wciąż działają, chociażby w polityce. Nie wyciągnięto afer, nie wskazano ludzi, którzy dopuścili się takich potwornych przekrętów, a którzy wciąż są w świecie polityki. W wielu kluczowych momentach prezydent, kiedy mógł okazać się dla prawicy ostatnią alternatywą, po prostu się wtedy nie sprawdzał. Po drodze wyszło wiele wystąpień związanych m.in. z roszczeniami żydowskimi, które wskazują, że tutaj działania prezydenta nie są jednoznaczne. Nigdy nie usłyszałam z jego ust jednoznacznego odcięcia się od tych roszczeń. Bardzo dużo punktów pan Duda stracił. Nadzieja na to, że w następnej kadencji się poprawi, budzi pewne wątpliwości. Ale może zostaniemy postawieni pod ścianą, że albo idziemy w kierunku pełnego chaosu – skumulowania działań Senatu z prezydentem – albo próbujemy wzmacniać stronę, która jeszcze nas może przed tym chaosem powstrzymać. Decydująca będzie druga tura, bo przypuszczam, że taka tura będzie.

Czy Szymon Hołownia może być kimś pokroju Pawła Kukiza z 2015 r.?

To człowiek, który w tych wyborach nie odegra żadnej roli. Może obciąć głosy jednej i drugiej stronie, ale nie jest to dla mnie człowiek wiarygodny. Przede wszystkim jest stosunkowo mało znany. To bardziej autoprezentacja tego człowieka niż poważna kandydatura. Myślę, że głównym graczom w żaden sposób nie będzie w stanie zaszkodzić.

Jak ocenia Pani prawybory w Platformie Obywatelskiej?

Tutaj nawet nie ma co oceniać. To było niemal jak farsa. Wszystko sprowadza się do tego, żeby pani Kidawa-Błońska, która jest osobą w pełni sterowalną, a równocześnie nie ma wystarczającej charyzmy, więc musiała mieć jakiegoś konkurenta. Ten teatr został rozegrany po to, żeby pokazać, że może być gorzej. Natomiast są to kandydatury bardzo słabe merytorycznie, intelektualnie. Te prawybory to rzecz mało sensowna i mało poważna. Oczywiście są ludzie, którzy może w to wierzą, ale niedobrze to o nich świadczy.

Jak z kolei ocenia Pani prawybory w Konfederacji?

Kandydatura Krzysztofa Bosaka jest dla mnie trudna do przyjęcia, ponieważ pan Bosak jest długo w polityce, oczywiście dobrze się wypowiada, jest zręcznym politykiem, ale właśnie politykiem. A prezydent to ktoś, kto ma wizję. U pana Bosaka tej wizji nie widzę, natomiast widzę szerokie myślenie i zdecydowaną wizję u Grzegorza Brauna. To jest dla mnie decydujące. Nie strona politykierska, ale wizjonerska. Prezydent powinien prowadzić kraj w kierunku, który ma szansę wyciągnąć go jako pewien byt tożsamościowy, oparty na wierze katolickiej, idei pewnej samodzielności, jeśli chodzi o naszą kulturę, zdolność samoobrony. Tą wizję widzę u pana Brauna. Pan Bosak będzie zręcznym politykiem, który będzie skutecznie manewrował.

Polacy bardziej stawiają na politykę czy wizję?

Myślę, że nad wizją kandydata zastanawia się może 20 proc. wyborców. Cała reszta kieruje się tym, czy będzie miała obiecane pieniądze czy nie. Ci, którzy się zastanawiają, stają przed dużym dylematem. Brakuje w Polsce innych nazwisk, które mogłyby to wszystko „ogarnąć”, czyli mogłyby Polskę ustawić nie w pozycji takiej, że z każdym się dogada, tylko żeby odwrócić pewne trendy, które Polskę pustoszą – niszczenie Kościoła, dewaluowania polskości. Jeżeli chcemy, żeby nasz kraj zachował swoją tożsamość, to potrzebujemy wizji ocalenia. W tej chwili Polska znajduje się bardzo krytycznym momencie swojego istnienia. Trzeba tutaj kogoś, kto to wszystko będzie w stanie naprowadzić na właściwą ścieżkę, ochronić przed trendami, na które płyną ogromne kwoty, żeby nas zdeprawować. Nie ma kogoś, komu ludzie w tej chwili by bez zastrzeżeń zawierzyli, a to oznacza, że zostaje całe pole do przepychanek, handlowania stanowiskami. To bardzo przygnębiające.

Przed jakim wyborem zatem stajemy?

Bardzo się martwię, bo wiem, że znowu Polacy nie będą mogli wybierać „pozytywnie”, tylko będą musieli wybierać mniejsze zło, a to jest zawsze złe. Każdy kraj powinien mieć przynajmniej kilka osób, o których wie, że oni w dobrym kierunku nas poprowadzą, a tutaj taka sytuacja nie zachodzi. Tacy ludzie są w Polsce, ale siedzą w cieniu. Nie chcą się wychylać, bo wiedzą, że dzisiejsza polityka to jest żmijowisko, coś, do czego nie należy się zbliżać, bo tam się człowiek tylko zepsuje. W tej chwili Polska znajduje się w bardzo krytycznym momencie swojego istnienia. Trzeba tutaj kogoś, kto to wszystko będzie w stanie naprowadzić na właściwą ścieżkę, ochronić przed trendami, na które płyną ogromne kwoty, żeby nas zdeprawować. Podam przykład Irlandii. Akurat tak się zdarzyło, że w rodzinie mam rodowitego Irlandczyka. Obserwowałam, co się u nich dzieje i rozmawiałam z nimi. Tam w krótkim czasie udało się – wydawałoby się – bardzo silny tożsamościowo i związany z Kościołem kraj rozłożyć na łopatki. W tej chwili przodujące tam trendy są tak zdeprawowane, że aż strach o tym myśleć. Mamy przykład, że można to w bardzo krótkim czasie zrobić. Taka ofensywa idzie na Polskę i trzeba dać odpór.

Kogo w takim razie byśmy potrzebowali?

Proszę zobaczyć choćby na kanclerzy niemieckich. Tam widać, że takiej osobie, mimo wszystkich różnic, jeśli ma wizję i chce prowadzić kraj do wielkości, to obywatele się podporządkowują. Tutaj jesteśmy skazani na chaos, który się nasila, bo każdy widzi, że z każdej strony gra się na osłabienie Polski. Co więcej, takiej persony, która jest ponad tym, a jednocześnie ma tę wizję, po prostu potrzeba. Nagle okazuje się, że trzeba wielkich pieniędzy i autentyczni liderzy, którzy mogą tam funkcjonować, nie mają żadnej szansy na przebicie układów. To nie tylko nasz problem, ale też problem całego świata zachodniego. Dlatego on tak parszywieje.

Co poza pieniędzmi decyduje w takim razie o tym, że mamy takie, a nie inne elity polityczne?

Ludzie są wybierani z przypadku. Wspomniał Pan o panu Hołowni. To jest człowiek znikąd. Do wszystkiego się sięgnie, wszystko mu będzie pasować. Poza wielkim przekonaniem, że jest guru, właściwie nic za tym nie idzie.

Jaka jest stawka tych wyborów? Da się to wszystko jakoś przełamać?

Wybory będą prawdopodobnie pochodną tego, czy PiS utraci władzę czy nie. Jeśli opozycja będzie miała Senat i urząd prezydenta, okaże się, że już nic w Polsce nie da się zrobić. Będzie tylko jakiś kocioł. Być może ludzie, którzy myślą, uświadomią sobie, że może zaistnieć taki moment, dojdą jednak do wniosku, żeby tych ostatnich flanek nie odpuszczać. Ale czy to są dobre rokowania dotyczące wyborów? Niekoniecznie.

Sama kandydatura Szymona Hołowni jest skierowana na pozbawienie głosów obecnego prezydenta, żeby szanse na ten chaos jeszcze bardziej zwiększyć?

Myślę, że tak. Nie będzie to jedyny taki manewr. Sprawa jest prosta do sprawdzenia. Na wybory prezydenckie potrzeba dużych pieniędzy, więc trzeba zobaczyć, skąd one płyną. Jeśli pojawia się taki człowiek jak pan Hołownia, to wnioski są jasne. Podobne wątpliwości dotyczyły pana Biedronia, który pieniądze otrzymywał od Sorosa. Na pana Hołownię pieniądze też płyną z jakiegoś źródła, bo przecież on nie stoi sam za sobą, bo ktoś musi to sfinansować. Jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to można dojść po nitce do kłębka.

W jaki sposób można z tym walczyć?

Przede wszystkim wspierać kręgi patriotyczne. Niestety, są one teraz raczej ścigane, a nie wspierane. Trzeba sprawić, żeby Polacy poczuli się do odpowiedzialności i zahamować napływ cudzoziemców, których wielkie koncerny potrzebują do pracy. Trzeba wesprzeć Polaków i Kościół, ale nie tylko na zasadzie pokazywania się na uroczystościach, trzeba zrobić to realnie.

radiomaryja.pl

drukuj