fot. Monika Bilska

[TYLKO U NAS] Dr J. Hajdasz: Politycy z rządzącej w 2010 r. koalicji PO-PSL liczą, że temat katastrofy smoleńskiej wreszcie przycichnie

Praktycznie w każdej wypowiedzi polityka koalicji, która rządziła w czasie tragedii smoleńskiej, słychać dziś oczekiwanie na to, iż temat wreszcie przycichnie i nikt nie będzie się nim interesował. W tych wypowiedziach zdumiewa brak refleksji nad tym, co się stało – mówiła dr Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, w środowym felietonie z cyklu „Myśląc Ojczyzna” na antenie Radia Maryja.

Dr Jolanta Hajdasz zwróciła uwagę na to, że „po premierze filmu red. Ewy Stankiewicz „Stan zagrożenia” w telewizji publicznej  media obiegły zrobione w prosektorium zdjęcia uśmiechniętej Ewy Kopacz, ówczesnej minister zdrowia”.

– Następnego dnia po katastrofie poleciała do Moskwy, gdzie zajmowano się identyfikacją ofiar i przeprowadzano sekcje zwłok. Ewa Kopacz miała nadzorować te czynności. Na fotografiach pani minister  stoi w zielonym fartuchu uśmiechnięta, pozując do zdjęć z wytatuowanym mężczyzną, który również się uśmiecha. Na innym zdjęciu widać już samą panią Kopacz, która trzyma filiżankę i ma na sobie ten sam fartuch oraz medyczne rękawiczki. W tle widać stół z przykrytymi foliowym workiem zwłokami. Te zdjęcia są wręcz przerażające. Jak osoba reprezentująca polskie państwo w tamtej sytuacji mogła w ogóle pozwolić na robienie zdjęć, jak mogła do nich pozować? W jaki sposób ktoś zachowujący się tak niedojrzale i infantylnie mógł prawidłowo reprezentować rodziny ofiar katastrofy w tak bolesnej sytuacji, jakim jest identyfikacja ciała zmarłego? – pytała autorka felietonu.

Po raz kolejny wszyscy zadajemy sobie pytanie, jak można było dopuścić, by sekcji zwłok ofiar katastrofy smoleńskiej nie przeprowadzali Polacy, by nie zabezpieczyli oni próbek materiałów do dalszych badań i ustaleń przyczyn katastrofy? Dlaczego wysłano na realizacji tak trudnego zadania tylko tę nieprzygotowaną panią? Te pytania trzeba stawiać cały czas, dopóki oficjalnie nie znamy nazwisk osób winnych tej tragedii i dopóki nikt nie odpowie za to,  co stało się 10 kwietnia 2010 roku – kontynuowała.

– Zdumiewające jest przy tym zachowanie opozycji, która po raz kolejny ignoruje ujawniane nowe fakty ws. katastrofy i z uporem maniaka usiłuje nas przekonać, że wszystko już wiemy, że przyczyny katastrofy opisały  raporty MAK i komisji Millera, a wszystko inne to tylko gra polityczna rządzącej partii. Dziś praktycznie w każdej wypowiedzi polityka ówcześnie rządzącej koalicji PO-PSL słychać oczekiwanie na to, iż temat wreszcie przycichnie i nikt nie będzie się nim interesował. W tych wypowiedziach zdumiewa brak refleksji nad tym, co się stało. (…) Opozycji wtórują media mainstreamowe – zaznaczyła dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Świadomie czy nie Ewa Kopacz zachowała się skandalicznie, zupełnie nie rozumiała swojej roli i zadań, jakie przed nią stały. Jak inni z tamtego rządu, przez swoje zachowanie zaprzepaściła szanse na szybkie i przede wszystkim jednoznaczne wyjaśnienie, co i dlaczego stało się w Smoleńsku – dodała.

Dr Jolanta Hajdasz zwróciła również uwagę na to, że „w tym roku po raz kolejny dziennikarze zajmujący się tematem katastrofy smoleńskiej w swoich materiałach pokazali nowe bardzo istotne wątki dotyczące wyjaśniania tej tragedii”.

– Marek Pyza i Marcin Wikło z tygodnika „Sieci” ujawnili wyniki badań drugiego po brytyjskim, tym razem włoskiego, laboratorium kryminalistycznego o tym, iż na szczątkach ofiar katastrofy smoleńskiej są ślady silnych materiałów wybuchowych. Anita Gargas w programie „Misja specjalna” w telewizji publicznej ujawniła, w jak skandaliczny sposób wysłano do Smoleńska Bogdana Klicha, osobą wyznaczoną przez polski rząd do uczestnictwa w pracach komisji wyjaśniającej przyczyny katastrofy. Nie miał on tłumacza, a nawet pieniędzy na pobyt w Rosji – powiedziała.

Autorka felietonu podkreśliła, że „ujawnione nagranie z rozmowy Bogdana Klicha premierem Donaldem Tuskiem to dowód na to, że ówczesny rząd świadomie prowadził działania uniemożliwiające dotarcie do prawdy o katastrofie przez stronę polską”.

Wyemitowany został także film Ewy Stankiewicz „Stan zagrożenia”, na którego emisję w TVP trzeba było czekać ponad rok, a którego premiera była przekładana aż pięć razy. Przytoczono w nim ważne wypowiedzi osób  związanych ze śledztwem, które potem w niejasnych okolicznościach popełniły samobójstwa. Jedną z nich jest generał Sławomir Petelicki, pomysłodawca i pierwszy dowódca Jednostki Wojskowej GROM. Czy nadal mamy wierzyć, że będąc osobą w pełni sił, sam odebrał sobie życie? Druga osobą ukazaną w filmie, która popełniła samobójstwo, był chorąży Remigiusz Muś. Został on znaleziony martwy w piwnicy rodzinnego domu pod Warszawą w 2012 roku. 10 kwietnia 2010 r. był technikiem rządowego samolotu Jak-40, który lądował na lotnisku tuż przed Tupolewem. To on ostrzegał przez radio załogę tupolewa o pogarszających się warunkach pogodowych i zagęszczającej się nad lotniskiem mgle. Te wszystkie wątki nadal czekają na swoje wyjaśnieniewskazała dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Dr Jolanta Hajdasz przypomniała, że według ustaleń Podkomisji ds. Ponownego Zbadania Wypadku Lotniczego pod Smoleńskiem przyczyną katastrofy rządowego Tu-154 M, do której doszło 10 kwietnia 2010 r., były dwie eksplozje – w lewym skrzydle i centropłacie samolotu”.

– Eksplozje miały nastąpić w momencie, gdy załoga samolotu po próbnym podejściu nad lotniskiem bez lądowania odchodziła na tzw. drugi krąg. Nadal nie wiadomo, kto, kiedy  i dlaczego umieścił te ładunki wybuchowe – zaznaczyła autorka felietonu.

Cały felieton autorstwa dr Jolanty Hajdasz dostępna jest [tutaj].

radiomaryja.pl

drukuj