[TYLKO U NAS] D. Sobków: Epatuje się nas tym, że nie narzucono nam przyjęcia 7 tys. migrantów z relokacji, a tymczasem wpuściliśmy do Polski 40 tys. migrantów z Azji

Mamy o wiele więcej migrantów, którzy do nas przyjeżdżają, później uzyskują u nas prawo pobytu w strefie Schengen i często nie wiadomo, gdzie oni później są (…) niż te 7 tysięcy, które ponoć z wielkim sukcesem wywalczyliśmy. Z jednej strony opinię publiczną w Polsce epatuje się tym, że nikt nam nie narzucił przyjęcia 7 tysięcy imigrantów ze słynnego programu relokacji, a z drugiej strony wpuściliśmy w ciągu ostatnich lat 40 tysięcy imigrantów z Azji, z różnych krajów azjatyckich – mówił w rozmowie z portalem Radia Maryja Dariusz Sobków, były ambasador tytularny przy Unii Europejskiej.    

Wczoraj w Brukseli zakończył się szczyt Unii Europejskiej. Jednym z ustaleń spotkania było podjęcie decyzji o zaprzestaniu przymusowej relokacji migrantów. [więcej]

Dariusz Sobków zauważył, że nie oznacza to rezygnacji z decyzji o relokacji, tylko wycofanie się z przymusowego jej charakteru.

– Decyzja o relokacji ciągle jest utrzymywana. Ta decyzja jest ważna. Nikt jej nie anulował. Chodzi tylko o to, że przywódcy państw nie zdecydowali się na przymusową relokację. Inaczej mówiąc, w tej chwili nie ma prawa, tak samo, jak nie było nigdy w Polsce i w Unii Europejskiej do tej pory, żeby na siłę przywozić ciężarówkami do jakiegoś kraju uchodźców i zostawiać ich na zasadzie „róbcie z nimi, co chcecie, bo taka jest decyzja”. Tego prawa nigdy w Unii nie było i tego prawa w tej chwili nie ma. Nie można nazywać sukcesem tego, że nie uchwalono tego prawa, mimo że niektóre kraje próbowały to zrobić – ocenił rozmówca Radia Maryja.

Kilka dni przed szczytem w Brukseli odbył się miniszczyt, na który nie zaproszono Polski. Podczas tego spotkania debatowano głównie nad kwestią migrantów – zwrócił uwagę były ambasador tytularny przy Unii Europejskiej.   

– Do Brukseli przyjechało kilkanaście państw na zaproszenie pani Merkel i pana Macrona. Te kraje były dobrane po to, aby zanalizować sytuację, jak postępować z migrantami, z kryzysem imigranckim. (…) Przede wszystkim kwestie migracji dominowały na tym miniszczycie. Polska nie była zaproszona na ten miniszczyt. Tu trzeba zadać bardzo ważne pytanie: czy to również było przygotowanie do sukcesu Polski, że nas nie zapraszają na konsultacje do Brukseli? To na pewno nie był sukces – tydzień temu – akcentował.

Decyzje podjęte na ostatnim szczycie UE w Brukseli wynikają przede wszystkim z sytuacji w Niemczech oraz postawy Austrii i Włoch – wskazał dyplomata.

– Pani Merkel miała polityczne problemy wewnętrzne, które spowodowały, że odeszła od tej przymusowej relokacji. Druga rzecz, to stanowisko Austrii. Otóż kanclerz Austrii powiedział, że jeżeli Niemcy zamkną swoje granice dla imigrantów, to natychmiast zamknie je również Austria. Wiadomo, że natychmiast potem Włochy zamknęłyby swoje granice, czyli w ogóle Unia Europejska ogłosiłaby, że nie przyjmuje żadnego imigranta na swoim terytorium. Taka była świadomość reakcji najpoważniejszych – z punktu widzenia Niemiec – państw po tym miniszczycie tydzień temu. Dokładnie tydzień temu było już wiadomo, że takie są reakcje państw. To, co się stało wczoraj, jest po prostu tylko konsekwencją i logicznym następstwem tych wydarzeń politycznych, o których mówię – wyjaśnił Dariusz Sobków.

Rozmówca Radia Maryja powiedział, że dla Polski sukcesem byłoby zablokowanie procederu przyjeżdżania do Polski migrantów z krajów azjatyckich. W ostatnich latach z tego rejonu świata wyemigrowało do Polski ok. 40 tys. osób – dodał.

– Sukcesem byłoby, (…) gdybyśmy zablokowali granice dla wszystkich imigrantów, którzy przyjeżdżają od nas od 2-3 lat, bo ta liczba wynosi ok. 40 tysięcy. To są imigranci z Azji. Ja nie liczę w tym momencie imigrantów z Ukrainy, bo jeżeli wliczymy imigrantów z Ukrainy, to mamy setki tysięcy nowych imigrantów, którzy przekraczają naszą granicę wschodnią. Mamy o wiele więcej migrantów, którzy do nas przyjeżdżają, później uzyskują u nas prawo pobytu w strefie Schengen i często nie wiadomo, gdzie oni później są (chociaż formalnie przyjeżdżają do pracy) niż te 7 tysięcy, które ponoć z wielkim sukcesem wywalczyliśmy. Z jednej strony opinię publiczną w Polsce epatuje się tym, że nikt nam nie narzucił przyjęcia 7 tysięcy imigrantów ze słynnego programu relokacji, a z drugiej strony wpuściliśmy w ciągu ostatnich lat 40 tysięcy imigrantów z Azji, z różnych krajów azjatyckich – zaznaczył były ambasador tytularny przy Unii Europejskiej.

Podczas szczytu uzgodniono, że w UE powstaną centra kontroli migrantów, jednak – jak podkreślił dyplomata – o sukcesie będzie można mówić dopiero wtedy, gdy one powstaną i będą rozwiązane. Najlepszym rozwiązaniem dla Unii byłoby jednak zastosowanie tzw. modelu australijskiego – tłumaczył.

– Od wielu lat politycy, którzy niestety są marginalizowani w UE, mówią o wprowadzeniu do Unii tzw. systemu australijskiego. Australia ma wiele tysięcy dróg morskich. (…) Tam dostanie się dla imigrantów jest sprawą równie łatwą, jak do Europy, a może jeszcze łatwiejszą, a mimo to Australia nie jest zalewana imigrantami, dlatego że ma system, który powoduje, że każdy nielegalny imigrant zatrzymany na wodach terytorialnych jest natychmiast odsyłany z powrotem. Nawet, jeśli jest popsuty statek, na którym przypływają ci migranci (…) to dostarcza się inny statek i tym imigrantom każe się odpłynąć poza wody terytorialne. Gdy z jakiś przyczyn nie można oddalić tych nielegalnych imigrantów, to kieruje się ich na jeden jedyny punkt, na jedną jedyną wyspę w Australii, gdzie oni czekają na decyzję i bardzo rzadko ją dostają – wyjaśnił rozmówca Radia Maryja.

Dariusz Sobków wskazał również na wielką rolę Włoch w postępach związanych z polityką migracyjną Unii Europejskiej.

– Bez stanowiska nowego premiera Włoch, nowego rządu włoskiego, te wszystkie postępy w polityce migracyjnej w Unii Europejskiej byłyby niemożliwe. Nowemu premierowi Włoch i przede wszystkim włoskiemu społeczeństwu, które wybrało dwa ugrupowania, które są bardzo twarde w negocjacjach z UE (…) zawdzięczamy to, że Unia Europejska na serio zaczyna brać się za problem emigracji z południa – podsumował były ambasador tytularny przy Unii Europejskiej.

RIRM

drukuj