fot. PAP

Trwa dyskusja wokół OFE

Propozycja rządu przewiduje, że każdy sam zdecyduje, czy chce przekazywać składki emerytalne do wybranego OFE, czy do ZUS na specjalne subkonto. Osoby, które zostaną w funduszu będą przekazywały do niego składkę w wysokości 2,92 proc. wynagrodzenia brutto.

Prof. Leokadia Oręziak z katedry finansów Międzynarodowych SGH podkreśla, że ważne jest, aby ludzie dowiedzieli się jak niekorzystne jest to dla nich rozwiązanie – rozwiązanie uzależniające część emerytury od ryzyka na rynku finansowym.

Potrzebna byłaby jakaś forma współpłacenia. Nie wiem, czy jest nadzieja na to, by było to wprowadzone, ale przynajmniej te osoby, które zdecydują się pozostać, muszą mieć świadomość, że ich decyzja niesie ogromne konsekwencje dla finansów publicznych państwa i dla nich samych. W efekcie z jednej strony przekażą pieniądze do gry na giełdzie, a z drugiej strony ucierpią na skutek wyższych podatków i tego, że w ich mieście zostanie zlikwidowany ostatni szpital. Bo przecież z czego wziąć te pieniądze, żeby szły OFE? One będą szły dalej w bardzo dużych sumach. Zatem im mniej osób zostanie o WFE, tym  lepiej – zaznacza prof. Oręziak.

Ekspert dodaje, że to iż ten system będzie dalej podtrzymywany, wynika jedynie z ogromnej presji towarzystw emerytalnych na rząd.

– To rozwiązanie, jeżeli uda się je wprowadzić w życie, będzie raczej krótkotrwałe. Przypuszczam, że następny rząd, czy rządy doprowadzą do faktycznej likwidacji OFE. Jest to system przede wszystkim krzywdzący przyszłego emeryta, więc nie ma sensu go utrzymywać. W imię czego mielibyśmy się poświęcać? Towarzystwa emerytalne mają prawo przez dziesięciolecia, co miesiąc pobierać sobie opłaty, mimo że będą one w tej ustawie zmniejszone o połowę, ale i tak to jeszcze dalej będą miliardy – zauważa prof. Leokadia Oręziak.

Dziś w sprawie zmian w systemie emerytalnym, spotka się prezydent Bronisław Komorowski z byłym premierem Jerzym Buzkiem. Europoseł PO od początku oceniał propozycje rządu jako szkodliwą dla polskiej gospodarki.

Swoje wątpliwości dotyczące rządowego projektu wyrazili przy okazji głosowania w sejmie nad informacją rządu o funkcjonowaniu systemu emerytalnego także posłowie. Poseł Przemysław Wipler powiedział, że projekt nie odpowiada na najważniejsze pytanie dotyczące ZUS.

W Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych zobowiązania wobec przyszłych i obecnych emerytów to łącznie 2 biliony 300 mld złotych. Biorąc pod uwagę to, co państwo teraz robicie z naszym systemem emerytalnym, proszę pana premiera o krótką odpowiedź: Czy będziecie państwo podnosić składki na ubezpieczenia społeczne? Czy będziecie wydłużali dalej wiek emerytalny? Czy będziecie zmniejszali wysokość emerytury, czy planujecie może jakieś inne działania? – pytał poseł Wipler.

Przedstawiciel ministerstwa finansów zapewnił, że nie przewiduje podniesienia składki emerytalnej i dalszego podnoszenia wieku emerytalnego. Ekonomista i poseł Zbigniew Kuźmiuk zwrócił uwagę, że przedstawiony projekt jest niekonstytucyjny i może narazić państwo polskie na odpowiedzialność odszkodowawczą przed międzynarodowymi trybunałami.

– Proponujecie państwo w prawdzie wybór, ale wybór ma polegać na tym, że najpierw umarza się 120 mld złotych obligacji, a dopiero później proponuje wybór. To są ewidentnie rozwiązania niezgodne z polskim prawem, co więcej rodzące właśnie odpowiedzialność odszkodowawczą. Jeśli przypomnimy sobie historie z Eureco, która kosztowała nas kilkanaście miliardów złotych, to tutaj ta odpowiedzialność może wynosić dziesiątki miliardów złotych. To jest propozycja nieodpowiedzialna! –akcentował ekonomista.

Ministerstwo finansów nie widzi jednak przesłanek, które mogłyby wskazywać na niekonstytucyjność projektu. Ostatecznie w głosowaniu Sejm przyjął informację rządu o funkcjonowaniu systemu emerytalnego. Za wnioskiem o odrzucenie informacji na ten temat głosowało 150 posłów, 232 było przeciw, 51 wstrzymało się od głosu.

RIRM 

drukuj