PAP/EPA.

Szczyt Rady Europejskiej

Energetyka, pandemia, praworządność i rosnąca presja migracyjna to tematy rozpoczętego w czwartek szczytu Rady Europejskiej w Brukseli. Reprezentujący Polskę premier Mateusz Morawiecki zwróci uwagę na rosnące w Unii ceny energii.

Szczyt Rady Europejskiej został podzielony na dwie sesje robocze. W czwartek przywódcy dwudziestu siedmiu państw członkowskich rozmawiali m.in. na temat rosnących cen energii. To najważniejszy temat obrad – wskazał premier Mateusz Morawiecki.

– To zjawisko, które może znacząco obniżyć wzrost gospodarczy w Europie, bardzo groźne dla ludzi, dla przedsiębiorców. Wskazujemy tutaj dwie podstawowe przyczyny, które doprowadziły do takiego stanu rzeczy – dodał.

Pierwsza przyczyna to polityka gazowego szantażu prowadzonego przez Gazprom i  Rosję. Druga to spekulacje w handlu uprawnieniami do emisji dwutlenku węgla. Rada Europejska szuka rozwiązań długoterminowych, ale także doraźnych. Zarówno na szczeblu unijnym, jak i krajowym.

– Polska będzie wskazywała również na mechanizmy wsparcia, zmniejszenia presji cenowej z tym związanej, a my kończymy już opracowywanie naszych regulacji, które mają wesprzeć przedsiębiorców, ale przede wszystkim najmniej zamożne gospodarstwa domowe – wskazał premier.

Część polityków przekonuje, że wysokie ceny są przejściowe i wiosną wrócą do normy. Z kolei inni domagają się reform unijnego rynku gazu, wzmocnienia jego odporności oraz debaty nad założeniami unijnej polityki klimatycznej.

– Sama energetyka ze źródeł odnawialnych nie wystarczy, trzeba patrzeć trochę dalej na energetykę wodorową, na efektywne wykorzystanie źródeł energii, które są dostępne i oczywiście na pewne gwarancje ze strony dostawców surowców energetycznych – wyjaśnił dr inż. Bogdan Sedler fundacja naukowo-techniczna „Gdańsk”.

Na posiedzeniu Rady Europejskiej dyskutowano także o obecnej sytuacji epidemicznej i o handlu. Jednak to, co najważniejsze z polskiej perspektywy, to dyskusja o praworządności w Polsce i możliwym wstrzymaniu wypłaty unijnych środków.

– Nie będziemy działać pod presją szantażu. Jesteśmy gotowi na dialog. Nie zgadzamy się na ciągle poszerzający się zakres kompetencji, ale oczywiście będziemy rozmawiać o tym, jak rozwikłać bieżące spory – zaznaczył Mateusz Morawiecki.

Premier podkreślił, że Polska pozostaje lojalnym członkiem Unii Europejskiej i szanuje europejskie prawo. Choć traktaty nie dają unijnym instytucjom kompetencji do ingerowania w organizację krajowych systemów sądowniczych, to część unijnych urzędników rości sobie do tego prawo.

– Nie możemy zgodzić się na to, że kompetencje w sprawach, które nie zostały traktatami przyznane (…), żeby we wszystkich tych sprawach regulowała materię Komisja Europejska bądź TSUE w sposób ostateczny – podkreślił Mateusz Morawiecki.

Przed szczytem premier uczestniczył w spotkaniu koordynacyjnym szefów państw Grupy Wyszehradzkiej oraz spotkał się z premierem Hiszpanii, prezydentem Francji i z ustępującą kanclerz Niemiec. W ubiegłym tygodniu Angela Merkel oświadczyła, że unijni przywódcy powinni odejść od konfrontacji z Polską i podjąć dialog z rządem w Warszawie.

– Praworządność jest kluczowym aspektem Unii Europejskiej, ale jednocześnie musimy znaleźć sposób na naprawę wzajemnych relacji, ponieważ kaskada spraw w Trybunale Europejskim nie jest rozwiązaniem – mówiła Angela Merkel tuż przed szczytem.

Odblokowanie unijnych środków dla Polski jest w interesie Niemiec – wskazał politolog dr Bogdan Pliszka.

– W Niemczech jest świadomość tego, że z każdego euro, duża część, niektórzy twierdzą, że nawet 85 eurocentów, trafia do tzw. starej unii, przede wszystkim do Niemiec (…) To się wprost pojawia w artykule w <<Der Spiegiel>>: „Odblokujcie fundusze dla Polski, bo my tracimy” – wskazał.

W piątek szefowie państw członkowskich będą rozmawiać m.in. o transformacji cyfrowej w Europie oraz o kryzysie migracyjnym. Tylko w środę polską granicę próbowało nielegalnie przekroczyć sześćset osób, a od początku miesiąca ponad 11 tys. Polska jest traktowana jako kraj tranzytowy – podkreślił pułkownik Arkadiusz Olejniczak z zarządu operacyjno-śledczego Straży Granicznej.

Przede wszystkim nielegalni imigranci oczekują, że zorganizowany zostanie im przerzut do Niemiec, ewentualnie do Francji, gdzie są silne diaspory społeczności syryjskiej, kurdyjskiej i czeczeńskiej – poinformował pułkownik.

Mimo ogrodzenia z drutu kolczastego na granicy oraz wzmożonych patrolów i pomocy wojska, niektórym migrantom udaje się przedostać przez polsko-białoruską granicę i dotrzeć do Europy zachodniej. Niemiecka policja wskazuje, że od sierpnia na teren Niemiec przedostało się 4,5 tysiąca nielegalnych imigrantów.

TV Trwam News

drukuj