(fot.PAP)

Szansa dla polskiej złotówki leży w surowcach

By polska złotówka miała swoją moc, należy ją oprzeć na surowcach, które mamy, a do nich należy m.in. gaz z łupków – stwierdził dr Andrzej Sadowski.

Wiceprezydent Centrum im. Adam Smitha wziął udział w debacie PiS z cyklu Alternatywa, zatytułowanej „W obronie Polskiego Złotego”. Rozmawiano w niej o konsekwencjach, jakie może spowodować wstąpienie naszego kraju do euro strefy.

Ekspert tłumaczył, że jeżeli inne kraje mają lokalne waluty – mocno oparte o surowce tak, jak Norwegia ropę, to Polska może zrobić pieniądz konkurencyjny. My nie potrzebujemy euro – dodał.

– Nie możemy pozbawiać się takich ambicji. Mówienie tylko o przyjmowaniu euro, a nie myślenie o umocnieniu własnej waluty – jest od razu skazywaniem się na brak wyboru, a taki wybór póki co mamy. Przyjęcie euro jest w ogóle kwestią trzeciorzędną dla bogactwa Polski, gdyż te bierą się z pracy obywateli, a nie z dotacji unijnych czy przemalowania farby na banknocie – akcentował dr Andrzej Sadowski.

Prof. Andrzej Kaźmierczak, członek Rady Polityki Pieniężnej przypomniał raport opracowany dla śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Z dokumentu  wynika, że  Polska powinna rozważać przystąpienie do eurolandu, wówczas kiedy nastąpi spełnienie realnych warunków konwergencji. Dochód PKB na jednego mieszkańca w naszym kraju musi przybliżyć się do średniej ze strefy euro.

– Biorąc pod uwagę obecny poziom tego wskaźnika; w Polsce PKB na jednego mieszkańca stanowi około 64 proc. przeciętnego PKB na jednego mieszkańca w strefie euro. Możemy stąd wyciągnąć wniosek, jaka jeszcze nas czeka droga, abyśmy to przybliżenie, tę konwergencję uzyskali. Moim zdaniem rozważanie o przystąpieniu do strefy euro przed 2020 rokiem nie ma sensu – podkreślał profesor.

RIRM

drukuj