fot. sxc.hu

Spada zatrudnienie w szarej strefie? Ekonomiści sceptyczni

Ekonomiści z rezerwą podchodzą do badania Głównego Urzędu Statystycznego, z którego wynika, że spada zatrudnienie w szarej strefie. Według urzędu w ubiegłym roku „na czarno” pracowało ponad 700 tys. osób, czyli 4,5 proc. wszystkich pracujących.

10 lat temu było to 1 mln 300 tys. osób. Analitycy GUS-u wiążą ten spadek z wejściem Polski do Unii Europejskiej i strefy Schengen. Prof. Grażyna Ancyparowicz, ekonomista, podkreśla natomiast, że wnioski mogą być mylące, ponieważ dochody z szarej strefy rosną.

– Popatrzmy na przepływy pieniężne – bo z tej perspektywy najlepiej wnioskować, a nie z metodologii GUS-u, która działalność, moim zdaniem, nielegalną rozlicza do dochodów. Jeżeli wobec tego spojrzymy na przepływy pieniężne, to mniej więcej można szacować rozmiar „nielegalnej gospodarki”, czyli ukrytej czy też podziemia gospodarczego, na około 450 – 500 mld zł. Suma ta stanowi prawie 1,5 polskiego budżetu. Trudno tu zgodzić się z tymi wnioskami, bo dane finansowe przeczą wnioskom, które wynikają z badań rzeczowych – wskazuje prof. Grażyna Ancyparowicz.

Według GUS-u najczęściej w szarej strefie pracują osoby słabo wykształcone. Oferty pracy znajdują w branżach ogrodniczo-rolnych, usługach budowlanych oraz innych drobnych usługach. Przeciętny dochód z pracy rejestrowanej wyniósł 842 zł.

Badania dotyczące zjawiska pracy w szarej strefie Główny Urząd Statystyczny prowadzi od 1995 roku.

RIRM

drukuj