fot. tvn24.pl

Sondaże – narzędzie politycznego kreowania rzeczywistości

Sondaże poparcia to stały element polskiej i zagranicznej polityki. Politykom oraz partiom służą do mobilizacji swojego elektoratu. Niestety, część głosujących podczas wyborów parlamentarnych bądź prezydenckich sugeruje się wynikami sondaży, rezygnując z popierania kandydata bądź ugrupowania, z którego poglądami się zgadzają, na rzecz tego, który – według badań – ma większe szanse na wygraną, ulegając namowom, aby „nie marnować swojego głosu”. Tymczasem przykład polskich wyborów prezydenkich w 2015 roku bądź unieważnione głosowanie na prezydenta Rumunii pokazały, że poparcie sondażowe często ma niewiele wspólnego z poparciem rzeczywistym.

Sondaże poparcia mają to do siebie, że wyniki badań mogą bardzo różnić się od siebie w zależności od tego, która pracownia przeprowadza pomiary. Widać to na przykładzie polskiego podwórka, gdzie każda partia może znaleźć korzystne dla siebie sondaże, aby później epatować nimi w mediach społecznościowych w celu zmobilizowania swoich wyborców.

O czym warto pamiętać, przyglądając się sondażom? Na pewno warto zwrócić uwagę, czy w danych badaniach preferencji prezydenckich bądź parlamentarnych pracownia bierze pod uwagę wyborców niezdecydowanych. Niekiedy bowiem zdarza się, że odsetek takich osób może wynosić kilkanaście proc. badanych, co w duży sposób wpływa na wyniki takiego sondażu. Czym innym jest bowiem procentowe poparcie wśród samych wyborców zdecydowanych, a czym innym – wynik z uwzględnieniem badanych, którzy nie potrafili wskazać danego kandydata bądź partii. Należy również pamiętać, że istnieje zjawisko tzw. elektoratu ukrytego. Oznacza to takich respondentów, którzy zatajają przed ankieterami swoje prawdziwe preferencje wyborcze – poprzez niepodawanie ich bądź też poprzez wskazywanie na innego kandydata bądź partię. To powoduje, że wynik sondażowy niekoniecznie oddaje rzeczywiste poparcie danego polityka bądź formacji.

Wybory prezydenckie w Polsce w 2015 – wyborcza rzeczywistość ośmieszyła wiarygodność pomiarów sondażowych

Do rangi symbolu urosło już badanie przeprowadzone przez Centrum Badania Opinii Społecznej (ośrodek podległy rządowi) w lutym 2015 roku. W opublikowanym wówczas sondażu ubiegający się o reelekcję prezydent Bronisław Komorowski uzyskał wynik 63 proc., zaś kandydat PiS, Andrzej Duda – 15 procent.

W kolejnych miesiącach różnica między tymi dwoma kandydatami ulegała zmniejszeniu. W ostatnim sondażu przed I turą głosowania, zrealizowanym przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych, Komorowski uzyskał 36,3 proc. poparcia, zaś Duda – 28,3 proc. (wliczając niezdecydowanych). Według sondaży ówczesny prezydent miał wygrać I turę wyborów. Stało się jednak inaczej. Najwyższy wynik w I turze uzyskał bowiem Andrzej Duda, na którego zagłosowało 5 179 092 osób (34,76 proc.). Faworyzowany w sondażach Komorowski zajął drugie miejsce – 5 031 060 głosów (33,77 poparcia.). Trzeci rezultat w wyborczym wyścigu uzyskał Paweł Kukiz (20,80 proc. głosów), który również okazał się być mocno niedoszacowany w przedwyborczych badaniach opniii publicznej.

fot. https://prezydent2015.pkw.gov.pl/319_Pierwsze_glosowanie.html

Przed II turą głosowania sondaże nie były już jednoznaczne co do wskazania zwycięzcy. Według ostatniego badania IBRiS przed ciszą wyborczą na Komorowskiego chciało zagłosować 46,7 proc. respondentów, zaś na Dudę 46 proc. (7 proc. niezdecydowanych). Z kolei według sondażowni Millward Brown SA kandydata PiS poparło 45,8 proc. ankietowanych, zaś ubiegającego się o reelekcję prezydenta – 45,3 proc. wyborców (8,9 proc. niezdecydowanych). Ostatecznie prezydentem został Andrzej Duda, na którego zagłosowało 8 630 627 osób (51,55 proc.)

Rumunia – kandydat z kilkuprocentowym poparciem w sondażach zwyciężył w w I turze wyborów. Wyniki głosowania anulowano

O tym, że sondaże potrafią dość wyraźnie rozmijać się z rzeczywistym poparciem kandydatów przekonano się w ostatnich miesiąch w Rumunii. W tym kraju w listopadzie ubiegłego roku odbyła się pierwsza pierwsza tura wyborów prezydenckich. Faworytami do wejścia do II tury według badań byli Marcel Ciolacu oraz George Simion. Tymczasem wyniki głosowania były zupełnie inne od przewidywań. Najlepszy wynik uzyskał Calin Georgescu (22,94 proc.) – kandydat, któremu niektóre sondaże przedwyborcze dawały zaledwie 5 proc. poparcia! Taka rozbieżność wyników między badaniami a rzeczywistym głosowaniem to kompromitacja rumuńskich sondażowni i kolejny przykład na to, że nie należy brać wskazań ośrodków badania opinii społecznej jako pewnik. Inną kwestią pozostaje fakt unieważnienia wyników tych wyborów przez Sąd Konstytucyjny, a także wykluczenie Calina Georgescu z możliwości ubiegania się o urząd prezydenta Rumunii.

Zakaz publikacji sondaży przedwyborczych – jak to wygląda w Europie?

Niektóre państwa europejskie wprowadziły mocno posunięte ograniczenia dot. zakazu publikowania sondaży przedwyborczych. Ma to na celu ukrócenie procesu manipulacji opinią publiczną przez media i partie polityczne w końcówce kampanii. Przez ostatni miesiąc przed głosowaniem nie można publikować tego typu badań w Luksemburgu. We Włoszech zakaz przedstawiania wyników sondaży obowiązuje na 15 dni przed wyborami, natomiast w Hiszpanii – na 5 dni przed głosowaniem.

Traktujmy sondaże z przymrużeniem oka – szczególnie w czasie wyborów

Przed nami I tura wyborów prezydenckich w Polsce. Należy spodziewać się, że w ostatnich dniach przed ciszą wyborczą zostaną jeszcze opublikowane różne sondaże poparcia dla kandydatów w wyborach prezydenkich. Z pewnością zostaną one wykorzystane przez sztaby wyborcze poszczególnych polityków ubiegających się o najwyższy urząd w państwie. Można założyć, że sondażowi faworyci namawiać będą wyborców kandydatów z mniejszym poparciem w badaniach, aby „nie marnowali swojego głosu” i już od razu zagłosowali na tego teoretycznie silniejszego.

Pojawiają się już także badania sugerujące, którzy kandydaci wejdą do II tury i jak będą wyglądać przepływy elektoratów od innych kandydatów. W tym miejscu należy pamiętać o tym, że nigdy nie jest tak, że 100 proc. wyborców danego kandydata, który odpadł w I turze zagłosuje na jedną i tą samą osobę w powtórnym głosowaniu. Z pewnością wyborcy takiego kandydata podzielą się na trzy grupy: jedna z nich zagłosuje na polityka X, druga – na polityka Y, natomiast trzecia grupa w ogóle nie pójdzie po urn po raz drugi. Wybór tych osób zależeć będzie także od tego, czy któryś z dwóch kandydatów w powtórnym głosowaniu będzie im bliższy poglądowo. Pytanie, czy sondaże przed II turą biorą pod uwagę jeszcze jedną grupę głosujących – takich, którzy nie przyjdą do urn 18 maja, a zdrobią do dopiero dwa tygodnie później. Istnieje bowiem również taka grupa elektoratu, mogąca przeważyć szalę na korzyść jednego z kandydatów, szczególnie w sytuacji, gdzie różnica w głosach będzie niewielka.

Oczywiście, badania przewyborcze w Polsce suregują nam, kto ma największe szanse na triumf. Omawiane jednak wcześniej przykłady głosowania z 2015 roku w naszym kraju czy ubiegłoroczne wydarzenia z Rumunii pokazują, że sondaży nie należy traktować jako ostateczny wyznacznik czegokolwiek, ponieważ wyborcy swoimi głosami często lubią płatać figla pracowniom. Przekonamy się, czy do podobnej sytuacji dojdzie 18 maja.

Łukasz Brzeziński/radiomaryja.pl

drukuj