Wybory prezydenckie w Rumunii bez Calina Georgescu. Jest decyzja Sądu Konstytucyjnego
Lider sondaży w Rumunii, Calin Georgescu, ostatecznie został skreślony z listy kandydatów na prezydenta. Sąd Konstytucyjny podtrzymał decyzję Centralnego Biura Wyborczego.
Kandydat na prezydenta Rumunii, Calin Georgescu, został wykluczony ze startu w wyborach. Decyzję wydało Centralne Biuro Wyborczego, a podtrzymał ją Sąd Konstytucyjny.
– W tych chwilach demokracja i wolność wydają ostatnie tchnienie – powiedział Calin Georgescu wykluczony kandydat na prezydenta Rumunii.
Na ulice wyszli jego zwolennicy, by zaprotestować.
Podobne protesty odbyły się już grudniu ubiegłego roku, kiedy rumuński Sąd Konstytucyjny unieważnił wynik pierwszej tury wyborów. Wygrał ją właśnie Calin Georgescu, choć nie był faworytem w sondażach. Pojawiły się sugestie, że za jego kampanią w mediach społecznościowych mogła stać Rosja. Padły także oskarżenia o nieprzejrzyste finansowanie kampanii i szerzenie mowy nienawiści.
– Oskarżają go, ale nie pokazują żadnych dowodów. Gdyby były, powinny zostać upublicznione. Rząd pokazuje nam, że my, dwa miliony zwolenników, choć myślę, że jest nas teraz więcej, jesteśmy niezdolni do właściwego wyboru. W ten sposób skradziono nam prawo do głosowania, które jest prawem konstytucyjnym – mówiła Liliana, zwolenniczka Calina Georgescu.
Unieważnienie pierwszej tury wyborów tylko zwiększyło poparcie dla Calina Georgescu. W listopadzie ubiegłego roku uzyskał 23 proc. głosów. Ostatnie sondaże dawały mu poparcie na poziomie ponad 40 proc. już w pierwszej turze.
– Popieram Georgescu. Uważam go za jedynego człowieka, który naprawdę walczy o nasz kraj i naród rumuński – zaznaczyła Marinela, zwolenniczka Calina Georgescu.
Calin Georgescu oskarżany jest jednak przez mainstream o skrajnie prawicowe poglądy i sympatię wobec Rosji. Unieważnienie jego kandydatury to próba zablokowania nieliberalnych środowisk politycznych – wskazał politolog, prof. Zdzisław Winnicki.
– Efektem tego jest m.in. unieważnienie pierwszej tury wyborów, aresztowanie, a następnie skreślenie z listy kandydatów rumuńskiego polityka – podkreślił prof. Zdzisław Winnicki, politolog.
W momencie kryzysu demokratycznego w Bukareszcie – Bruksela milczy. Komisja Europejska wskazuje, że wybory w krajach członkowskich Unii są kompetencją krajową.
– Komisja nie komentuje rumuńskiego procesu wyborczego, który jest sprawą władz rumuńskich, a ostatecznie narodu rumuńskiego – odparł Markus Lammert, rzecznik Komisji Europejskiej.
Zupełnie inaczej Komisja Europejska podchodzi do zbliżających się wyborów prezydenckich w Polsce. Zamierza zorganizować „okrągły stół” i dyskusję na ten temat. Bruksela przekonuje, że nie chce dopuścić, by doszło w Polsce do dezinformacji. Także koalicja rządząca przekonuje, że „wariant rumuński” – czyli rzekomy wpływ Rosjan na wybory prezydenckie – nie przejdzie.
– Nie może być tak, że jakiekolwiek państwo wpływa na wybory w innym państwie – zauważył Paweł Śliz, poseł Polska 2050.
To, co dzieje się w Rumunii, może wydarzyć się także w Polsce – przestrzega Paweł Sałek, poseł Prawa i Sprawiedliwości.
– To jest realne zagrożenie naszej demokracji i realne zagrożenie dla funkcjonowania państwa prawa – zwrócił uwagę Paweł Sałek, poseł PiS.
Po pierwszej turze wyborów w Rumunii, a przed wyborami do niemieckiego Bundestagu, jeden z byłych unijnych komisarzy powiedział: „Zrobiliśmy to w Rumunii, zrobimy to i w Niemczech”. Była to wyraźna sugestia, że jeśli wybory wygra eurosceptyczna AfD, to mogą one zostać unieważnione – mówił dr Bogdan Pliszka z Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego.
– Komisja Europejska, jawnie sowiecka, szykuje się do tego, żeby w Polsce zareagować, jeśli wybory wygra nie ten, kto się podoba pani von der Leyen i innym komisarzom – akcentował dr Bogdan Pliszka z Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego.
Pierwsza tura wyborów prezydenckich w Rumunii odbędzie się 4 maja. W Polsce dwa tygodnie później – 18 maja.
TV Trwam News




