fot. PAP/Piotr Nowak

Służby badają sprawę ataku hakerskiego na min. M. Dworczyka

Minister Michał Dworczyk padł ofiarą ataku hakerskiego. Najprawdopodobniej stoją za tym obce służby, których celem była dezinformacja i podważanie zaufania do instytucji państwa polskiego. Ślady, które pozostawili hakerzy, wskazują, że pochodzą z Rosji. Sprawę badają polskie służby.

Hakerzy włamali się na konto żony Michała Dworczyka na portalu społecznościowym. Opublikowali tam oświadczenie, którego minister miał być autorem. Post informujący o przejęciu prywatnej skrzynki email szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów zawierał przekierowanie na stronę rosyjskiego serwisu Telegram.

„Zostały skradzione dokumenty służbowe, które zawierają informacje niejawne i mogą być wykorzystane do wyrządzenia szkody bezpieczeństwu narodowemu RP, a także mogą być wykorzystane jako dowód rzekomej polskiej ingerencji w sprawy wewnętrzne Białorusi” – brzmiała treść wpisu.

W nocy minister Michał Dworczyk poinformował, że wpis został sfabrykowany. Zapewnił, że hakerzy nie uzyskali dostępu do żadnych tajnych dokumentów państwowych.

– Na mojej skrzynce e-mail nie było żadnych niejawnych plików, materiałów o klauzulach poufne, tajne, ściśle tajne czy zastrzeżone. Te informacje są nieprawdziwe – powiedział minister Michał Dworczyk.

Szef KPRM zgłosił sprawę służbom, które prowadzą już czynności wyjaśniające.

„W związku oświadczeniem ministra Michała Dworczyka wydanym we wtorek informuję, że służby specjalne analizują wydarzenia opisane przez ministra w wyżej wymienionym oświadczeniu. Zgłoszenie w tej sprawie wpłynęło do ABW we wtorek” – poinformował Stanisław Żaryn, rzecznik Ministra-Koordynatora Służb Specjalnych.

Wszystko wskazuje na to, że atak miał na celu sianie dezinformacji w społeczeństwie i podważenie zaufania obywateli do przedstawicieli władzy. Nie ma wątpliwości, że stają za tym zagraniczne służby – zaznaczył wicepremier Jarosław Gowin.

– Wiemy doskonale, że służby potrafią wykradać informacje, dokonywać skutecznych ataków na najbardziej strzeżone informacje największych potęg światowych – powiedział wicepremier Jarosław Gowin.

Białoruski aktywista i bloger Nexta, Sciapan Puciła, zwrócił uwagę, że w metadanych plików udostępnionych na zhakowanych kontrach żony ministra są rosyjskie symbole. Dziennikarz poinformował ponadto, że ofiarami podobnych ataków padają też inni politycy wspierający opozycję białoruską oraz Białorusini przebywający poza granicami ojczyzny.

„Biorąc pod uwagę kampanię dezinformacyjną organizowaną przez białoruską propagandę, porwanie samolotu z Romanem Protasiewiczem na pokładzie i bezskuteczne próby handlu więźniami politycznymi z Zachodem, nie ma wątpliwości, że i te operacje to przygotowany, zaplanowany atak ze strony „Państwa Związkowego”zaznaczył Sciapan Puciła.

Autorów prowokacji zdradza składnia, którą się posługiwali.

– Składnia opublikowanych wpisów i rusycyzmy tam zawarte oraz metadane wskazują, że część materiałów była opracowywana w rosyjskojęzycznym edytorze – mówił minister Michał Dworczyk.

 

W związku z atakiem politycy opozycji krytycznie oceniają stan cyberbezpieczeństwa w Polsce. Oczekują, że sprawą zajmą się sejmowe komisje.

– Jest to sytuacja niebywała, że w Polsce, w kraju Unii Europejskiej, nie mamy żadnego zabezpieczenia kontrwywiadowczego. Służby leżą, państwo jest z dykty – powiedział poseł Paweł Olszewski z PO.

To sygnał ostrzegawczy ze strony służb białoruskich oraz rosyjskich – podkreślił ekspert ds. bezpieczeństwa, Sebastian Trojak.

– Relacje od dłuższego czasu nie są dobre. To kolejna próba eskalacji trudnych relacji między stroną polską a rosyjską. Musimy temu przeciwdziałać. Polskie służby cały czas muszą być aktywne, muszą działać ofensywnie i wyprzedzać wszelkiego rodzaju działania – wskazał Sebastian Trojak.

Cyberatak mógł być odpowiedzią na zaangażowanie ministra Michała Dworczyka na rzecz przemian demokratycznych w Europie Środkowo-Wschodniej. Jeszcze przed rozpoczęciem działalności politycznej wspierał Polaków na Kresach Wschodnich oraz tamtejsze środowiska demokratyczne. Przez jedenaście lat miał zakaz wjazdu do Rosji i na Białoruś.

 

TV Trwam News

drukuj