Śladami ks. kard. Stefana Wyszyńskiego: Lublin, Warszawa, Gniezno

Lublin, Warszawa, Gniezno to szczególne miejsca naznaczone obecnością ks. kard. Stefana Wyszyńskiego. To tam pełnił posługę biskupią, a później już jako prymas. Nie było to łatwe zadanie, ponieważ Polska odbudowywała się ze zniszczeń wojennych, a do tego władza komunistyczna, która nastała zaraz po wojnie, również tego nie ułatwiała.  

– Droga biskupia ks. kard. Stefana Wyszyńskiego prowadziła od Lublina poprzez Warszawę i Gniezno. Ta droga naznaczona jest poważnymi dokonaniami. Przede wszystkim na terenie Warszawy i Gniezna, gdzie sprawował swoją funkcję ponad 30 lat. Odbudował zniszczenia wojenne, zwłaszcza katedr. (…) W Warszawie kontynuował dzieło ks. prymasa Hlonda, jeśli chodzi o odbudowę kościołów w stolicy. Po Powstaniu Warszawskim zostało zniszczonych ponad 90 kościołów warszawskich. Prymas Stefan Wyszyński odbudował dzięki swoim działaniom prawie 60 z nich i to jest dzieło, które pozostało w dzisiejszej Warszawie namacalnym świadectwem jego obecności. Nie mielibyśmy najprawdopodobniej tak wielu tradycyjnych kościołów warszawskich, gdyby nie wysiłki prymasowskiego Komitetu Odbudowy Kościołów, na którego czele stał ks. Prymas Wyszyński i któremu zapewniał autorytet – ocenił prof. dr hab. Paweł Skibiński z Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego.

Po zakończeniu wojny ks. kard. Stefan Wyszyński  wrócił do Włocławka, gdzie organizował Wyższe Seminarium Duchowne i 19 marca 1945 roku został jego rektorem. 15 marca 1945 roku mianowano Go kanonikiem kapituły katedralnej we Włocławku. Z tego miejsca trafił do Lublina. 4 marca 1946 roku został ogłoszony przez papieża Piusa XII biskupem diecezjalnym diecezji lubelskiej. Święcenia biskupie otrzymał 12 maja z rąk ks. kard. Augusta Hlonda, prymasa Polski, na  Jasnej Górze. W swoim herbie biskupim umieścił słowa „Soli Deo”.  26 maja 1946 roku odbył się uroczysty ingres.

– Miasto witało go z wielką radością, a on wracał do swoich, do tych murów i do tych ludzi, i do tych krajobrazów, które już dwa razy mógł poznać. Ten krótki pontyfikat trwał do 30 stycznia 1949 roku, kiedy odjechał z Lublina i pojechał do Gniezna. Można ogólnie powiedzieć, że ten czas go przygotowywał do wielkich zadań, jakie mu Opatrzność Boża miała wkrótce powierzyć w Warszawie, Gnieźnie, w Polsce, w całej Europie. Był bardzo gorliwym duszpasterzem. Sytuacja była trudna, powojenne zniszczenia materialne, także moralne. Katedra stosunkowo zniszczona, dlatego rozpoczął jej odbudowę, ale przede wszystkim z wielką  gorliwością rozpoczął odbudowę życia duchowego. Jak sam przyznał, tam uczył się życia. On, który był bardziej naukowcem, redaktorem, tutaj uczył się, jak być duszpasterzem, jak przewodzić Kościołowi, a że był uczniem niezwykle pojętnym, genialnym to wiele się nauczył – podkreślił ks. abp Stanisław Budzik, metropolita lubelski.

Lublin to przede wszystkim Katolicki Uniwersytet Lubelski. Jak wskazał śp. ks. prof. dr hab. Andrzej Maryniarczyk – związki ks. prymasa Stefana Wyszyńskiego z uniwersytetem były bardzo długie.

Rozpoczynają się w 1925 roku, kiedy podjął studia na wydziale prawa kanonicznego, a także na wydziale prawa i ekonomii oraz nauk społecznych. Następnie był kanclerzem w latach 1946-1948, a później już jako Prymas pozostaje przede wszystkim przewodniczącym Episkopatu, a pamiętajmy, że Uniwersytet był własnością Episkopatu, zaś Prymas jako przewodniczący Episkopatu odpowiadał też za uniwersytet. Dla Prymasa KUL był takim szczególnym miejscem, gdyż był jakby „papierem lakmusowym” tego, co będzie w przyszłości działo się w Kościele polskim. Tu zawsze rozpoczynały się pierwsze prześladowania albo pierwsze ograniczania, albo pierwsze podatki, które narzucano, co później praktykowano w całym Kościele polskim czy całym społeczeństwie katolickim – wyjaśnił.

Droga ks. kard. Stefana Wyszyńskiego do kanclerstwa na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim prowadziła przez czas bycia studentem – mówiła dr hab. Alina Rynio z katedry pedagogiki chrześcijańskiej KUL.

Po święceniach kapłańskich w 1925 roku przyszły Prymas Polski zostaje wysłany na studia i są to studia prawnicze na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, w siódmym roku od jego zaistnienia. Studiuje prawo kanoniczne, ale równocześnie łączy to z realizacją swoich zainteresowań – katolicką nauką społeczną. Tradycją diecezji lubelskiej i KUL-u jest to, że każdy biskup miasta Lublin obejmuje funkcję kanclerza. Ks. kard. Stefan Wyszyński do tej funkcji jest bardzo dobrze przygotowany. Wie, jaka jest misja Uniwersytetu, jakie zadania przed nim stoją. Ma też rozeznanie co do czasów, w których przychodzi mu realizować swoje kapłaństwo i swoje posłannictwo. Zna też swoją misję jako pasterza diecezji i przede wszystkim podejmuje bardzo intensywną pracę duszpasterską, ale też głosi wykłady –  dodał.  

– W Lublinie dał się poznać jako bardzo dobry pasterz, bo wcześniej nie znano go od tej strony – powiedział ks. prof. Zygmunt Zieliński, historyk, emerytowany profesor KUL.

W archiwum prymasowskim w Warszawie znajduje się ostatnia wola będącego u schyłku życia prymasa Polski Augusta Hlonda, podyktowana osobistemu sekretarzowi ks. Antoniemu Baraniakowi, w której prosi listem do papieża Piusa XII o mianowanie swoim następcą biskupa lubelskiego, Stefana Wyszyńskiego. Nominację dostał w momencie pełnienia posługi biskupiej w Lublinie.  Bulla nominacyjna została podpisana przez papieża 16 listopada.

2 lutego, kiedy przybył do Gniezna z Trzemeszna, zatrzymał się w kościele św. Michała na wzgórzu Zbarskim i z tego kościoła rozpoczął swój ingres do Gniezna. (…) Jak sam wspominał, nie było to jakieś imponujące wejście, dlatego że były to trudne czasy. Prymasowi towarzyszyło ok. 15 tys. osób, które zgromadziły się także na trasie. Towarzyszyła mu grupa księży oraz kilku miejscowych biskupów. Nie było wielkiego zgromadzenia wiernych. Wszedł do katedry ulicami miasta, pozdrawiał oczywiście mieszkańców, potem wszedł do katedry gnieźnieńskiej, już częściowo odbudowanej (oczywiście po wojnie przez kardynała Hlonda), pokłonił się św. Wojciechowi. Tam został powitany przez biskupa Lucjana Beranckiego, wygłosił krótką homilię, bardziej opartą na liście pasterskim, który wcześniej skierował do swoich diecezjan w Gnieźnie i Warszawie, więc jak sam mówi, powtórzył te treści, które są zawarte w liście, m.in. bardzo znane i powtarzane zdanie: „Przychodzę do was nie jako polityk, jako dyplomata, jako mąż stanu, ale jako wasz biskup, jako wasz pasterz, jako ten, który będzie się troszczył o dusze wasze, i jako wasz ojciec w wierze”. Potem mówiono, że kiedy wrócił prowadzony entuzjazmem wiernych do rezydencji prymasów, z balkonu powiedział jeszcze takie słowo, bardzo istotne, ważne, które jednak podkreślało rolę Kościoła w rzeczywistości, w której przychodziło mu żyć i zmagać się o wolność Kościoła, więc już w tym pierwszym słowie pozdrowienia wskazał jednak na to, że będzie stał bardzo jasno na straży wolności religijnej, na straży Kościoła, na straży wolności ludzi, którzy zaczynali przeżywać czas komunistyczny w bardzo trudny sposób – wspominał ks. abp Wojciech Polak, metropolita gnieźnieński.

Warszawski ingres miał miejsce 6 lutego 1949 roku.

„Od dziś zaczyna się moja droga przez Warszawę. Znam ją dobrze, jestem z nią związany tak blisko, może najbardziej była mi bliska, gdy broczyła krwią w powstaniu, gdy patrzyłem z Izabelina na dymy ofiarnego wielkiego ołtarza całopalenia. Dzisiaj muszę pokochać Warszawę i oddać jej swoje siły i życie. O wiele to łatwiej dziś niż kiedykolwiek. Oby Bóg – Miłość nadał tej pasterskiej miłości swoje Ojcowskie oblicze” – pisał we wspomnieniach ks. kard. Stefan Wyszyński.

Jak wspomniał ks. Bogdan Bartołd, proboszcz archikatedry warszawskiej, jeżeli chodzi o katedrę warszawską i Sługę Bożego ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, to związek jest niesamowity.

Katedra jest zawsze tym kościołem, który należy do ordynariusza. Jak został nim ks. kard. Stefan Wyszyński, to było jego miejsce szczególne, dlatego że było to miejsce, gdzie odbywały się najważniejsze uroczystości, gdzie sprawował swoją posługę duszpasterską. Ilekroć ks. Kardynał przybywał do tego miejsca, żeby odprawiać Eucharystię, głosić Słowo Boże, katedra była wypełniona do ostatniego miejsca, nawet nie tylko do ostatniego miejsca, ale lud wiernych stał na zewnątrz, wypełniając dosyć szczelnie ul. Świętojańską, sięgając po Plac Zamkowy. To było miejsce, które myślę, że dla ks. kard. Wyszyńskiego stanowiło również szczególną rolę jako nauczyciela, jako pasterza. Sam pamiętam jako bardzo młody człowiek jego homilie. Można powiedzieć, że cisza w katedrze była wtedy niesamowita. Nagłośnienie jeszcze nie było tak dobre jak dzisiejsze, a myśmy wszyscy będąc w katedrze warszawskiej, rzeczywiście wsłuchiwali się w słowo, które do nas kierował. Pamiętam, że w piękny sposób rozpoczynał swoje homilie: „Dzieci moje”. To było niesamowite, że myśmy czuli się wtedy – przynajmniej ja jako młody człowiek – że mamy kogoś, kto jest naszym pasterzem, ale również jest naszym ojcem – dodał.

Jak zaznaczył ks. kard. Kazimierz Nycz, ks. prymas Stefan Wyszyński na początku wcale nie miał łatwo.

Pamiętajmy, że pierwszą trudnością było to, że wcale nie był kandydatem biskupów w Polsce. Widzieli zupełnie kogo innego i kogo innego przygotowywali do posłania  do Rzymu. (…) Wchodził niejako z polecenia bezpośredniego papieża Piusa XII. Przychodził do dwóch diecezji, do gnieźnieńskiej i warszawskiej, ponieważ za ks. kard. Hlonda zostało dokonane połącznie unią personalną Warszawy i Gniezna po to, żeby Prymas mógł rezydować w Warszawie, czyli była trudność druga, bo był biskupem dwóch wielkich diecezji. (…) Trzecia trudność to było niewątpliwie to, że zastał Warszawę praktycznie zrujnowaną. W mieście było mało ludzi, którzy nie mieli gdzie mieszkać, dopiero się sprowadzali. Trwała wielka odbudowa. Wszystkie kościoły z wyjątkiem dwóch, które ostały, były zburzone, łącznie z katedrą i w to wszystko wszedł. Była również trudność od tej strony, że w Polsce rozwijał się komunizm przywieziony z Moskwy – wyjaśnił.

Europa została podzielona i Polska znalazła się po stronie krajów podległych Moskwie.

W związku z tym współpraca z rządem w latach 1948-1953 była bardzo trudna. Prymas oczywiście prowadził swoją działalność w sposób roztropny, chcąc – jak się mówiło – kupić czas, zyskać czas na to, żeby Kościół się przygotował. Nawet niektórzy mówili, że za bardzo – w jakimś sensie – dogadywał się z tamtą władzą, że trzeba było  dogadywać  się mniej, chodzi zwłaszcza o porozumienie z 1950 roku. Wiemy, że spełniło ono swoją rolę, ale wiemy, że było tak trudno, że Prymas skończył więzieniem, internowaniem – wskazał ks. kard. Kazimierz Nycz.

W pierwszych latach ks. Prymas nie mieszkał w Domu Arcybiskupów Warszawskich, ponieważ był całkowicie zniszczony przez wojnę. Prymas Stefan Wyszyński go odbudował i wprowadził się do niego w styczniu 1953 roku. Poświęcenie tego domu nastąpiło, kiedy jego koledzy kardynałowie mianowani przez Piusa XII otrzymywali kapelusze kardynalskie w Rzymie. Jemu komuna nie dała paszportu – wspomniał ks. kard. Kazimierz Nycz i dodał, że „w tej łączności przyszedł, poświęcił odbudowany dom i z tego domu niecałe pół roku później został aresztowany”.

radiomaryja.pl/TV Trwam

drukuj