fot. PAP/Grzegorz Jakubowski

Skandaliczne zaniedbania BOR-u dot. wizyty z 10 kwietnia 2010 r.

Biuro Ochrony Rządu pod rządami gen. Mariana Janickiego dopuściło się skandalicznych zaniedbań przy zabezpieczeniu wizyty VIP-ów z 10 kwietnia 2010 r. Dziennikarze tygodnika „wSieci” ujawnili fragmenty raportu z audytu przeprowadzonego w Biurze przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji.

Z dokumentu wynika, że kierownictwo BOR-u powierzyło sprawdzenie pirotechniczne Tu-154M przed lotem do Smoleńska magazynierowi po wylewie, a czynność ta wymaga pewnej sprawności i wysiłku, by wykonać ją szczegółowo.

To, do czego dotarliśmy, pokazuje jak lekceważono wizytę prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego delegacji w Katyniu – powiedział red. Marcin Wikło z „wSieci”.

Dowiedzieliśmy się, że sprawdzenie pirotechniczne samolotu wymaga naprawdę dobrego zdrowia fizycznego, bo to trzeba wejść do luku, podciągnąć się, schylić itd. Natomiast przez Mariana Janickiego został oddelegowany człowiek po wylewie, który był na stanowisku magazyniera w dziale pirotechniki. Został on przesunięty właśnie w związku z tymi problemami zdrowotnymi. Wiadomo było, że wszystkich tych czynności on nie mógł wykonać i nie wykonał. A został on przesunięty dlatego, że jeżeli kilkanaście razy podczas służby pirotechnik takie sprawdzenie wykona, czyli wykona pracę niebezpieczną, to potem będzie mu się to liczyło jako dodatek do emerytury czy pensji – wskazał red. Wikło.

Inną bulwersującą sprawą było obniżenie rangi wizyty z 10 kwietnia 2010 r., mimo że wcześniej pojawiały się pogróżki o zamachu na prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Co więcej, pomimo trudnej ówcześnie sytuacji geopolitycznej nie zorganizowano tzw. operacji ochronnej BOR. Polega ona m.in. na zwiększeniu sił i składu osobowego do ochrony VIP-ów – wskazują dziennikarze „wSieci”.

RIRM

drukuj