fot. PAP/Tomasz Waszczuk

Sejm nie zgodził się na uchylenie immunitetu Iwonie Arent

Sejm w czwartkowym głosowaniu nie zgodził się na uchylenie immunitetu posłance PiS Iwonie Arent. Wnioskowała o to posłanka PO-KO Kinga Gajewska, która zarzuciła jej naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego.

Za wyrażeniem zgody na uchylenie immunitetu Arent opowiedziało się 163 posłów, 243 było przeciw, 8 wstrzymało się od głosu. Większość bezwzględna wynosiła 231.

Sprawa dotyczy burzliwego posiedzenia Sejmu w nocy z 18 na 19 lipca 2017 roku, kiedy Izba rozpatrywała projekt ustawy o Sądzie Najwyższym. Według Gajewskiej posłanka Arent próbowała wyrwać jej telefon, którym nagrywała m.in. prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego.

Odrzucenie wniosku posłanki Gajewskiej negatywnie zaopiniowała 13 marca sejmowa komisja regulaminowa, spraw poselskich i immunitetowych.

Podczas posiedzenia komisji obrońca Arent, posłanka PiS Małgorzata Wassermann wnioskowała o negatywne zaopiniowanie wniosku Gajewskiej. Wassermann wyraziła „najwyższe zdziwienie, iż w tak poważnym miejscu jak Sejm, na sali, w czasie debaty ktoś wyciąga telefon komórkowy i po prostu nagrywa”.

„Muszę państwu powiedzieć, że to są standardy, z którymi ja nigdy wcześniej nie miałam do czynienia” – dodała.

Sama Arent podkreśliła, że nie czuje się winna.

„Wszyscy widzieli, byli wtedy na sali, że nie doszło do takich czynów. W związku z tym uważam, iż nie powinnam się zrzekać immunitetu, bo nie mam po co i dlaczego” – stwierdziła posłanka PiS.

Podczas debaty w Sejmie w lipcu 2017 r. poseł PO Borys Budka zwracając się do szefa PiS Jarosława Kaczyńskiego mówił: „Pan jest wyjątkową osobą, ponieważ amnezję, którą pan potrafił uruchomić we właściwym czasie, pan ją uruchamia wtedy, gdy zmieniają się pana poglądy. Dopóki był śp. Lech Kaczyński, pan nie odważył się podnieść ręki na wymiar sprawiedliwości, bo na szczęście był ktoś, kto rozumiał, na czym polega trójpodział władzy. Tym aktem prawnym, tym zestawem ustaw państwo próbujecie zdusić polską demokrację”.

Na te słowa zareagował Kaczyński.

„Przepraszam bardzo panie marszałku, ale ja bez żadnego trybu. Wiem, że boicie się prawdy, ale nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego śp. brata, niszczyliście go, zamordowaliście go, jesteście kanaliami” – wówczas oświadczył lider PiS.

Sejm lub Senat wyraża zgodę na pociągnięcie posła lub senatora do odpowiedzialności karnej w drodze uchwały podjętej bezwzględną większością głosów ustawowej liczby posłów lub senatorów. Nieuzyskanie wymaganej większości głosów oznacza podjęcie uchwały o niewyrażeniu zgody na pociągnięcie posła lub senatora do odpowiedzialności karnej.

PAP/RIRM

drukuj