fot. PAP/Radek Pietruszka

Rzecznik Sądu Najwyższego w TV Trwam: Niech politycy nie liczą na to, że będziemy działać na podstawie czego innego niż obowiązujących przepisów prawa

Politycy mają takie oczekiwania, żeby wszyscy grali w takt muzyki, który oni zapodadzą. Natomiast Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawa, w którym obowiązuje prawo, a organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa. Niech więc politycy nie liczą na to, że będziemy działać na podstawie czego innego niż obowiązujących przepisów prawa – powiedział w poniedziałkowym „Polskim punkcie widzenia” na antenie TV Trwam prof. Aleksander Stępkowski, sędzia, rzecznik Sądu Najwyższego.

Praca w Sądzie Najwyższym jest teraz bardzo intensywna. Pracownicy tego organu zmagają się z ogromną ilością protestów wyborczych.

– Wydaje nam się, że najgorsze chwile mamy za sobą. Pracownicy administracyjni, ale też sędziowie, pracowali niestety również w Boże Ciało, ale i po Bożym Ciele (cały tzw. długi weekend), natomiast ta praca przyniosła efekty. Widzimy światełko w tunelu, ono jest coraz bardziej intensywne i chyba nie jest to pociąg – powiedział prof. Aleksander Stępkowski.

Protesty są cały czas rejestrowane. W czasie emisji poniedziałkowego „Polskiego punktu widzenia” zarejestrowanych było ponad 30 tys. z nich, jednak zdaniem gościa programu rozpatrzono ok. 50 tysięcy.

– Te protesty można podzielić na kilka kategorii. Po pierwsze, jest to mniej więcej dziewięć wzorów protestów, które są powielane po wielokroć, czasami kilkadziesiąt tysięcy razy, czasami tylko kilka tysięcy razy (…). Poza tym mamy kilkaset protestów indywidualnych – nie według jakiegoś formularza, jakiegoś wzoru, tylko po prostu składanych przez wyborców, ale jest to zupełnie inna liczba niż te powielane. Jest to zaledwie kilkaset i teraz, gdy zostaną zidentyfikowane protesty indywidualne, one są jak najszybciej kierowane do składów orzekających, ażeby te protesty zostały rozpatrzone, natomiast pozostałe protesty – te z dziewięciu spraw-matek – są segregowane i przygotowane do wydania postanowienia o połączeniu ich do wspólnego rozpoznania i one będą rozpatrywane w ostatniej kolejności, gdy już będziemy mieli pewność, że wszystkie tzw. protesty-córki (jak je określano u nas w Sądzie) zostaną połączone z protestem-matką. Wówczas skokowo wzrośnie liczba rozpoznanych protestów. W tej chwili rozpoznano około dwustu z nich, trzy okazały się zasadne, tyle tylko, że nie miały wpływu na wynik wyborów. Ogromna większość tych protestów to protesty, którym nie można było nadać dalszego biegu ze względu na niespełnianie kryteriów formalnych. Pewna liczba protestów również została załatwiona w ten sposób, że zostały połączone do wspólnego rozpoznania razem z innymi protestami – wyjaśnił rzecznik Sądu Najwyższego.

Prowodyr akcji masowego składania protestów wyborczych (często pozostawiających wiele do życzenia w kwestiach formalnych), poseł Roman Giertych z Koalicji Obywatelskiej, forsuje narrację, jakoby Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN, zajmująca się ich rozpatrywaniem, nie była do tego odpowiednia, gdyż zasiadają w niej „neosędziowie”.

– Politycy mają takie oczekiwania, żeby wszyscy grali w takt muzyki, który oni zapodadzą. Natomiast Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawa, w którym obowiązuje prawo, a organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa. To artykuł siódmy konstytucji i oczekiwanie formułowane względem Sądu Najwyższego, że będzie działał z naruszeniem prawa, abstrahując od obowiązujących przepisów, jest marzeniem ściętej głowy. Niech więc politycy nie liczą na to, że będziemy działać na podstawie czego innego niż obowiązujących przepisów prawa – oznajmił sędzia.

Premier Donald Tusk z kolei apeluje do prezydenta Andrzeja Dudy, by ten cofnął swoje weto dotyczące tzw. ustawy incydentalnej, według której w Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN zasiadać mieliby sędziowie najstarsi stażem (czyli de facto postkomuniści).

– Rozumiem, że politycy chcieliby sobie dobierać składy sędziowskie, które będą rozpoznawały sprawy, jakie znajdują się w kręgu ich zainteresowań. Natomiast ja nie jestem politykiem, nie zamierzam się ustosunkowywać do prowokacji, które politycy popełniają w przestrzeni publicznej. Dlatego proszę nie liczyć na to, że będę się wdawał w jakieś polemiki bądź odnosił się do sformułowań, do których nie ma sensu się odnosić, ponieważ trudno je rozpatrywać w jakichkolwiek racjonalnych kategoriach prawnych. Są to po prostu polityczne prowokacje i uważam osoby, które głoszą tego typu poglądy za politycznych awanturników i prowokatorów. Sąd Najwyższy nie będzie się wdawał w tego typu awantury czy jakieś prowokacje – mówił prof. Aleksander Stępkowski.

Zwolennicy Koalicji Obywatelskiej zapowiadają protesty przed Sądem Najwyższym. Gość „Polskiego punktu widzenia” zaznaczył, że tego rodzaju zapowiedzi nie robią na sędziach wrażenia, a oni sami zamierzają cały czas działać w granicach i na podstawie prawa. Jak wskazał, działania polityków mające wywoływać emocje i polaryzację społeczną nie są obszarem, w który w jakikolwiek sposób powinien angażować się Sąd Najwyższy.

– Nie będziemy w żaden sposób brać pod uwagę tego typu zdarzeń. Będziemy po prostu działać zgodnie z obowiązującym prawem – zadeklarował rzecznik SN.

radiomaryja.pl

drukuj