Rządowy projekt mrożenia cen energii ma zmusić prezydenta do podpisania zmian dot. budowy wiatraków
Koalicja władzy skleiła w jednym projekcie mrożenie cen prądu i budowę wiatraków na lądzie. Rządzący chcą, by turbiny stały w odległości 500 metrów od zabudowań. Projekt został przyjęty w środę w Sejmie, ale jego zwolennikiem nie jest prezydent Andrzej Duda.
Zgodnie z rządową propozycją, ceny prądu mają być utrzymane na poziomie 500 zł za megawatogodzinę, również w czwartym kwartale, ponieważ – jak oznajmiła minister klimatu i środowiska, Paulina Hennig-Kloska – „udało nam się osiągnąć dość znaczne oszczędności”.
Nie oznacza to, że za prąd do końca roku będziemy płacić tyle samo.
– Przywrócenie opłaty mocowej powoduje także wzrost przeciętnego rachunku o ponad 8 proc. od lipca – zwróciła uwagę dr Gabriela Masłowska z Rady Polityki Pieniężnej.
Projekt o mrożeniu cen prądu rząd połączył z budową wiatraków na lądzie. Wrócił do tych regulacji po wielu miesiącach. Na początku kadencji projekt upadł, bo powszechnie został uznany za lobbystyczną wrzutkę.
– Potrzebujemy zrównoważonego i stabilnego miksu, a nie miotania się z wiatrakiem na sztandarach, jakby to był jakiś talizman – stwierdziła poseł Małgorzata Golińska z Prawa i Sprawiedliwości.
Rząd chce stawiać turbiny wiatrowe w odległości 500 metrów od zabudowań. Dr inż. Bogdan Sedler z Fundacji Naukowo-Technicznej „Gdańsk” wskazał, komu najbardziej zależy na takim rozwiązaniu.
– Przecież sprowadzamy czasami elementy wycofane z Niemiec. To są głównie firmy zachodnie, które mają odpowiednie technologie produkcji dużych turbin wiatrowych – powiedział ekspert.
Sklejenie osłon na prąd z budową wiatraków to pułapka – ostrzegał w Sejmie poseł Paweł Sałek z PiS.
– Państwo chcą przede wszystkim załatwić sprawę liberalizacji zasad budowy turbin wiatrowych w Polsce i ważne, żeby Polacy to usłyszeli – podkreślał polityk.
Dołączenie do tego zapisów o mrożeniu cen to próba postawienia w trudnej sytuacji prezydenta Andrzeja Dudy, który publicznie deklarował, że nie jest entuzjastą wiatraków.
– Niestety pan premier i jego współpracownicy, wrzucając taką poprawkę, która ma zabezpieczyć Polaków przed wzrostami cen energii, po prostu próbują wymusić na mnie podpis na tej ustawie, stawiając mnie pod ścianą – uważa głowa państwa.
Sejm poparł projekt. Głosowano nad nim w środę w późnych godzinach wieczornych. Dyskusji o wiatrakach do końca towarzyszyły ogromne emocje.
– Polska energetyka jest najbardziej emisyjna w Europie. My ją zmieniamy, by ceny energii były tańsze – mówiła Paulina Hennig-Kloska.
Minister upierała się, że wiatraki to sposób na tanią energię. Chętnie przemilcza jednak fakt, że do Unia Europejska wciąż dokłada do odnawialnych źródeł energii i mimo dużych inwestycji w ten rodzaj energii, traciła wciąż dystans m.in. do Stanów Zjednoczonych.
– Drożeje energia elektryczna w tej chwili dlatego, że za dużo już produkujemy zielonej energii – ocenił poseł Krzysztof Tchórzewski z PiS.
– Suwerenność nie oznacza miliardów pompowanych w wiatraki niemieckie, w gospodarkę niemiecką – zwrócił uwagę poseł Krzysztof Mulawa z Konfederacji.
Parlamentarzyści PiS już zapowiedzieli własny projekt o mrożeniu cen.
– Zaproponujemy prawdziwą tarczę antykryzysową, czyli 412 zł za jedną megawatogodzinę dla gospodarstw domowych i 500 zł dla całego biznesu i samorządu terytorialnego – oznajmił poseł Janusz Kowalski z PiS.
412 zł to cena prądu sprzed podwyżki, wprowadzonej już w trakcie rządów premiera Donalda Tuska.
TV Trwam News



