(fot. PAP)

Edukacja seksualna dla czterolatków

Zgodnie z zaleceniem WHO edukacja seksualna powinna się rozpocząć jeszcze przed ukończeniem czwartego roku życia. Te nowe standardy ma popularyzować rząd Donalda Tuska. Takie wnioski płyną z konferencji współorganizowanej przez resort edukacji i zdrowia.

Tak wczesna edukacja seksualna ma doprowadzić do tego, że sześciolatek będzie rozumiał pojęcie „akceptowalny seks”, a 12 będzie potrafił „komunikować się w celu uprawiania przyjemnego seksu”.

O zagrożeniach płynących z wprowadzenia tak wczesnej edukacji seksualnej mówi dr hab. Urszula Dudziak z Instytutu Nauk o Rodzinie KUL. Doktor podkreśla, że dojrzewanie seksualne pojawia się dopiero w wieku adolescencji a nie w wieku przedszkolnym, czy w żłobku. To przyspieszanie edukacji seksualnej uznaje za bardzo niebezpieczne.

– Ze strony psychologa, pedagoga rozwojowego to rzecz bardzo niepokojąca, która może być nawet zagrożeniem dla rozwoju dziecka. Na wszystko jest określony czas. Nauczanie, wychowanie powinno być dostosowane do wieku człowieka. Powinno być zindywidualizowane. Trudno przyśpieszać rozwój seksualny. Dojrzewanie seksualne pojawia się dopiero w wieku adolescencji, a nie w wieku przedszkolnym – zwraca uwagę dr hab. Urszula Dudziak. 

Widać przy tym, że forsowane przez WHO propozycje są w pewnym sensie kontynuacją tragicznych badań Kinseya na niemowlętach, które były przeprowadzane na przełomie 40. i 50. lat XX wieku.

– W których nawet dokonywano masturbacji niemowląt, żeby sprawdzić czas przeżywanego orgazmu. Jest to przerażająca ingerencja, w spokojny świat dziecka. Jest to usilne czynienie dziecka, osobą dorosłą, którą nie jest. Jest to nie tylko zabieranie jemu dzieciństwa, ale niebezpieczeństwo wprowadzenie zaburzeń w zakresie tożsamości płciowej – podkreśla dr. Dudziak.

Trzeba ogromnej ostrożności i uwagi, aby dzieci nie stały się rzeczami, które będą manipulowane przez ludzi nieodpowiedzialnych w zakresie edukacji seksualnej – dodała dr. hab. Urszula Dudziak.

Etyk, ks. prof. Paweł Bortkiewicz podkreśla, że propozycja WHO łamie zasady naturalnego rozwoju seksualnego i urąga zasadom racjonalności. Poza tym propozycja ma koncentrować uwagę dziecka jedynie na zagadnieniu przyjemności seksualnej, pomijając sens ponad przyjemnościowy – prokreacyjny.

– Chodzi o to, że dziecko ma być wychowane już od najwcześniejszych lat swojego życia w sposób łamiący zasady zdrowego rozsądku i natury biologicznej, do przeżywania seksu, swojej seksualności. Ponad to, ma być to ukierunkowane na przyjemność, na to co stanowi wyłącznie zaspokojenie przyjemności człowieka. W ten sposób konstruowana psychika może doprowadzić do tego, że taki człowiek w przyszłości będzie wyłącznie nastawiony na przyjemność, z wykluczeniem sensu prokreacji. Walka z prokreacją oznacza batalię toczoną przez elity światowe wymierzoną w rodzinę i przyszłość ludzkości na ziemi – akcentuje ks. prof. Paweł Bortkiewicz.

RIRM

drukuj