Rumunia: George Simion wygrał pierwszą turę z ponad 40-procentowym poparciem
George Simion – kandydat prawicowej opozycji – wygrał pierwszą turę wyborów prezydenckich w Rumunii. To druga próba wyboru rumuńskiej głowy państwa. Pierwsze głosowanie, które wygrał inny kandydat opozycji, unieważniono przy aprobacie Unii Europejskiej.
George Simion – lider prawicowej opozycyjnej partii Sojusz na Rzecz Jedności Rumunów – zdobył niemal 41 proc. głosów. To najwyższy wynik od 20 lat zdobyty przed kandydata w pierwszej turze wyborów prezydenckich w Rumunii. George Simion zapowiada walkę o ostateczne zwycięstwo.
– Chcę demokracji, chcę normalności i mam tylko jeden cel: oddajmy narodowi rumuńskiemu to, co zostało mu zabrane, i umieśćmy prostych, czystych, godnych ludzi z powrotem w centrum decyzji – mówił zwycięzca pierwszej tury wyborów.
George Simion otrzymał wsparcie od prawicowych polityków z wielu państw, m.in. z USA i Polski. Partie Prawo i Sprawiedliwości oraz Sojusz na Rzecz Jedności Rumunów należą do unijnej frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. George Simion spotkał się też z Karolem Nawrockim.
W wyborach przepadł kandydat koalicji rządzącej. Rywalem George Simiona w drugiej będzie burmistrz Bukaresztu, Nicuşor Dan, który zebrał prawie 21 proc. głosów. Liberalny polityk wierzy jednak w swoje zwycięstwo.
– To będzie debata między kierunkiem prozachodnim a kierunkiem antyzachodnim dla Rumunii. Na tym będzie polegać druga tura – podkreślił Nicuşor Dan.
Niedzielne głosowanie to drugie podejście do wyborów prezydenta Rumuni. Pierwszą próbę unieważnił rumuński Trybunał ze względu na rzekome rosyjskie wpływy na kampanię. Nieuznane głosowanie wygrał inny kandydat opozycji – Călin Georgescu. Kilka miesięcy później [został nawet zatrzymany].
Polityk nie został dopuszczony do ponownego kandydowania. To wywołało [falę protestów] i doprowadziło do zwycięstwa w pierwszej turze George Simiona. W sprawie unieważnienia wyborów nie protestowała Komisja Europejska. Były unijny komisarz, Thierry Breton, przyznał nawet, że europejskie instytucje inspirowały do tego.
– Zrobiliśmy to w Rumunii i oczywiście będziemy musieli to zrobić – jeśli zajdzie taka potrzeba – w Niemczech – twierdził Thierry Breton.
W Niemczech antysystemowa AfD została uznana przez kontrwywiad za ugrupowanie ekstremistyczne. Marine Le Pen – liderce francuskiej opozycji – odebrano prawo do startu w wyborach prezydenckich. Dr Bogdan Pliszka z Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego nie jest zdziwiony, że unijny establishment na to pozwala.
– Dla nich nacjonalistyczne, faszystowskie są wszystkie ugrupowania, które nie sławią wielkości Unii Europejskiej – zaznaczył politolog.
Amerykańska organizacja Judicial Watch, zajmująca się monitorowaniem wyborów na całym świecie, zwraca uwagę na mechanizm, który stosują liberalne elity.
– Nie są w stanie powstrzymać się przed wykorzystywaniem instytucji władzy do wyciszania głosów opozycyjnych, konserwatywnych czy chrześcijańskich – zauważył dyrektor tej organizacji, Chris Farrell.
Powtórki rumuńskiego scenariusza obawia się polska opozycja. Prawo i Sprawiedliwość przed wyborami zostało pozbawione finansowania. Koalicja rządząca podważa też status Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego, która stwierdza ważność wyborów. Dlatego konieczna jest mobilizacja wyborców – przekonywał 3 maja prezydent Andrzej Duda.
– Proszę Was i apeluję do Was, byście pilnowali Polski na tyle, na ile możecie – także uczestnicząc w kolejnych demokratycznych wyborach, także dbając o to, by były demokratyczne – podkreśliła głowa państwa.
Prezydent Andrzej Duda poparł Karola Nawrockiego. Pierwsza tura wyborów w Polsce zaplanowana jest na 18 maja.
TV Trwam News



