Ruch pociągów wrócił na linię kolejową, na której w weekend doszło do aktów dywersji
Ruch pociągów na linii kolejowej Warszawa-Lublin, na której w weekend doszło do aktów dywersji, odbywa się już bez zakłóceń. W pobliżu stacji Mika naprawiono uszkodzony tor, a na odcinku Zarzeka-Puławy Azoty sieć trakcyjną.
Za weekendowymi incydentami we wschodniej Polsce stoją prawdopodobnie obce służby.
Eksperci ds. bezpieczeństwa wskazują, że mamy do czynienia z kolejnymi aktami dywersyjno-rozpoznawczymi. W ten sposób sprawdzana jest reakcja na takie działania. A ta – jak ocenia Sebastian Trojak – jest spóźniona i niewłaściwa.
– Patrząc na to, jak działa polskie państwo w tym momencie, jak działają polskie służby, z całą pewnością te działania są nieskuteczne, ponieważ do faktów dywersji i sabotażu dochodzi. Służby nie reagują w sposób właściwy, bo tak naprawdę przede wszystkim służby powinny zapobiegać tym działaniom, a nie przyjeżdżać na miejsce zdarzenia i szukać dopiero winnych czy sprawców. Tak naprawdę skuteczne państwo zapobiega tego typu incydentom, wydarzeniom, działaniom. Z całą pewnością działania polskiego rządu, polskich służb podlegają bardzo dużej krytyce i są nieadekwatne do zagrożenia – zauważa Sebastian Trojak, ekspert ds. bezpieczeństwa.
Opozycja krytykuje rządzących za późną reakcję na akt dywersji w pobliżu stacji Mika. Wskazuje, że mieszkańcy informowali o wybuchu już w sobotę, tymczasem państwo sprawą zainteresowało się dopiero w niedzielę. Po zniszczonych torach miało przejechać w tym czasie kilka pociągów z pasażerami.
Po incydentach na kolei zebrał się dziś rządowy komitet ds. bezpieczeństwa z udziałem dowódców wojskowych, szefów służb i przedstawiciela prezydenta.
Wczoraj prokuratura wszczęła śledztwo ws. aktów dywersji o charakterze terrorystycznym, popełnionych na rzecz obcego wywiadu. Sytuację monitoruje NATO.
RIRM




