Rosyjski dziennikarz miał dostać ofertę od służb

Rosyjski dziennikarz Leonid Swiridow miał ofertę pracy dla służb specjalnych. Przyznał jednak w jednej ze stacji radiowych, że nie była to propozycja rosyjskich służb. Współpracy się nie podjął, ale nie chciał też powiedzieć od służb którego państwa miała paść propozycja.

Korespondentowi rosyjskiej agencji informacyjnej RIA Novosti odebrano prawo posługiwania się tytułem: „korespondent zagraniczny akredytowany przy MSZ”.

Leonid Swiridow przyznał również, że zna wielu polskich polityków i dziennikarzy. Stwierdził jednak, że zatrzymanych ws. szpiegostwa nie zna.

Dr Łukasz Kister z Centrum Badań nad Terroryzmem stwierdził, że cała ta sprawa to raczej próba podgrzewania napiętej sytuacji związanej z rosnącym zainteresowaniem rosyjskiej agentury w Polsce. Dodał, że jest to próba dezinformacji.

– Pozyskanie tak ważnego dziennikarza, o tak dużych kontaktach z rosyjskimi służbami, podejrzanego o bezpośrednią współpracę czy bycie nawet oficerem rosyjskich służb specjalnych, byłoby dla kontrwywiadu niebywałym sukcesem. Dlatego nie powinno dziwić to, że mogło dojść do próby pozyskania tej osoby jako współpracownika; ale z drugiej strony nie wierzę, by jakakolwiek szanująca się służba próbowała pozyskać osobę, o której wszyscy wiedzą – kim jest, czym się zajmuje, jakie prowadzi interesy, jakie jest jego stanowisko w wielu kwestiach. Wydaje mi się, że jest to osoba zbyt wierna swoim ideałom, by można ją było pozyskać. Tym samym takie próby z góry skazane były raczej na niepowodzenie – ocenił dr Łukasz Kister.  

Swiridow, zapytany czy wróci do Rosji, odpowiedział, że jeszcze tego nie wie. Stwierdził też, że pomimo odebrania mu akredytacji przy MSZ, nie czuje się pokrzywdzony.

RIRM

drukuj