fot. PAP/Andrzej Jackowski

Rodzice dzieci, które stanęły w obronie krzyża w Kielnie relacjonują, że wieszane przez uczniów krzyże miały być ciągle zdejmowane. Nauczycielka twierdziła, że ma do tego prawo

Z klasy systematycznie znikały krzyże. Uczniowie wieszali kolejne. Sprawa profanacji krzyża w Kielnie ujrzała światło dzienne, gdy na oczach nastolatków nauczycielka wyrzuciła go do śmietnika. Dotarliśmy do szczegółowych relacji rodziców.

Historia nie jednego, a wielu krzyży w szkole podstawowej w Kielnie sięga początku roku szkolnego.

– Dnia 1 września 2025 wisiał krzyż drewniany z wizerunkiem Pana Jezusa. Po jakimś czasie, we wrześniu, dzieci zorientowały się, że krzyż zniknął. To byli uczniowie klasy 7a. Kilka dziewcząt z tej klasy, m.in. moja córka, poszły do woźnej z zapytaniem, czy ma jakiś krzyż. Pani im go dała. Ten krzyż był pewnie poświęcony, pochodził z innej sali. Taki sam, jaki był na początku. Ona dała ten krzyż, dziewczynki wróciły do sali i powiesiły go w tym miejscu, w którym wisiał ten, który zginął – mówi mama jednej z uczennic.

A więc obok godła. Sytuacja powtarzała się notorycznie. Wieszane przez uczniów krzyże miały być zdejmowane. Jak relacjonują rodzice, nauczycielka twierdziła, że ma do tego prawo.

– Krzyż pojawiał się dzięki działaniu uczniom, a znikał przez działaniom tej Pani. W odpowiedzi na jej działania dzieci przyniosły swój, faktycznie plastikowy krzyż, bo już nie miały w zasobach żadnego. Przyniosły po prostu taki krzyż, jaki miały, powiesiły go na tym gwoździu, nad tym nieszczęsnym chomikiem, bo tam była możliwość zawieszenia. Wiedziały, że tamte krzyże ginęły – dodała.

Na zdjęciu widać, gdzie dokładnie zawieszony był krzyż, symbol wiary, o który walczyli uczniowie. Tym razem nauczycielka postanowiła wyrzucić go do śmietnika.

– 15 grudnia syn po powrocie ze szkoły opowiedział, że podczas zajęć z języka angielskiego nauczycielka ściągnęła krzyż ze ściany i wyrzuciła go do śmietnika, wypowiadając przy tym wulgarne słowa, po czym od razu kontynuowała lekcję” – relacjonuje mama jednej z uczennic.

To dzięki postawie młodzieży sprawę udało się nagłośnić. Dziś to oni są ofiarami krytyki i hejtu, bo stanęli w obronie krzyża.

– Zrobiła się wielka nagonka w tej chwili na dzieci nasze, które jednym słowem ciężko sobie radzą z tą sprawą, bo one tłumaczą, że to był krzyż, ten krzyż wisiał w tej sali, a nauczycielka na lekcji zbezcześciła go i wyrzuciła do  śmietnika. Wypowiedzi we wszystkich mediach, robienie nagonki, że to była jakaś zabawa, że to dzieci się ponoć rzucały tym krzyżem, bardzo mi się to nie podoba i w tej chwili my – jako rodzice – też dostajemy za to wszystko. Nasze dzieci się martwią, pytają się, syn się pyta, jak to będzie dalej wyglądało, bo przecież dziewięcioro dzieci potwierdziło, że ta nauczycielka zdjęła i wyrzuciła ten krzyż – mówi Andrzej Kamola, tata jednego z uczniów.

Poseł Kazimierz Smoliński liczy, że sprawa nie zostanie zatuszowana.

– Przygotowałem uchwałę Sejmu na ten temat. Zobaczymy, czy pan marszałek podda ją pod głosowanie. Będziemy na ten temat rozmawiać. Mam nadzieję, że  pan minister Żurek wycofa się  ze swoich propozycji ograniczenia karania za obrazy uczyć religijnych, bo to będzie jednoznaczny symbol, że jest przyzwolenie władzy publicznej na to, że można to robić – zauważył Kazimierz Smoliński, poseł PiS.

W całej sprawie warto pamiętać, że krzyż nieważne czy plastikowy, drewniany czy też metalowy – zawsze będzie dla nas chrześcijan najważniejszym symbolem naszej wiary.

TV Trwam News

drukuj