fot. twitter.com/MarzenaNykiel

Red. M. Nykiel: Wszystkie siły państwa powinny odzyskać szeroko pojętą kulturę, czyli: naukę, religię, moralność i sztukę. Musimy zrobić wszystko, żeby przywrócić zdrowie w edukacji

Wszystkie siły państwa muszą odzyskać kulturę, powinny zostać rzucone na to, by odzyskać szeroko pojętą kulturę, czyli: naukę, religię, moralność i sztukę. Musimy zrobić wszystko, żeby przywrócić zdrowie w edukacji, bo wiele lat pracowano na to, żeby w szkołach serwowano nam nauczanie pozorne, żeby szkoła odarta była z lekcji historii czy literatury po to, aby nie formować człowieka o silnej tożsamości – mówiła Marzena Nykiel, redaktor naczelna portalu wPolityce.pl, polska publicystka i dziennikarka, podczas konferencji pt. „Zderzenie kulturowe w UE. Czy Polska ma szansę?”.

Redaktor naczelna portalu wPolityce.pl podkreśliła, że kiedy słyszymy, że nie ma żadnej lewicowej ideologii i że to konserwatyści są usztywnieni i zamknięci na postęp, to warto przypomnieć sobie źródło – skąd to wszystko się bierze i zastanowić się, jakimi metodami ma zostać osiągnięta rewolucja kulturowa.

– Duch rozłamu, duch podzielenia społeczeństwa, doprowadzenia do takiego wrzenia emocjonalnego, żeby ludzie zaczęli sobie wybijać okna i bić się na ulicach, to jedno z głównych narzędzi rewolucji kulturowej, z którą mamy do czynienia, której Polska jeszcze do końca się nie podporządkowała – powiedziała publicystka.

Red. Marzena Nykiel przypomniała kilka wątków historycznych, o których – jak zaznaczyła – warto pamiętać.

– Kiedy rewolucja bolszewicka się nie powiodła, na wniosek Lenina panowie spotkali się w Instytucie Marksa-Engelsa w Moskwie i w 1922 roku zaczęli się zastanawiać, co zrobić, żeby jednak tę swoją rewolucję przeprowadzić i jaki mają potencjał, i jakimi metodami mogą to zrobić. Wśród zgromadzonych osób był czołowy propagandysta Komunistycznej Partii Niemiec Willi Münzenberg, który stwierdził, że >>należy zorganizować intelektualistów i zorganizować ich w sposób, by z zachodniej cywilizacji zrobili odrażający smród. Tylko wtedy, kiedy zepsują wszystkie jej wartości i uczynią życie niemożliwym, będziemy mogli narzucić dyktaturę proletariatu<<. Münzenberg w latach 20. stworzył ogromny koncern medialny. Wiedział, jak posługiwać się mediami, jak wykorzystywać aktorów, celebrytów, ludzi sławnych, aby wprowadzali do opinii społecznej informacje, które propaganda chciałaby wprowadzić. W tym samym czasie na spotkaniu w Moskwie obecny był węgierski historyk pan Gyorgy Lukacs i on wtedy postawił takie pytanie: >>Kto nas uratuje od cywilizacji Zachodu?>>, z którą tak walczono. I stwierdził, że wprowadzenie marksistowskiego ładu możliwe jest dopiero wtedy, kiedy się unicestwi stare wartości. Trzeba uderzyć w rodzinę, która jest głównym formatorem tożsamości oraz w kościół. Dopiero wtedy, kiedy się w to uderzy, będzie można wprowadzać nowe wartości, formować nowego człowieka – podkreśliła uczestniczka konferencji.

Jak przypomniała dziennikarka, Gyorgy Lukacs już w latach 20. mówił, że „główną wartością, jaką należy deptać jest seksualność”.

– I to on jako pierwszy – jako ówczesny komisarz oświaty na Węgrzech – zaczął wprowadzać wychowanie seksualne do szkół, w których rozmontowywano relacje dzieci z rodzicami, podważano autorytet nauczyciela, podważano autorytet rodzica, podważano autorytet Kościoła. Taką siano propagandę. Dzisiaj, kiedy patrzymy na pomysły, na wychowanie seksualne, to jest dokładnie to samo. To samo źródło. (…) Cały czas pojawiały się założenia (jak dziś widzimy) neomarksistowskiej wizji, która już dziś się wciska we wszelkie przestrzenie naszego życia społecznego. Widzimy dwa elementy: uderzenia w rodzinę i uderzenia w Kościół, bo to one formułują tożsamość, to one formułują silnego człowieka o silnym kręgosłupie mornalnym. A metodą, którą należy to zrobić, jest jak najwcześniejsze rozmontowanie kwestii seksualnych, otwarcie jak najszybciej człowieka na seksualność, zabranie mu wszelkich możliwych hamulców po to, żeby nie był człowiekiem zdolnym do samoposiadania się, do bycia człowiekiem silnym, mężnym, dzielnym potrafiącym walczyć o siebie, o ludzi zdolnym do wysokich wyzwań i dążący do wysokich celów – zaznaczyła publicystka.

Dziennikarka wskazała, że ze wszystkich pomysłów myślicieli powstała szkoła frankfurcka.

– Postawiono na interdyscyplinarność, tak jak dzisiaj to robią gender studies, bo to miało podbić, podnieść jakość i zasięg nauki. Dzięki temu można było uznać, że jest ona tak wszechstronna i obejmuje całe nasze życie. Punktem wyjścia było zakwestionowanie całego ładu naukowego, społecznego, ale też ładu natury. Dziś jesteśmy w momencie, w którym to nowe społeczeństwo, które wtedy próbowano w szkole frankfurckiej gdzieś wymyślać, cała ideologia weszła tak głęboko w nasze życie, że my nie jesteśmy w stanie rozróżnić, co napłynęło z tym nurtem lewicy marksistowskiej, co się stało i co jest dzisiaj naszym punktem wyjścia. (…) Wszystkie 4 elementy kultury, czyli nauka, moralność, religia i sztuka zaczynają być zakwestionowane i tworzą antydziedzinę. Mamy antynaukę, która jest oparta na relatywiźmie poznawczym. Mamy antymoralność, która jest oparta na relatywiźmie moralnym. Każdy może uważać, że to, co mu się wydaje, jest dobre. Mamy antyreligijność, która się może objawiać albo w agresywnym ateizmie, albo w postmodernistycznych wizjach religii, z czym mamy do czynienia, Mamy tęczowych katolików. Mamy rozmaite rzeczy, które próbuje się nam wmówić i wdrożyć wręcz do katolicyzmu – to postępuje. A to jest po prostu fałszywa treść. I mamy antysztukę, w której nie ma miejsca na klasyczne pojęcie piękna, które się wyraża w harmoni, doskonałości czy blasku (jak mówili klasycy), ale mamy kicz, mamy jakiś dziwny happening. Wszystko ma źródło w tym, jak pojmujemy człowieka czy poznajemy naturę i szanujemy, czy jakiś duch za tym stoi – wskazała red. Marzena Nykiel.

– Wszystkie siły państwa muszą odzyskać kulturę, powinny zostać rzucone na to, by odzyskać szeroko pojętą kulturę, czyli: naukę, religię, moralność i sztukę. Musimy zrobić wszystko, żeby przywrócić zdrowie w edukacji, bo wiele lat pracowano na to, żeby w szkołach serwowano nauczanie pozorne, żeby szkoła odarta była z lekcji historii czy literatury po to, aby nie formować człowieka o silnej tożsamości. To jest kwestia szkolnictwa wyższego. Naprawdę musimy uzdrowić szkolnictwo wyższe, zwłaszcza po reformie Konstytucji dla Nauki, bo gender studies to tylko jeden z niebezpiecznych elementów na uczelniach. (…) To są też media, które muszą kształtować postawy i to podstawy wymagające. My nie możemy pozwolić sobie na media, które nie formułują człowieka. Media komercyjne robią, co chcą, ale media publiczne muszą z ogromną odpowiedzialnością podejść do swojej misji, do formacji człowieka, do formacji młodych ludzi, do edukacji również w sferze kultury oraz sztuki – podsumowała publicystka.

radiomaryja.pl

drukuj