fot. PAP

Rada Krajowa PO wybiera nowy zarząd partii

W Warszawie zebrała się Rada Krajowa PO, by wybraćnowy zarząd partii. Grzegorz Schetyna, dotychczasowy pierwszy wiceszef Platformy, nie może być pewny miejsca w jej władzach. Zastąpi go najprawdopodobniej Ewa Kopacz.

Premier, szef PO Donald Tusk do tej pory nie zadeklarował, czy chce widzieć Schetynę w zarządzie. Jako „bardzo dobry pomysł” premier Tusk określił koncepcję, by to kobieta została pierwszym wiceprzewodniczącym PO. Zwyczajowo to właśnie przewodniczący partii wskazuje kandydatów na swoich zastępców.

Z informacji pojawiających się w mediach wynika, że do zarządu premier zarekomenduje także Hannę Gronkiewicz-Waltz, Pawła Grasia, Cezarego Grabarczyka, Bogdana Borusewicza, Radosława Sikorskiego i Jacka Rostowskiego.

Poseł Joachim Brudziński, szef komitetu wykonawczego PiS podkreśla, że obywateli nie interesują walki frakcyjne w samej PO. Jednak w dużym stopniu ucierpią na tym oni sami. Poseł podaje przykład wycofania się z inwestycji z budowy drogi ekspresowej S3.

Jak mówi – 4 mld zł zostało przeniesione na spłacenie zobowiązań referendalnych do Warszawy na budowę obwodnicy.

– To co się dzisiaj dzieje, nie ma w tym wymiarze wzajemnej rywalizacji wewnątrz PO, najmniejszego znaczenia w sposób oczywisty dla przeciętnego Kowalskiego czy Nowaka. Ale to pokazuje jak ta władza jest zdeprawowana i tak naprawdę zdegenerowana. Tutaj na potrzeby takiej rywalizacji i różnych wewnętrznych, frakcyjnych walk, rozsypuje się koncepcję, która dawała szansę kilku województwom. Proces wypychania, eliminowania konkurencji wokół Donalda Tuska postępuje. Pamiętamy wszyscy los Macieja Płażyńskiego, Andrzeja Olechowskiego, Zyty Gilowskiej, Pawła Piskorskiego. – zauważa Joachim Brudziński.

Poseł nie przypuszcza, żeby w najbliższym czasie Grzegorz Schetyna poszedł w ślady np. Jarosława Gowina, który założył własną partię. Premier jednak ma zabezpieczenie, aby dalej utrzymać większość w parlamencie. Znajdzie je na lewej stronie sceny politycznej.

– Nie można wykluczać, że taki proces wypychania Schetyny, marginalizowania jego i jego ludzi, najbliższego otoczenia, będzie skutkował perturbacjami, wstrząsami wewnątrz PO. Tusk na tę okoliczność się zabezpiecza – chociażby akces ostatnich uciekinierów od Palikota do PSL daje mu dodatkowe 4 głosy przewagi w koalicji. Nie jest dla nikogo tajemnicą, że gdyby rzeczywiście doszło tutaj do gwałtownego odpływu kilku czy kilkunastu polityków PO, to Tusk sobie poradzi, dlatego że sięgnie po sprawdzoną pomoc ze trony Palikota. W obwodzie jest też zawsze Leszek Miller i SLD. Także ta koalicja w mojej ocenie i przekonaniu spokojnie do końca tej kadencji dotrwa – przewiduje polityk.

RIRM 

drukuj