R. Czarnecki: jest zerowa szansa, żeby wobec Polski były jakieś sankcje

Jest zerowa szansa, żeby wobec Polski były jakieś sankcje, ale również jest niewielka szansa, że artykuł 7 będzie uruchomiony – powiedział wiceszef Parlamentu Europejskiego Ryszard Czarnecki (PiS). W ocenie europosła, wartości zawarte w zapisach dotyczących art 7.1, nie są w Polsce zagrożone.

Komisja Europejska zdecydowała w środę o uruchomieniu art. 7.1 traktatu unijnego wobec Polski. Wiceszef Komisji Frans Timmermans, który poinformował o tej decyzji, podkreślił, że KE daje Polsce trzy miesiące na wprowadzenie rekomendacji dotyczących praworządności.

Ryszard Czarnecki ocenił w TV Republika, że wartości zawarte w zapisach dotyczących art 7.1, czyli szacunek dla godności ludzkiej, wolność, demokracja, równość, poszanowanie praworządności i praw człowieka oraz praw mniejszości, nie są w Polsce zagrożone.

„Art. 7 Traktatu Unii Europejskiej nie został uruchomiony. Na razie Komisja Europejska zwróciła się do Rady Europejskiej. Rada zajmie się tym w przyszłym roku” – tłumaczył europoseł.

Dodał, że KE skierowała także do Trybunału Sprawiedliwości UE ustawę o Sądach powszechnych.

„Mimo że występują tam elementy ustawodawcze, jak te które są w ustawodawstwie wielu krajów członkowskich UE np. Niemiec, Francji, to nie budzi wątpliwości w przypadku tych krajów, nie budzi protestów, a w przypadku Polski wzbudziło” – zauważył Ryszard Czarnecki.

Przypomniał, że KE „skierowała także tzw. czwartą rekomendację, czyli >>ściągę<< co polski rząd powinien zrobić, żeby było dobrze”.

Zdaniem europosła chodziło i to, by pokazać „histerię w mediach w Polsce”.

„Chcieli pokazać, że Polska jest na wylocie Unii Europejskiej, że nas wypchną, albo sami wyjdziemy, że Jarosław Kaczyński zabierze Polaków i wyprowadzi z Unii – to kompletne bzdury i farmazony” – ocenił.

Ryszard Czarnecki uważa, że „jest zerowa szansa żeby były jakieś sankcje wobec Polski, ale również jest niewielka szansa, że artykuł 7 będzie uruchomiony”. Jak tłumaczył, potrzebna jest najpierw zgoda Parlamentu Europejskiego, a do niej potrzeba 2/3 europosłów, co – jak ocenił – będzie „wrogom Polski bardzo trudne do osiągnięcia”.

„2/3 europosłów to jest duża większość i nie łatwo będzie przeciwnikom Polski tych posłów zmobilizować” – dodał polityk.

Jednak jego zdaniem „nie chodzi o kwestie formalno-prawne”.

„Tu chodzi o to, żeby robić zadymę medialno-, propagandowo-polityczną, żeby Polaków zastraszyć” – podkreślił.

Europoseł wskazał, że KE jest na „swoistej wojnie hybrydowej z Polską od dłuższego czasu”.

„To wynika z wielu powodów. Myślę, że głównym jest to, że Polska postawiła się w sprawie imigrantów muzułmańskich” – ocenił.

„Polska pokazała całej Unii, że można bezkarnie mieć własne zdanie – nie przyjąć żadnego imigranta, głównie są to wyznawcy islamu spoza Europy, i nie ma żadnych konsekwencji, bo przyjęliśmy w PE budżet na przyszły rok – ani euro mniej dla Polski” – powiedział.

Zdaniem Ryszarda Czarneckiego, KE interesuje się Polską ponieważ, jest „liderem naszego regionu Europy i że przykład Polski może być zaraźliwy”.

Podkreślił, że „Polska kwitnie pod względem gospodarczym, staje się najważniejszym państwem w wymiarze politycznym i nic sobie nie robi z presji europejskiej”.

„Polska gospodarczo rośnie (…) i w perspektywie kilku, kilkunastu lat Polska może stać się realnym konkurentem gospodarczym dla Paryża, czy Berlina to – chociaż tego wprost nikt nie powie – także, poza odwetem za to, że nie przyjęliśmy muzułmańskich imigrantów, jest genezą tej sytuacji” – dodał.

Ryszard Czarnecki pytany, kto, oprócz Węgrów, w tym sporze może być sojusznikiem Polski, odparł, że np. Madryt, bo „premier Hiszpanii, już w sierpniu, powiedział, że jest przeciwny nadmiernej ingerencji w sprawy wewnętrzne krajów członkowskich Unii”.

„Powiedział to nie dlatego, że zakochał się w Polsce tylko dlatego, że uznał, że ci, którzy dzisiaj wtrącają się w sprawy Polski, jutro mogą się wtrącać w sprawy Hiszpanii, jeśli chodzi o Katalonię” – wyjaśnił.

Art. 7.1 unijnego traktatu mówi, że na uzasadniony wniosek jednej trzeciej państw członkowskich, Parlamentu Europejskiego lub Komisji Europejskiej, Rada UE (składająca się z przedstawicieli wszystkich państw członkowskich) większością czterech piątych, po uzyskaniu zgody PE, może stwierdzić istnienie wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia przez kraj członkowski wartości unijnych.

Frans Timmermans powiedział na środowej konferencji prasowej, że „Komisja jest gotowa, w konsultacji z PE i Radą, do ponownego rozważenia swojej uzasadnionej propozycji”.

„To nie jest opcja nuklearna. Prosimy teraz Radę i PE o to, co Komisja robiła przez ostatnie dwa lata: o przeanalizowanie sytuacji i zadecydowanie, czy w opinii tych dwóch instytucji istnieje wyraźne ryzyko poważnego zagrożenia dla praworządności” – powiedział wiceszef KE.

PAP/RIRM

drukuj