fot. flickr.com

Protesty przewoźników w Warszawie

Przed ambasadami Francji i Niemiec w Warszawie protestowało dziś około 250 przewoźników. Sprzeciwiali się obowiązkowi wypłacania pensji w wysokości płacy minimalnej w tych krajach.

Transportowcy podnoszą, że nowe przepisy to próba wyrzucenia ich z rynku europejskiego.

Niemcy wprowadzili zasadę, że polski pracownik – niezależnie od tego, że ma spełniać wymagania związane z umową o pracę z polskim pracodawcą, oceniane według polskiego prawa – dodatkowo będzie musiał podlegać reżimowi prawa niemieckiego. I tutaj rzecz kuriozalna: polski pracodawca, (którego pracownik jest w podróży służbowej na terenie Niemiec, zresztą nie tylko prowadząc samochód, ale np. wyjeżdża na konferencję) będzie musiał zarejestrować tego pracownika w niemieckim urzędzie pracy, będzie musiał się zobowiązać do nadsyłania wszystkich dokumentów związanych ze stosunkiem pracywyjaśnia Maciej Wroński, prezes „Transport i Logistyka Polska”.

Uczestnicy manifestacji ubrani byli w żółte kamizelki z napisem: „Protest” i trzymali transparenty z napisami: „Chronimy miejsca pracy w naszych firmach”. Przewoźnicy wręczyli petycję protestacyjną przedstawicielowi Ambasady Niemiec i Francji. Zaapelowali w niej do władz obu państw o weryfikację przepisów w zakresie dotyczącym płacy minimalnej w odniesieniu do kierowców zagranicznych wykonujących w obu krajach przewozy tranzytowe, transgraniczne, oraz kabotażowe. W apelu napisali: „Polscy przewoźnicy drogowi są głęboko rozczarowani wprowadzeniem tych protekcjonistycznych przepisów w życie. Inaczej wyobrażaliśmy sobie europejską swobodę prowadzenia działalności gospodarczej”.

Przewoźnicy zapowiedzieli, że jeżeli ich postulaty nie zostaną uwzględnione, to podejmą bardziej radykalne działania, kryje się za tym, np. blokada granic.

W Niemczech ustawa o płacy minimalnej obowiązuje od 1 stycznia. Stawka za godzinę, która dotyczy zarówno Niemców, jak i obywateli innych państw pracujących w tym kraju wynosi co najmniej 8,5 euro za godzinę. Zdaniem władz w Berlinie stawka minimalna obowiązuje również kierowców z firm transportowych spoza Niemiec. Tym samym oznacza to, że w praktyce każda firma transportowa, której samochód przejeżdżałby tranzytem przez terytorium Niemiec, musiałaby płacić swoim kierowcom odpowiednio wysokie stawki.

W połowie lutego br. podobne przepisy zostały przyjęte we Francji. Nowe przepisy przewidują, że zagraniczni kierowcy pracujący we Francji będą musieli otrzymywać francuskie średnie wynagrodzenie netto, czyli 2595 euro.

RIRM/ PAP

drukuj